Z Watykanu

Właśnie słuchałem papieża na "Anioł Pański". Jak zwykle, Benedykt mówił fascynująco, klarownie i po prostu wspaniale.

A mówił, między innymi, o kosmicznym wymiarze Bożego Narodzenia, o jego powiązaniu z cyklem słonecznym, z zimowym przesileniem. Wspomniał o obelisku na Placu św. Piotra, który jest wskazówką słonecznego zegara – i według niego kiedyś oznaczano południe, czas modlitwy "Anioł Pański". Modlitwy, w której wspominamy jeden z "zawiasów", na których opiera się nasze zbawienie: Wcielenie naszego Pana. Drugim jest Jego śmierć i zmartwychwstanie. Co streszcza dzisiejsza kolekta, która jest jednocześnie modlitwą odmawianą przy "Anioł Pański". (A była, jeśli dobrze pamiętam, modlitwą po Komunii na Zwiastowanie Pańskie; prof. O’Carragain uważa, że jej autorem mógł być Jan, praecantor bazyliki św. Piotra.)

Skoro o papieżu tu wspomniałem… Na blogu o. Pawła Kozackiego pojawił się tekst nt. rozumienia przez ludzi zwrotu "nasz papież". Ośmieliłem się dopisać komentarz do rozważań o. Pawła, w którym wyraziłem mój zachwyt Benedyktem, i stwierdziłem, że Jan Paweł II tak na mnie nie działał. Innymi słowy: Benedykt jest mi bliższy jako człowiek, swoim stylem bycia, tym, co pisze, co mówi… Wobec Jana Pawła, przy całym szacunku dla niego, takich odczuć nie miałem. Co nie znaczy, że nie uważam go za wielkiego papieża. Napisałem też, że w tym kraju wielu ludzi wciąż postrzega jako papieża Jana Pawła, jakby przez jego pryzmat patrzy wciąż na Kościół i urząd Następcy Piotra. A to, według mnie, nie jest właściwe. Duch Święty daje Kościołowi papieża, takiego, jaki jest w danym czasie potrzebny. Ale to nie znaczy, że dany papież – jeden z wielu w szeregu biskupów Rzymu – ma być jedynym wzorem, wzorcem wręcz, dla wszystkich innych papieży.

Moje opinie bardzo uraziły kogoś o pseudonimie ‚qbq’ – na blogu o. Pawła pojawił się komentarz pod moim adresem, w którym pochwalony zostałem za moje teksty na obecnym blogu, liturgicznym, i zganiony za "niedojrzałe i kompromitujące" wyznania nt. papieży. I jest mi przykro: a) bo kogoś najwyraźniej bardzo uraziłem; b) bo nie rozumiem, co złego było w moich opiniach.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.