Zagadka ciemnej strony

Wielka Środa, lit. słowa: Iz 50,4–9a; Mt 26,14–25

Jeden z was Mnie zdradzi… Czy nie ja, Rabbi? Odpowiedział mu: Tak jest, ty (Mt 26,21.25).

Jest to jeden z najbardziej dramatycznych dialogów w Ewangelii. Postać Judasza odsłania mroczne zakamarki naszej duszy.

Jung w XX w. odkrył istnienie w nas „cienia”, czyli tego wszystkiego, czego w sobie nie akceptujemy, czego się wstydzimy, bo jest złe, kompromitujące nas, do czego odczuwamy wstręt, co chcielibyśmy wyeliminować albo przynajmniej ukryć przed sobą i innymi. Judasz swoją postawą odsłania tę sferę w nas. Dlatego też jest on dla nas ważną postacią. Pomaga nam rozpoznać zawiłości naszej duszy.

Wydaje się, że Judasz nie wydał Jezusa dla pieniędzy, jak by wynikało z relacji Ewangelistów. On wydał Go raczej dlatego, bo wiedział, że Jezus jest Mesjaszem, ale zamiast wyzwalać Izraela z niewoli rzymskiej, marnotrawił czas na głoszeniu pięknych słów o miłości Boga nic nieznaczącym ludziom. Chciał zatem zmusić Go do działania, stawiając wobec sytuacji, w której nie miał innego wyjścia, niż zacząć działać. i tutaj trafiamy na zasadniczy temat dzisiejszych czytań: rozziew istniejący pomiędzy ludzkim myśleniem a Bożym zamysłem. Jest to stały problem w życiu duchowym, nawet jest to problem zasadniczy, a może i najważniejszy, przynajmniej patrząc od strony naszego wysiłku. Jest on na tyle głęboki, że przeżył go sam Pan Jezus. Pamiętamy Jego modlitwę w Ogrójcu: Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie! Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]! (Mk 14,36).

Zazwyczaj pragniemy ukryć nasze pokrętne myśli, pozostać w cieniu, nierozpoznani przez nikogo. Dopóki tak jest, czujemy się bezpieczni i możemy spokojnie dalej realizować swoje mroczne zamysły. Tak pewnie było i z Judaszem. Ale w scenie z dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus uświadamia Judaszowi, że zna jego zamiary. Wydawałoby się, że Judasz powinien w tym momencie się zawstydzić i zaniechać zamiaru już ujawnionego. i albo wyznać swój podły plan, albo ze wstydu uciec. On jednak dalej działał zgodnie z podjętym zamysłem. Wydaje się, że w każdym naszym grzechu pojawia się moment uświadomienia, że to, co robimy, jest złe. a jednak mimo wszystko brniemy w zło dalej. To jest właśnie ten moment u Judasza. Okazuje się, że zło wybrane uzyskuje w nas jakąś siłę, która nawet w momencie odsłonięcia się prawdy o nim, dalej pcha nas do działania zgodnego z tym wyborem. Jest to siła zamysłu i wyboru wcześniej podjętego, który zawsze posiada jakiś „dobry” zamiar. Istnieje wręcz trudność wycofania się z podjętego zamysłu. Obrazem tej prawdy jest Herod i jego rozkaz, by ściąć Jana Chrzciciela. Nie chciał tego, ale nie wycofał się, bo wcześniej złożył przysięgę. Nieważne, że była to przysięga podczas uczty, złożona po pijanemu, uznał jednak, że musi ją wypełnić. Ta sytuacja pokazuje, jak niezmiernie ważna jest stała wrażliwość sumienia na to, co się w nim pojawia, jak trzeba nieustannie się w nie wsłuchiwać.

W momencie odsłonięcia zła przed naszym działaniem lub w jego trakcie konflikt między Bożym i naszym zamysłem osiąga dramatyczny szczyt. Tutaj też dochodzi do ostatecznego wyboru zła. We wczorajszej Ewangelii według św. Jana, po ujawnieniu zdrajcy, czytaliśmy w komentarzu ewangelisty: a po spożyciu kawałka /chleba/ wszedł w niego szatan (J 13,27). Dopiero w tym momencie szatan na dobre zagościł w jego sercu. Judasz odsłania głęboką prawdę o przewrotności naszego serca, dlatego jest on dla nas tak ważny.

