Wygrywamy, gdy zawierzamy Bogu

Środa XXXIV tyg. zw. II, liturgia słowa: Ap 15, 1–4; Łk 21, 12–19

I ujrzałem jakby morze szklane, pomieszane z ogniem, i tych, co zwyciężają Bestię i obraz jej, i liczbę jej imienia, stojących nad morzem szklanym, mających harfy Boże (Ap 15,2).

Cała Apokalipsa rozgrywa się w scenerii wielkiej liturgii przed obliczem Boga. Warto sobie uświadomić, że kluczem do zrozumienia Apokalipsy św. Jana jest liturgia. Dzisiejszy fragment mówi o tym, że „zwycięzcy Bestii” stoją nad morzem ognia i śpiewają Bogu pieśń nową, która wypowiada właściwie jedno: „Sprawiedliwe i wierne są drogi Boga”. Tę prawdę ostatecznie uznają przed Bogiem wszystkie narody. Zobaczmy, że ta prawda jest właściwie odkłamaniem tego, co szatan zasiał w człowieku przez swoją pokusę.

Istota jego pokusy polega na zakwestionowaniu ufności w szczerość i bezinteresowność Boga w Jego stosunku do człowieka i całego stworzenia. Przedwczoraj mówiliśmy o „wdowim groszu”, który jest wyrazem oddania „wszystkiego”. Mówiliśmy, że kiedy ktoś daje wszystko, co posiada, daje świadectwo prawdziwości i sprawiedliwości swoich zamiarów. Taki gest zrobił Bóg w odniesieniu do nas: dał swojego Syna umiłowanego. Nie mógł dać więcej. I dlatego ta nowa pieśń wysławia sprawiedliwość i wierność Boga, którą uznają wszyscy. Nie można jej zakwestionować, bo świadectwo śmierci jest ostateczną pieczęcią czytelną dla wszystkich, którzy szukają prawdy.

Apokalipsa widzi całą historię ludzkości eschatologicznie, to znaczy od końca, przez pryzmat urzeczywistniania się ostatecznego królestwa Bożego. I takie powinno być nasze patrzenie na tę rzeczywistość. Niemniej w zwykłym życiu nie widzimy jeszcze ostatecznego zwycięstwa. Tutaj trwa walka, i to bezwzględna, z mocami zła. Ów hymn uwielbienia śpiewają Bogu ci, którzy zwyciężyli Bestię. My obecnie z nią walczymy. Bardzo ważne jest to, abyśmy sobie zdawali sprawę z tej walki. Czasem wydaje się, że jesteśmy uśpieni. Żyjemy tak, jak gdyby właściwie wszystko było w porządku, nic niepokojącego się nie działo. A zło, jakie się wydarza, jest nieszczęściem, zaburzeniem, pojawia się przez przypadek lub ze złości bardzo konkretnych ludzi. I dlatego wydaje się, że właściwie trzeba jedynie wprowadzać niewielkie korekty w naszym życiu, pracować nad udoskonaleniem tego, co jest, przekonać ludzi, by nie działali źle. Jest to wielkie złudzenie i jednocześnie niebezpieczeństwo. Z drugiej strony niektórzy wierzą, że są na polu walki ze złem, ale to zło postrzegają bardzo konkretnie – w jakichś grupach ludzi, w narodach czy siłach polityczno-społecznych. To także jest wielkie niebezpieczeństwo, bo wówczas przez uproszczenie w imię walki ze złem samemu można stać się narzędziem zła. I tak, niestety, często się dzieje. Tak jest z fanatykami, którzy są gotowi w imię obrony Boga dokonać najstraszniejszych zbrodni.

Prawdziwa walka rozgrywa się w sercu każdego z nas, chociaż ma ona swój zewnętrzny wyraz. Myślę, że dzisiejsza Ewangelia dotyka tej prawdy.

Podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą do królów i namiestników (Łk 21,12).

Uczniowie Chrystusa będą prześladowani przez władze i synagogę. Niemniej musimy pamiętać, że walka dotyczy czegoś o wiele głębszego. Święty Paweł napisze:

Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich (Ef 6,12).

Ta odwieczna walka przejawia się w naszym zderzeniu z wrogami na świecie, ale rozgrywa się zarówno w naszym sercu, jak i sercu naszych przeciwników. Kiedy walczymy, licząc na siebie, na naszą siłę i spryt, to nie tylko ostatecznie przegramy na zewnątrz, ale przede wszystkim przegramy walkę wewnętrzną, najważniejszą:

Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić (Łk 21,14n).

Wygrywamy, gdy wewnętrznie zawierzamy Bogu, pozwalamy, aby On sam prowadził walkę. My mamy być wierni i wytrwali. Wtedy dajemy świadectwo, które tak bardzo jest potrzebne naszym przeciwnikom, aby się przemienili i uwierzyli. Podjęcie walki na ich poziomie prowadzi jedynie do eskalacji agresji i tragedii. Walka jest przegrana nie przez to, że przegrywamy w zewnętrznym wymiarze, ale dlatego, że zdradzamy miłość Chrystusową. Nasza walka jest wygrana nie przez zewnętrzne zwycięstwo, ale przez wewnętrzną wierność, wytrwanie w zawierzeniu. W przypadku walki z wrogami Chrystusa może ona być przegrana lub wygrana przez jedną albo drugą stronę albo przegrana lub wygrana przez obie strony, niezależnie od zewnętrznego wyniku. Jeżeli po obu stronach zwycięży nienawiść, będzie to przegrana obustronna, ale jeżeli natomiast uczeń Chrystusa okaże się nim prawdziwie i wytrwa w wierze, nawet jego przegrana czy śmierć może się okazać takim świadectwem, że doprowadzi prześladowcę do nawrócenia. Wtedy walka okaże się wygrana przez obie strony.

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 5, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także