Wysiłek odrodzenia

Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania; samiście nie weszli, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli (Łk 11,52).

To bardzo mocne oskarżenie. Na czym polega owo przeszkadzanie innym w poznaniu Boga? W dzisiejszej Ewangelii punktem wyjścia do takiego stwierdzenia jest oskarżenie Jezusa rzucone tym, którzy budują pomniki grobowe prorokom zamordowanym przez ich ojców, w ten sposób bowiem ci budowniczowie potwierdzają, że są tacy sami jak ich poprzednicy.

Nieco światła na ten temat daje nam relacja z Ewangelii św. Mateusza, która przytacza słowa Pana Jezusa do uczonych w Piśmie i faryzeuszy: Mówicie: Gdybyśmy żyli za czasów naszych przodków, nie bylibyśmy ich wspólnikami w zabójstwie proroków (Mt 23,30). Otóż łatwość odcięcia się od czegoś, co zostało w końcu uznane za zło, świadczy o braku prawdziwej refleksji nad własną grzesznością. Takie zachowanie jest przejawem obrony siebie przed ewentualnym zarzutem bycia winnym.

Jednocześnie z tą postawą łączy się łatwość potępiania innych, z czym Pan Jezus spotykał się bardzo często ze strony faryzeuszy i uczonych w Piśmie. Ostatecznie ci ludzie niedługo będą krzyczeli: „Ukrzyżuj!”. W ten sposób dopełni się miara niesprawiedliwości. Natomiast „pomszczenie krwi sprawiedliwych pomordowanych” prawdopodobnie odnosi się do zniszczenia Jerozolimy w niedalekiej przyszłości i wypędzenia Żydów z Palestyny. Po tym wypędzeniu zaczęli oni wracać do ojczyzny dopiero po 1900 latach!

Dla uczciwości naszej wiary potrzebne jest przeżycie tajemnicy nieprawości, jaka jest ukryta w naszym sercu. Wiąże się to ze zrozumieniem, że nie jesteśmy lepsi od innych, że sami uczestniczymy we wspólnocie grzeszników. Ujawniony grzech innych jest dla nas przypomnieniem podobnej pokrętności naszych myśli. W tym jesteśmy podobni. I chociaż sami mogliśmy materialnie nie zgrzeszyć tak ciężko jak inni, to jednak we własnym sercu nosimy tajemnicę własnej nieprawości, podobną do innych. Dlatego „Modlitwa Jezusowa”, podczas której powtarzamy: „Panie Jezu, Synu Boga żywego, zmiłuj się nad nami grzesznymi” wyrasta ze zrozumienia prawdy o naszej „solidarności w grzechu”. Przez to jest ona bardzo autentyczna.

Fatalna „solidarność w grzechu” bierze się stąd, że wpierw i przede wszystkim jesteśmy przez Boga wybrani i powołani przed założeniem świata do tego, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem w Chrystusie. W Nim napełnił nas [Bóg] wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich (Ef 1,4.3). Jeżeli jesteśmy jako jedność powołani do udziału w życiu samego Boga, to także grzech jest zdradą wobec tego Bożego zamysłu miłości, i dlatego jest grzechem nas wszystkich. Wysiłek odrodzenia musi ogarnąć wszystkich. Nie możemy w łatwy sposób odcinać się od innych, niejako amputować części organizmu, bo w ten sposób także grzeszymy przeciw naszej jedności. Musimy się odciąć od grzechu, ale człowiek uwikłany w grzech nadal pozostaje naszym bratem. Stąd spoczywa na nas wysiłek braterskiej pomocy drugiemu, wysiłek, który musi być poprzedzony zrozumieniem jego biedy; dalej misja ewangelizowania i głoszenia Chrystusa wszystkim, przede wszystkim ludziom słabym i pogubionych w grzechu.

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 5, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także