Wzbudź w nas pragnienie nieba…

Apostołowie uporczywie wpatrywali się w niebo nad Górą Oliwną. Zanim jeszcze zdołali oderwać oczy od chmur i błękitu usłyszeli słowa, które dziś otwierają liturgię Eucharystii: „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Jezus tak przyjdzie, jak widzieliście Go wstępującego do nieba” (Antyfona na wejście). Od pierwszych słów mszy świętej, liturgia stawia nas w eschatologicznej perspektywie Wniebowstąpienia.

Giotto di Bondone: WniebowstąpienieNaturalnie – podobnie jak Apostołowie – bylibyśmy skłonni wpatrywać się w niebo, do którego wszedł Pan. Nasza myśl biegnie ku Jego odejściu. Wówczas Aniołowie, a dziś liturgia każe nam oczekiwać powtórnego przyjścia Chrystusa. Oto wraz z zwiastowaniem Jego narodzin zaczęły się czasy ostateczne. Teraz oczekujemy przyjścia Chrystusa w chwale, ponieważ ono wreszcie położy kres naszej wędrówce. Rozpoczął się ostatni etap historii, podczas której Bóg wciąż nas zaskakiwał pełnym zapału zabieganiem o nasze szczęście. Nie dość, że zstąpił z nieba, by nas odnaleźć we Wcieleniu. Nie dość, że pokazał nam drogę w głoszeniu Ewangelii. Nie dość, że wstąpił na niebiosa i przygotował tam dla nas miejsce, to jeszcze zstąpi powtórnie, by nas do nieba wprowadzić.

Cały wysiłek Chrystusa ma na celu wprowadzenie nas do domu Ojca. To jest pasją Syna Bożego. Pokonuje drogę z nieba na ziemię, przemierza światy, zstępuje do otchłani i zasiada na tronie na wysokościach. Wszystko po to, by nas odzyskać dla szczęścia.

Również my jesteśmy w drodze. Problem polega na tym, że zbyt często zapominamy o jej celu. Dlatego dzisiejszego dnia w modlitwie po komunii, mówimy: „Wszechmogący, wieczny Boże, Ty pozwalasz Kościołowi pielgrzymującemu na ziemi kosztować Bożych darów, wzbudź w nas pragnienie nieba, gdzie Chrystus, jako pierwszy z ludzi, przebywa z Tobą”.

W powyższej modlitwie zdumiewa nie tylko prośba o pragnienie nieba, ale również te słowa, które w rozwiniętej formie brzmią w tak zwanym wspomnieniu tajemnicy dnia z Pierwszej modlitwy eucharystycznej: „Zjednoczeni z całym Kościołem, uroczyście obchodzimy święty dzień, w którym nasz Pan, Twój Syn Jednorodzony, wyniósł do chwały po Twojej prawicy zjednoczoną ze sobą ludzką naturę”. Tak, w niebie od chwili Wniebowstąpienia mieszka Człowiek! W Trójcy jest Człowiek! W komunii Boskich Osób jest Chrystus, który z duszą i ciałem wstąpił do niebiańskiej chwały. To niebywałe: razem splecione Ciało i Krew, i to, co najsubtelniejsze, najświętsze, duchowe do głębin Boga samego.

Dopiero w świetle prawdy o Chrystusie, człowieku mieszkającym w niebie, wyraźnie widać powagę Jezusowego „Dokonało się” wypowiedzianego na Krzyżu. Dopiero tu zderzamy się z całą głębią znaczenia tytułu „Syn Boży”. Teraz łatwiej pojąć upór Apostołów we wpatrywaniu się w bezkresny błękit nieba. Jeśli faktycznie jeden z nas, Człowiek, jest w jedności Trójcy, to nic dziwnego, że są to czasy ostateczne. Czyż może się stać coś bardziej zdumiewającego? Czy czeka nas coś równie wielkiego? Oto kres świata. Rzecz ostatnia. Do niej dążyło stworzenie. Potrzeba nam tylko ostatniego akordu: paruzji, to znaczy przelania tej łaski na rodzaj ludzki. Wówczas każdy człowiek będzie miał udział w bóstwie. Myśląc o tym zaśpiewa dziś kapłan w prefacji: „On [Chrystus] po swoim zmartwychwstaniu jawnie się ukazał wszystkim swoim uczniom i na ich oczach wzniósł się do nieba, aby dać nam udział w swoim bóstwie. Dlatego pełnią łask paschalnych radują się wszystkie ludy na całej ziemi”. Oczywiście tylko słowa uwielbienia są adekwatną odpowiedzią na taki dar. Uwielbienia na miarę anielskiego hymnu „Święty, Święty, Święty”.

Liturgia uroczystości wskazuje jeszcze jeden okruch Boskich tajemnic: Chrystus nie zostawił nas sierotami. Nie porzucił nas do czasu powtórnego przyjścia. Wstąpił na niebiosa, ale pozostał z nami. Choć pewnie lepiej powiedzieć: i nas czasem wprowadza do przedsionków nieba. Liturgia jako taka jest anamnezą – pamiątką. Sprawia, że stajemy się obecni dla wydarzeń i spraw odległych w czasie i przestrzeni, dla wydarzeń z innego porządku niż ten, w którym czujemy się tak swojsko. Dla wydarzeń, których zasadnicza treść sięga ducha, a przez niego i ciała. Obmywani w chrzcie, jesteśmy oczyszczani krwią spływającą z ran Chrystusa. Przyjmując bierzmowanie, zostajemy napełnieni Duchem danym podczas Zielonych Świąt dwa tysiące lat temu w Jerozolimie. Gdy otrzymujemy namaszczenie chorych, Chrystus pozwala nam czerpać z pocieszenia, które podczas agonii otrzymał w Ogrójcu.

Dziś podczas komunii usłyszymy antyfonę: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. Alleluja”. W Najświętszym Sakramencie Chrystus pozostał z nami. Oczywiście nie tylko w nim, ale tu Jego obecność jest aż materialna. Pozostawił nam swoje Ciało i Krew, byśmy w nich mogli Go oglądać i spożywać. Oto cudowna wymiana darów, o której mówi modlitwa na ofiarowanie z dzisiejszej celebracji. Chrystus wsąpił do nieba jako Człowiek. Wniósł do nieba chwałę Ciała i Krwi. Ale właśnie dzięki temu możemy spożywać Jego Ciało i Krew pod postaciami chleba i wina. Jakby w zamian za Jego paschę, otrzymujemy owoc Jego oddania się: Eucharystię.

Lakoniczne teksty liturgiczne zawierają ogrom treści. Można, podobnie jak Biblię, przyjąć je jako materię medytacji. Najczęściej, podobnie jak dzisiaj, jest tak, że różne tematy zbiegają się w kolekcie. Wniebowstąpienie Pańskie to zarówno otwarcie ostatniego etapu historii świata, wyniesienie człowieczeństwa do chwały nieba, przypomnienie celu ludzkiego życia, oddanie Chrystusowi nagrody za trudy Jego męki i ożywienie nadziei. Za to wszystko Bóg przyjmuje dziękczynienie od swojego Kościoła: „Wszechmogący Boże, wniebowstąpienie Twojego Syna jest wywyższeniem ludzkiej natury, spraw, abyśmy pełni świętej radości składali Tobie dziękczynienie i utwierdź naszą nadzieję, że my, członkowie Mistycznego Ciała Chrystusa, połączymy się z Nim w chwale. Który z Tobą żyje i króluje”.

Tomasz Grabowski OP

 

Zobacz także