„Wykład liturgii Kościoła katolickiego” (t. III)

Wydawany etapami reprint dzieła unaocznia, z każdym tomem w sposób coraz bardziej dobitny, skalę przedsięwzięcia, którego podjął się przed ponad stu laty autor.

Tom IIIW maju bieżącego roku za sprawą Centrum Kultury i Tradycji WIEDEŃ 1683 do rąk czytelników trafił wyczekiwany trzeci tom „Wykładu liturgii Kościoła katolickiego” abp. Antoniego J. Nowowiejskiego[1]. Wydawany etapami reprint dzieła unaocznia, z każdym tomem w sposób coraz bardziej dobitny, skalę przedsięwzięcia, którego podjął się przed ponad stu laty autor.

W prezentowanym tomie Wykładu… zawarta jest charakterystyczna dla Nowowiejskiego szczegółowa analiza zagadnień zgrupowanych w cztery główne bloki tematyczne dotyczące kolejno: ksiąg liturgicznych, muzyki i śpiewu liturgicznego, języka obrzędowego oraz modlitw i czynności liturgicznych.

W pierwszej, najobszerniejszej części autor pochyla się nad rozległą problematyką ksiąg liturgicznych. Tutaj w pełni objawia się Nowowiejski–historyk, który w sposób rzetelny i krytyczny kreśli ówczesny stan badań dotyczący tekstów stosowanych w liturgii. Śledząc opis poszczególnych typów ksiąg, można łatwo zauważyć dodatnio wpływający na czytelność i logikę wywodu schemat, którym posługuje się autor. W pierwszej kolejności przytacza on krótką charakterystykę określonej kategorii ksiąg (sakramentarzy, ewangeliarzy, lekcjonarzy etc.) następnie ukazuje historyczne lub historyczno–legendarne źródła ich powstania, po czym podaje liczne przykłady zachowanych ksiąg z terenu całej Europy. Stanowi to kolejny dowód na rozległą wiedzę Nowowiejskiego, nie tylko sprowadzającą się do teologii, ale także dotyczącą szeroko pojętego zabytkoznawstwa. Na koniec każdego z podrozdziałów autor przybliża historie rodzimych „starożytności” z zakresu ksiąg liturgicznych. Wśród mnogości typów ksiąg[2] twórca Wykładu… stosunkowo dużo miejsca poświęca Mszałowi Rzymskiemu, a szczególnie historii jego kształtowania.

kanonik Antoni J. NowowiejskiNowowiejski w swojej dbałości o wieloaspektowość podejścia do przedmiotu swoich badań uzupełnia rozważania teologiczno–historyczne o wskazanie regulacji prawnych dotyczących posługiwania się księgami liturgicznymi. Zwraca również uwagę na kwestie techniczne i artystyczne, pochylając się na problematyką ich przepisywania, iluminowania oraz oprawiania.

Druga w kolejności część tomu poświęcona jest kwestiom związanym z muzyką i śpiewem liturgicznym. Autor przytacza antyczną definicję muzyki, zgodnie z którą tym mianem określano sam śpiew, lub śpiew w połączeniu z grą na instrumentach. Nowowiejski zaznacza, że pomimo powszechnego odejścia od tego sposobu określania muzyki, Kościół nieprzerwanie rozumie ją na sposób przyjęty przez starożytnych. Prowadząc przejrzysty wywód autor, po nakreśleniu przedmiotu badań, zatrzymuje się nad celami, jakie pełnią śpiew i muzyka liturgiczna, po czym przechodzi do prezentacji ich historycznego rozwoju, począwszy od pierwszych wieków Kościoła do czasów powstania Wykładu…. Stopień znajomości tematu unaoczniają m.in. rozważania na temat śpiewu gregoriańskiego, gdzie autor szczegółowo rozpisuje tonację, w jakiej powstawały utwory, wzbogacając tekst licznymi ilustracjami. Podobnie jak to było w przypadku części pierwszej tutaj również każdy podrozdział zamyka prezentacja zabytków rodzimych.

Niewątpliwie interesujący dla współczesnego czytelnika jest wywód dotyczący udziału kobiet w śpiewie liturgicznym. Powołując się na stosowne źródła autor podkreśla, że śpiew w nabożeństwach liturgicznych […] nigdy nie był udziałem kobiet[3]. Co za tym idzie pojawienie się go w Kościele Nowowiejski wiąże z upadkiem wiary[4].

