Zacznij pościć!

I niedziela wielkiego postu, rok A, lit. słowa: Rdz 2,7–9; 3,1–7; Rz 5,12–19; Mt 4,1–11

Nie tak samo ma się rzecz z przestępstwem jak z darem łaski. Jeżeli bowiem przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich śmierć, to o ileż obficiej spłynęła na nich wszystkich łaska i dar Boży, łaskawie udzielony przez jednego Człowieka, Jezusa Chrystusa (Rz 5,15).

Te słowa św. Pawła wspaniale wprowadzają nas w okres Wielkiego Postu, okres szczególnej łaski – łaski nawrócenia. Jeżeli jest to łaska nawrócenia, to nawrócić możemy się jedynie z czegoś, z upadku, z bezdroży, z grzechu.

W przeciwnym razie wezwanie do nawrócenia byłoby pustym hasłem. Uświadomienie sobie własnej grzeszności jest dlatego tak ogromnie ważne, bo bez takiej świadomości nie potrafimy prawdziwie zrozumieć i przyjąć łaski jako łaski.

Pius XII pisał: „grzechem tego wieku jest utrata poczucia grzechu”. Jan Paweł II potwierdza to i wyraźnie wskazuje na powiązanie między poczuciem Boga i poczuciem grzechu. Bez jednego brak drugiego i odwrotnie. Ale przypomnijmy: nie grzech jest najważniejszy, lecz łaska i ona jest zasadniczym tematem dzisiejszych czytań. Grzech stanowi swoiste tło, na którym pojawia się łaska.
Zwykle kojarzymy okres Wielkiego Postu z pokutą. Nie jest to złe skojarzenie, ale nie mówi ono najistotniejszej prawdy o tym czasie: czasie łaski nawrócenia. Pokuta i post nie są celem same w sobie, ale służą nawróceniu. Jeżeli tylko na nie zwrócimy uwagę, to możemy zagubić to, co najważniejsze: powrót do Boga. Kiedy jednak o nich zapomnimy – co dzisiaj staje się wielką pokusą – nawrócenie może zostać sprowadzone do rytuału lub emocjonalnego przeżycia. Pamiętam piękną formułę o. Piotra Rostworowskiego, który mówił: „Jeżeli masz kłopoty z modlitwą, zacznij pościć!”.

Kościół w pierwszym czytaniu przypomina nam tajemnicę grzechu, która jest obecna w sercu każdego z nas. Niemniej, kiedy porównamy pierwsze czytanie i Ewangelię, to ich wspólnym elementem jest pokusa. W pierwszym przypadku człowiek uległ pokusie, czego skutkiem był grzech. Podczas czterdziestodniowego pobytu na pustyni Pan Jezus także doświadczył kuszenia – warto przy okazji sobie uświadomić, że sama pokusa nie jest jeszcze grzechem! Pan Jezus pokusę zwalczył. Zwróćmy uwagę na to, na czym skupia się pokusa szatańska.

W raju szatan wpierw mówił: Czy to prawda, że Bóg powiedział: „Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?” (Rdz 3,1). To pozorne pytanie zawiera w sobie sugestię, jakoby Bóg nałożył na człowieka zbyt duży ciężar. Następnie szatan powiedział: Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło (Rdz 3,4n). Tym razem już bezpośrednio podważył wiarę w Bożą bezwarunkową dobroć i bezinteresowność. Zauważmy, że szatan wcale nie mówił: „Zerwij owoc z drzewa!”, czyli nie namawia wprost do przekroczenia Bożego zakazu. On jedynie podważa nasze zawierzenie Bogu i wiarę w Jego dobroć.

Zauważmy, że w kuszeniu na pustyni chodzi o coś w istocie bardzo podobnego. Ewangelia mówi o trzech pokusach. Każda z nich jest próbą podważenia więzi z Bogiem, zachwiania zaufania do Boga, wiary w Jego bezwarunkową dobroć i miłość. Trzy pokusy odpowiadają pokusom, jakim uległ historyczny Izrael na pustyni przez zwątpienie w Boga i Jego opiekę. Tajemnica nieprawości, której początek widzimy w raju, ma zarówno wymiar indywidualny, jak i społeczny. Chrystus, zwyciężając pokusy, zwycięża je w obu tych wymiarach. Rozpoczął w ten sposób jakby nową historię. Święty Paweł napisał: czyn sprawiedliwy Jednego (czyli Jezusa) sprowadza na wszystkich ludzi usprawiedliwienie dające życie. I podobnie: przez posłuszeństwo Jednego wszyscy staną się sprawiedliwymi (Rz 5,18n). To staje się prawdą w naszym życiu, jeżeli podejmujemy Jezusowe zawierzenie i posłuszeństwo Ojcu. One są fundamentem naszego zbawienia. Właściwie całe orędzie ewangelii zawiera się w tej prawdzie: Bóg jest Ojcem miłosiernym, który pragnie dla nas prawdziwego dobra.

Zobaczmy, jak paradoksalnie to, co się zawierało w szatańskiej pokusie, mianowicie: otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło (Rdz 3,5), było i jest stałym zamiarem Ojca względem nas. Stwarzając człowieka, stworzył go na „swój obraz i podobieństwo”. A posyłając swojego Syna, zapragnął uczynić człowieka swoim przybranym dzieckiem. Pan Jezus przed swoim odejściem powiedział do apostołów:

Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni jego pan, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego (J 15,15).

Bóg od początku pragnął człowiekowi dać „poznanie dobra i zła”, wprowadzić go w żywą więź, a nawet komunię z sobą, co rzeczywiście dokonuje się przez Jezusa Chrystusa, Jego Syna. To, w co On nas wprowadza, jest większe niż to, co obiecywała pokusa. Ale wprowadzić w poznanie prawdy mógł jedynie On, Logos, Słowo Przedwieczne.

Pokusa mami człowieka jakimś dobrem, które wydaje się człowiekowi wielkie, wskazując, że powinien sam po to dobro sięgnąć. Ceną zawsze jest zerwanie więzi pełnego zaufania Bogu, który pragnie nam dać więcej, niż sobie z tego zdajemy sprawę. Z naszej strony Bóg oczekuje jedynie synowskiego zaufania.

Dlatego też Pan Jezus nie tylko pokazuje na swoim przykładzie, jak mamy zwalczać pokusy Złego, ale uczy właściwej postawy wobec Boga. Może najlepiej wyraża ją modlitwa, jakiej nas uczy: Kiedy będziecie się modlić, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię… (Łk 11,2nn). Duch tej modlitwy całkowicie przeciwstawia się postawie, która jest skutkiem grzechu. Ważne jest, abyśmy, odmawiając ją codziennie, uczyli się właściwej postawy i w niej trwali stale, nie dając się zwieść rozmaitym pokusom, jakie na nas przychodzą. Trzeba, byśmy pamiętali, że łaska, z jaką do nas przychodzi Pan, jest większa, niż sobie to wyobrażamy. I jedynie pełna ufność dziecka pozwala nam ją ostatecznie przyjąć.

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 3, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także