Wywiad z Kazimierzem kardynałem Nyczem

- Jak Eminencja odbiera dzisiejszą nominację do Kolegium Kardynalskiego?

- Przychodząc jako biskup do Warszawy spodziewałem się, że wcześniej czy później zostanę kardynałem, ale sama nominacja wprawia mnie w pewne zakłopotanie. Uświadamiam sobie, że jest to w pierwszym rzędzie wezwanie do jeszcze większej służby Kościołowi.

Każdy biskup jest odpowiedzialny za cały Kościół, uczestniczy w kolegium apostolskim. Natomiast kardynałowie są powołani aby jeszcze bardziej uczestniczyć w sprawach Kościoła powszechnego. Wyraża się to także pracą w kongregacjach Stolicy Apostolskiej czy służeniu radą Ojcu Świętemu podczas spotkań Kolegium Kardynalskiego.

Jest to nie tyle wyróżnienie, co wezwanie do większej pracy na rzecz Kościoła powszechnego. Mam świadomość, że jako Polacy patrzymy na Kościół często w sposób zbyt partykularny i lokalny. W tym spojrzeniu gubimy wizję Kościoła powszechnego, którego tylko cząstką jest Kościół w Polsce. Mówimy wręcz „Kościół polski”, choć nie ma takiego Kościoła. Jest tylko Kościół powszechny, obecny i w Polsce. Uświadamiam sobie coraz bardziej, jak spojrzenie na Kościół w każdym kraju z perspektywy Rzymu, jest doświadczeniem nadzwyczaj ubogacającym. Chciałem wyrazić też przekonanie, że moja nominacja kardynalska, jest nominacją, która nie wynika z moich osobistych zasług, lecz należy się ona Kościołowi warszawskiemu, ze względu na jego rangę i tradycję.

– Czy fakt nominacji kardynalskiej zmieni w jakiś sposób rolę Księdza Arcybiskupa w ramach Konferencji Episkopatu Polski?

– Tak i nie. Episkopat polski ma swoje statutowe, wybieralne struktury. Jest Prezydium i Rada Stała. Do Rady Stałej należę już drugą kadencję, pełniłem też funkcję w rożnych gremiach Episkopatu m.in. kierowałem Komisją ds. Wychowania Katolickiego. Będzie to więc praca podobna do dotychczasowej.

Zdaję sobie jednak sprawę, że odpowiedzialność za słowa czy za decyzje, staje się w tym momencie o wiele większa. Jeśli ktoś zostaje kardynałem, jego głos będzie szczególnie słuchany.

– Ksiądz Kardynał będzie należeć do grona elektorów przyszłych Papieży, do kręgu osób odpowiedzialnych za wybór następcy św. Piotra…

– Jest to chyba najważniejsza funkcja przysługująca Kolegium Kardynalskiemu. Oby z tego uprawnienia nie trzeba było korzystać, dlatego, że mamy papieża, który mimo wieku jest w świetnej kondycji intelektualnej jak i fizycznej. Oby jak najdłużej przewodził Kościołowi, tym bardziej, że potrafi rozpoznawać „znaki czasu” dla Kościoła powszechnego, potrafi mówić do współczesnego świata językiem, który jest językiem nowej ewangelizacji.

– Ksiądz Kardynał wrócił wczoraj z Rzymu. Z jakimi nadziejami na rychłą beatyfikację Jana Pawła II?

– Jeśli chodzi o beatyfikację, to wyczuwa się w watykańskich urzędach atmosferę dużej nadziei i życzliwości. Jest to więc kwestia dość bliskiej przyszłości. Trzeba się modlić dalej. Nie przywiązywałbym wagi do konkretnej daty. Nawet jeśli będzie to za rok czy dwa, to i tak będzie bardzo szybko.

KAI

 

Zobacz także