Wysoko-oktanowe misteria

Jak donosi KAI, w Rio ojcowie paulini świętują oktawę Uroczystości Objawienia. Szkoda, że tylko w Brazylii Epifania wciąż ma swoją oktawę. Jak to drzewiej było? A no tak, że Objawienie Pańskie zapowiadało (obejmowało) dwa inne - oprócz pokłonu mędrców - wspomnienia: weselę w Kanie i chrzest w Jordanie.

Obecnie Chrzest Pański wspomina się w niedzielę po Epifanii, a nie 13 stycznia, jak dawniej. Nie ma znaczenia ile dni minęło od święta. Wesele w Kanie będziemy wspominać…, nie wiem kiedy. Oczywiście piszę o liturgii mszalnej, a nie o liturgii godzin. Poniekąd można powiedzieć: "A co się czepiasz?", "Czy ta Kana aż taka ważna? Oktawa, no cóż – była, nie ma – można żyć bez niej". Można ale po co?

Jaki sens miało wspomnienie trzech cudów w Epifanię? Co było zasadą, która splatała w całość trzy wydarzenia? Wydaje się, że "chwała". Jedno z tych niezrozumiałych słów, których ostatnio chętniej się nie używa, niż używa. W pokłonie mędrców dowiadujemy się, że doznali chwały obecnej w Dziecku i Matce Jego. W Kanie Galilejskiej Jezus objawił chwałę swoim uczniom – jak napisze Ewangelista. W Chrzcie Jezusa Ojciec objawi Jego chwałę, podobnie jak stanie się to na Taborze. Trzy wydarzenia, które splata ukazanie chwały Jezusa: przez cześć mędrców, cud Jezusa i głos Ojca.

Od chwili, gdy na mszy w Uroczystość Objawienia usłyszałem "Annuntiatio festorum", nie myślę o tym święcie inaczej, jak o zapowiedzi. Zapowiada rok kościelny i to, co się w jego trakcie wydarzy. Daje przedsmak tych wydarzeń: stajnia zapowiada Krzyż, mirra pogrzeb, złoto przyszłą chwałę, a kadzidło kapłańską i królewską posługę Jezusa. W tym dniu rok zawiera się jak w ziarnie, które będzie rozwijać się i rosnąć. Osiem dni, by się tym zauroczyć i wchłonąć, to wcale nie za dużo. Stąd ukłon w stronę paulinów i tęskno do oktawy.

A czym jest owa chwała? Nie umiem podać definicji. Najchętniej powiedziałbym, że jest to natura Boża, gdy dostrzega ją człowiek. Nie sama natura, ta jest niedostępna, ale sposób w jaki manifestuje się człowiekowi.

Z liturgią jest taki problem, że (to parafraza myśli Odo Casela) przez nią dosięgamy misteriów, a więc obecności Boga samego w rzeczach ziemskich. Nie możemy spodziewać się, że w liturgii poznamy Chrystusa takiego, jakim był na ziemi lub Chrystusa z tego właśnie konkretnego wydarzenia, które wspominamy (np. z czasu Chrztu). Zawsze sięgamy w stronę Jezusa, Syna Bożego, który jest u Ojca. Dlatego zawsze oglądamy całość: pasję i zmartwychwstanie, stajnię/grotę i wniebowstąpienie. Ciężko się w tym odnaleźć, ciężko tak postrzegać Pana. W Epifanii pozorna dychotomia pomiędzy ziemskim a niebieskim Jezusem nie istnieje. Tu chwała Jego objawia się w tym, co prozaiczne: małym chłopcu, winie, nagim mężczyźnie w nurtach rzeki.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Grabowski OP

Tomasz Grabowski OP na Liturgia.pl

Od początku zaangażowany w działalność Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego, w latach 2005-2010 jego dyrektor, a od przekształcenia w Fundację – prezes w latach 2010-2016. Od września 2016 r. prezes Wydawnictwa Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego „W drodze” w Poznaniu i stały współpracownik Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.