W kolejnej części trzeciego tomu Wykładu… autor zatrzymuje się nad tematem w mojej opinii frapującym nie tylko katolików (a nawet szerzej: chrześcijan) ale także wyznawców lub/i badaczy innych tradycji religijnych. Chodzi tutaj o problematykę języka obrzędowego[5]. Na wstępie autor zarysowuje spór między zwolennikami a przeciwnikami stosowania tzw. „języków liturgicznych”[6], które przeciwstawiane są „językom ludowym”[7]. Opowiadając się po stronie tych pierwszych twórca Wykładu…. w następujący sposób tłumaczy swoje stanowisko: Przede wszystkim mieć należy na uwadze charakter nadprzyrodzony, nadziemski, Kościoła, gdy mowa o jego ustanowieniach. Wiedząc bowiem, że wszystkie te ustanowienia są dziełem Mądrości nieskończonej, łatwo da się zrozumieć, iż są języki święte, odłączone od innych wyborem Bożym, aby były pośrednikami między niebem i ziemią[8]. Nowowiejski nie przekreśla jednak wartości „języków ludowych” dla Kościoła, gdyż pod koniec omawianej części podaje szczegółowe regulacje dotyczące ich użycia w określonych momentach liturgii. Można tutaj znaleźć też interesujące wywody na temat rozwoju języków obrzędowych oraz odpowiedź na frapujące nie jednego wiernego pytanie, dlaczego Kościół stosuje w liturgii języki martwe.

W ostatniej części autor swoją uwagę skupia na modlitwach i czynnościach liturgicznych. Można w tym miejscu znaleźć omówienie najczęściej stosowanych formuł liturgicznych, do których zalicza się m.in. Modlitwa Pańska, Pozdrowienie Anielskie czy Skład Apostolski. Zdumiewające dla współczesnego czytelnika mogą być przytaczane przez twórcę Wykładu… obszerne wskazówki dotyczące każdego aspektu zachowania celebransa i wiernych podczas nabożeństw. Nowowiejski z podziwu godną swobodą porusza się w gąszczu regulacji dotyczących nawet najmniejszych gestów uczestnika liturgii.

Zatrzymując się na warstwie edytorskiej trzeciego tomu Wykładu… pozwolę sobie odesłać Czytelnika do recenzji tomu pierwszego, gdzie na dłużej zatrzymałam się nad tym aspektem. Jako, że kolejne tomy wydawane są w tej samej stylistyce prośba ta wydaje się być jak najbardziej uzasadniona.

Nagromadzenie danych historycznych oraz parametrów ksiąg nie przytłacza, a to ze względu na czytelną strukturę tekstu, piękną polszczyznę i niepowtarzalny styl. Warto również zauważyć, że autor swoją opowieść wzbogaca wątkami (niech Czytelnik wybaczy mi śmiałość tego stwierdzenia) sensacyjnymi, a czasem nawet można pokusić się o opinię, że wręcz kryminalnymi. Jeśli ktoś zapyta, dlaczego warto sięgnąć po to powstałe ponad 11 dekad temu dzieło – bez wahania odpowiem – dla uświadomienia sobie głębi tradycji i znaczeń, które wypełniają liturgię Kościoła. Brak tej świadomości prowadzi do mylnego i brzemiennego w skutki wniosku, że uczestnik liturgii śledzi jedynie spektakl składający się ze słów i gestów, które zatrzymują odbiorcę na samych sobie, nie odsyłając do żadnej rzeczywistości transcendentnej, do Tego, który Jest.


[1] Więcej na temat całego dzieła oraz jego autora w recenzji tomu pierwszego: http://www.liturgia.pl/artykuly/O-Wykladzie-liturgii-Kosciola-katolickiego-abp-Nowowiejskiego.html.

[2] Ich ilość mnie jako historyka sztuki zawstydza, gdyż wybija mnie z samozadowolenia, którym karmiłam się pod wpływem przekonania, że poznałam wszystkie typy ksiąg liturgicznych. 

[3] Wykład…, s. 288.

[4] Nowowiejski pisze: W wieku XVIII wraz z upadkiem wiary wprowadzono niewiasty na chór, który jak wiemy, oddzielono od ołtarza i chciano zmienić na słodziutki przybytek marzeń, Wykład…, s. 289.

[5] Zob. J. Wierusz Kowalski, Język a kult. Funkcja i struktura języka sakralnego, „Studia Religioznawcze” 1973, nr 6.

[6] Autor wymienia ich siedem: starochaldejski, grecki, łaciński, koptycki, abisyński, ormjański i słowiański, Wykład…, s. 305.

[7] Nowowiejski w ten sposób określa języki narodowe.

[8] Wykład…, s. 305.

 

Zobacz także