Wyższość miłości nad prawem

Właściwie dyskusja nad prawem nie powinna istnieć. To znaczy powinna, ale wśród jurystów. Nie jest prawo ze swoimi zawiłościami, odstępstwami, przywilejami, indultami tematem ani prostym, ani przyjemnym nadto, ani chyba nie powinien to być temat jakoś za bardzo potrzebny. Jednak sprawy mają się inaczej i chyba musi – na razie – tak być.

Cóż, kiedy znajomi opowiadają, że po kursie małżeńskim (dominikańskim, ale to marginesowa sprawa) świetnie znają już przeróżne sposoby i kruczki na udowodnienie (wykazanie?) nieważności małżeństwa. Myślałem może, że ktoś przedstawiał im różne aspekty małżeństwa pod rozwagę, by wzięli, iżby ku rachunkowi sumienia, z intencji swej, się zbadać w stanie byli. Ale nie. To tak „na wszelki wypadek”, jakby się coś „nie powiodło w miłości”, żeby wiedzieć co robić i czego się przed sądem biskupim można chwycić. Co mogę powiedzieć na takie zaczynanie nierozerwalnego związku od informacji jak go rozerwać? Ano powiem tyle, że przeszedłem poddobną edukację już wcześniej, w liceum, gdzie uraczono nas casusami „na wszelki wypadek”.

Znajomość prawa kanonicznego (znajomość… ja nawet podstawowych pojęć prawniczych nie znam ani nie rozumiem) przydawała mi się jednak nie do rozrywania węzła małżeńskiego, ale do jego zawiązania, gdyż po drodze hierarchia robiła problemy (oj nie dziwię się ja kociołapstwu, kiedy ksiądz trudności piętrzy zmyślone). Z prawem więc jakoś tam zapoznać się musiałem. A mówi się, że nie ma prawa, gdzie jest miłość…

 

Bo i porządek miłości jest ponad porządkiem prawa, nie wydaje mi się jednak, by wyższy porządek znosił niższy. A często zdarza mi się słyszeć taką interpretację bon motu o owej wyższości. Podobne stawianie sprawy brzmi w moich uszach mniej więcej jakby ktoś stwierdził – studia to coś lepszego niż podstawówka, więc lepiej posłać dziecko na uniwersytet niż do szkoły. A ludzie, którzy głoszą wyższość miłości i wyśmiewają się z przestrzegania prawa, czynią to z taką gorliwością, że samo narzuca się sparafrazowanie ich słów jako „Panie, dziękuję ci, że nie jestem jak ten faryzeusz z przodu świątyni, który prawa przestrzega”.

 

W praktyce wygląda to na przykład tak: ktoś zdaje sprawę z niedotrzymania postu eucharystycznego, ale przystępuje do komunii, bo tak nakazuje mu miłość. Pięknie. Ale czy poszczenie przez godzinę byłoby występkiem przeciw miłości? Po co Kościół czyni różne sankcje, dlaczego wydaje nakazy i zakazy, jeśli i tak nie trzeba (a nawet nie powinno się – jak to rozumieją niektórzy) ich trzymać, gdy w grę wchodzi miłość do Boga? Jakoś zwykle słyszę o miłości i duchu (przeciw literze), gdy trzeba usprawiedliwić czyjeś łamanie czy też naginanie prawa, a nie jego przekraczanie i czynienie więcej.

 

Odnoszę wrażenie, że należałoby odwrócić wnioskowanie. I raczej, z miłości właśnie czynić dużo ponad to, co nakazane, a nie szukać pocieszania, że choć „wbrew” – czyni się lepiej niż „zgodnie”. Przecież duch nie ma litery zabijać, ma ją wypełnić, samo wypełnienie uczynić zaś nie aktem strachu przed konsekwencjami, ale radością ze służby („Będę się radował z Twych ustaw”). Inną kwestią są oczywiście nadzwyczajne okoliczności – prawo reguluje sytuacje zwyczajne, a nie ekstraordynaryjne.

 

Jeśli potraktować prawo jako minimum, przestanie być ono uciążliwe. Gdy myślę sobie, że powinienem pościć przed przyjęciem do ust Ciała Pańskiego cały dzień, a prawo dozwala mi podejść do stołu eucharystycznego po zaledwie godzinie wstrzymywania się od pokarmu, to będę szukał raczej usprawiedliwienia, że pościłem jeno trzy godziny, niż czynił sobie powodem do zadowolenia, że tak bardzo kocham Pana i tak chcę do niego przylgnąć, że aż podepczę nakazany prawem szacunek wobec Niego.

 

 

I tak to właśnie o prawie rozprawiać (sic!) się nie powinno (acz trudno tego nie robić, niestety). Bo i po co szukać drogi między lukami i kruczkami, gdy można działać z miłości i tym samym prawo wypełniać mimochodem?

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Michał Buczkowski

Michał Buczkowski na Liturgia.pl

Katolik, mąż, ojciec, Polak, dziennikarz i tak dalej.