Z gorsetem czy bez?

Wtedy rozpalili wojownicy ogromny stos pogrzebowy, ponad płomieniami uniósł się ciemny dym, huczący ogień zmieszał się z dźwiękiem zawodzeń (...) Wtedy wokół kurhanu jeździli mężowie, co w bitwie są dzielni, potomkowie najlepszych rodów – dwunastu ich było. Wykrzyczeć chcieli swe smutki i opłakiwać swego króla, smutne pieśni zaśpiewać i opowiedzieć o nim.

Tak nieznany nam z imienia poeta opisuje pogrzeb Beowulfa. Wcześniej, kiedy thanowie idą po jego ciało, także płaczą i lamentują. Dziwne się to może wydawać współczesnemu czytelnikowi, wychowanemu z idiotycznym (i nie wiem, skąd pochodzącym) przekonaniem, że prawdziwy mężczyzna nigdy nie płacze. A tutaj płaczą dzielni wojownicy… W Beowulfie płacze też wcześniej król Hrothgar, żegnając się z bohaterem wracającym do swojej ojczyzny. W Iliadzie płacze Achilles, upokorzony przez Agamemnona, i później, po śmierci Patroklosa. Psalmista wiele razy się skarży, że łzy są jego napojem, a Jeremiasz wylewa łzy, widząc zgubę swego narodu. W czym są lepsi mężczyźni 21. wieku od tych postaci z przeszłości, że uważają, iż płacz jest niegodny mężczyzny?

Ale chyba nie tylko mężczyzny, kobiet też zdaje się to dotyczyć. Na pogrzebie nie wypada zbyt głośno płakać, trzeba być opanowanym i powściągliwym, smutno się uśmiechać i zaledwie ocierać chusteczką kąciki oczu. Żałobę wyrazić trzeba eleganckim, czarnym strojem, a po pogrzebie wrócić po prostu do codzienności, starając się jak najmniej myśleć o śmierci i smutku.

Żałoba… Przez kilka dni nie jeść, nie dbać o swój wygląd, mieć potargane włosy, płakać głośno, boleć ze wszystkich sił. OK, o popiół do posypania głowy raczej trudno, rozdrapywanie policzków czy piersi – mało przyjemne, rozdzieranie szat – niezbyt ekonomiczne. Ale płacz zostaje, i pozostaje to właśnie – odcięcie się od codzienności, od porządku, od elegancji. Bo śmierć jest przecież zburzeniem tego porządku, i nie ma co udawać, że nas to nie dotyczy. Ale w dzisiejszych „cywilizowanych” czasach taką żałobę uznano by za histerię, załamanie nerwowe, nieprzyzwoitość wręcz. Ewentualnie próbowano by ją wyjaśniać i zalecać psychologicznie – że trzeba sobie pozwolić na żałobę, żeby móc iść dalej. Bardzo to wszystko piękne, ale wydaje mi się, że normalny człowiek nie potrzebuje takich pouczeń – żałobę ma wpisaną w siebie, całkowicie naturalną, tylko spętaną przez konwenanse i sztuczne zwyczaje. To właśnie jest ten gorset. Płakać nie należy, należy się zawsze radośnie uśmiechać i zapewniać wszystkich naokoło, że czujemy się świetnie, wszystko jest w najlepszym porządku i generalnie jest bardzo dobrze – nawet wtedy, kiedy jesteśmy na dnie przepaści. Inaczej uznają nas za ponuraków i pesymistów, z którymi lepiej się nie zadawać. Jeśli uczucia – to tylko te przyjemne i radosne. O innych nie mówimy – po prostu ich nie ma. Jakie to smutne.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.