Oczywiście pojawia się pytanie: Co robić, jak się bronić przed tą fatalnością wpadania w zło? w tym momencie odpowiedzią jest postawa Jezusa, którą niezwykle prawdziwie zapowiada Izajasz w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Pisze on:

Pan Bóg otworzył Mi ucho, a Ja się nie oparłem ani się cofnąłem. Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym Mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem. Pan Bóg Mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam (Iz 50,5–7).

Jezus wielokrotnie podkreślał, że Jego zasadniczym celem jest wykonanie zamiaru Ojca. Mówił wręcz: Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło (J 4,34). Jest to Jego stały wysiłek, którego szczytem była przywołana modlitwa w Ogrójcu. Wczoraj przytoczyliśmy słowa z Listu do Hebrajczyków, które mówią o tym samym: a chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał (Hbr 5,8). Pan Bóg otworzył Mi ucho – czyli dał Mi sumienie – a Ja się nie oparłem ani się cofnąłem, dlatego wiem, że wstydu nie doznam. Zacytowane zdanie streszcza to, co powinniśmy zrobić: odkryć w sobie i autentycznie przyjąć sumienie i pójść za nim. Właśnie sumienie pozwala nam rozpoznać zawiłości naszych zamysłów i uchronić nas przed ich skutkami. To, kim jesteśmy, zależy od tego, czego słuchamy. Jedno z największych naszych złudzeń polega na tym, że wydaje się nam, że już jesteśmy sobą i wiemy, kim jesteśmy. Otóż nie wiemy! My się teraz dopiero rodzimy. A rodzimy się ze słowa, które przyjmujemy i za nim idziemy. Jeżeli idziemy za pokrętnymi myślami swojego przewrotnego serca, stajemy się poskręcani, pozbawieni tożsamości. Jeżeli wsłuchujemy się w głos sumienia, stajemy się dziećmi Bożymi i nawet już nimi jesteśmy – jak pisze św. Jan – ale jeszcze nie odsłania się to przed nami całkowicie (zob. 1 J 3,2).

Na koniec warto przyjrzeć się zaskakującej postawie Jezusa, który świadomy zdrady i tego, co Go czeka, w sposób całkowicie wolny na to się zgadza. Dzisiejsza Ewangelia podkreśla tę Jego wolność. On nie tyle został zdradzony i wpadł w ręce oprawców, ale sam się wydał, bo taka była wola Ojca. Dla niektórych ta wola Ojca jest okrutna i nie do zaakceptowania. Nie podejmujemy jednak w tym momencie tego tematu, gdyż wymagałby on dłuższego omówienia. Warto zwrócić uwagę na coś innego. W postawie Jezusa następuje odcięcie się od Jego ludzkich wyobrażeń i zamiarów i konsekwentne powierzenie się Ojcu. Sam wcześniej mówi o tej postawie:

Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity (J 12,24).

Ta zasada odnosi się do każdego człowieka – w szczególności odniósł ją do siebie jako człowieka Pan Jezus. W to właśnie realizował przez rezygnację z obrony i spokojne wejście w krzyż z pełnią ufności. Jedynie w ten sposób można doświadczyć Bożego zbawienia. Jeżeli pozostaje w nas coś z naszych zamiarów, czyli gdy staramy się co prawda iść za wolą Boga, ale jednak sobie coś rezerwujemy, to zamysł Boży nie może się w nas w pełni urzeczywistnić. Dopiero pełne i jednoznaczne posłuszeństwo Bogu owocuje darem Jego życia, czyli zmartwychwstaniem. Zmartwychwstanie Jezusa jest manifestacją tej fundamentalnej prawdy.

 

Włodzimierz Zatorski OSB

 

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 2a, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także