Zanim założę bloga

Jestem katechetką od trzech lat. Nie, nie powinnam zaczynać bloga o katechezie takim zdaniem. Krótkotrwałość mojego zawodowego zaangażowania może bardziej zniechęcić niż zachęcić do dalszego (daj Boże, systematycznego!) pisania. Przeze mnie. I co ważniejsze – czytania. Przez innych.

Ale taka jest prawda. Pracuję w liceum ogólnokształcącym tylko trzy lata, a mimo to już nie wyobrażam sobie, bym mogła robić w życiu cokolwiek innego.

Przeprowadziłam ileś tam bardziej lub mniej udanych lekcji religii. Zrealizowałam ileś tam bardziej lub mniej ciekawych tematów. Opracowałam ileś tam różnych jakościowo konspektów lekcji. Osiągnęłam (i nie osiągnęłam też) ileś tam zamierzonych (i niezamierzonych) celów dydaktycznych i pedagogicznych, które trzeba sobie wyznaczyć pisząc te nieszczęsne konspekty. Nieszczęsne, bo ten, kto stoi za biurkiem wie, że często konspekt sobie, a lekcja sobie. I czasem szkoda, że tak jest, a czasem – dzięki Bogu. Zrobiłam ileś tam zapowiedzianych sprawdzianów i niezapowiedzianych kartkówek (TEST– z pozdrowieniami dla moich Uczniów!). Postawiłam za nie bardziej lub mniej satysfakcjonujące ( uczniów i mnie) oceny.

Tego się nie liczy. Nie dlatego, że się nie da, po prostu – to nie jest najważniejsze.

Przez te trzy lata pracy uczyłam 13 klas. Niektóre przez dwa lata, niektóre przez trzy, a niektóre dopiero zaczęłam. Spotkałam na lekcjach 393 młodych ludzi.

To się liczy. Nie dlatego, że się da. Po prostu – to jest najważniejsze.

Bo w katechezie chodzi właśnie o nich – o Uczniów. Każdy z nich to inny świat, którego odkrycie jest nie lada wyzwaniem. Wiele się kryje za grzeczną, równie przyciętą grzywką i recytowaniem prawie na bezdechu treści Katechizmu; za twardym deklarowaniem ateizmu agresywnym tonem głosu; za pozornym tumiwisizmem. Gdy katecheta się przez to przebije, może się okazać, że jest prawie tak, jak słychać na Radach Pedagogicznych: „wszystkiemu winni są uczniowie!” Z tą różnicą, że nie wszystkiemu, co złe. Często są „winni” wszystkiemu, co dobre.

Moi Uczniowie są winni powstania tego bloga. Czy to dobre, czy złe – to się okaże.

Nauczyciel – przede wszystkim ten wydający zaciekłą walkę spadającej frekwencji – chce, by jego uczeń był obecny. Na lekcji, w tym wypadku – lekcji religii. Że przyjdzie, że będzie przygotowany. I będzie. Na katechezę przyjdzie, ale tak naprawdę pojawi się na niej w chwili, gdy będzie obecny jeszcze gdzie indziej – w sercu, modlitwie i czasie (również wolnym od zajęć) katechety. Wtedy nie tylko przyjdzie przygotowany na lekcję. Czasem na nią wróci po latach niechodzenia i na niej zostanie. Czasem przygotuje coś „ponad program”, zaproponuje, zainspiruje, albo odrobi pracę domową „w dowolnej formie” w formacie mp3.

Obecność ucznia w sercu i modlitwie katechety niemal gwarantuje, że i katecheta ( i przede wszystkim jego praca) będzie obecny w życiu ucznia, nawet po tym, jak ów uczeń skończy szkołę i nowych belfrów spotka na uczelni, a ci belfrzy będą więcej niż magistrami i raczej niekoniecznie teologii.

Mam takie zawodowe i życiowe szczęście, że moi Uczniowie byli i są obecni. Na lekcjach, po lekcjach, po maturze. Dowodem na to jest powstały blog i jego „preegzystencja” w postaci… uczniowskiego, przepraszam, absolwenckiego – fanpage na facebooku pt: „Zanim założę bloga”.

Tak tytułowałam różne swoje krótkie, dłuższe i za długie wypowiedzi w sieci. Nie przypuszczałam, że są czytane. Zwłaszcza te za długie i zwłaszcza przez tych, którzy i tak muszą (lub musieli) słuchać mnie na lekcjach w szkole. Blog nie powstawał, choć myślałam o jego założeniu. Dlatego Uczniowie – Absolwenci – wzięli sprawę w swoje ręce i stworzyli społeczność „Małgorzata Janiec – założ bloga!” ujawniając na szerszym forum nie tylko znane mi od dawna pomysłowość i talenty, ale także determinację na miarę najlepszych PR–owców. Lajkowali, udostępniali, komentowali.

I mnie przekonali. A przekonując przypomnieli, że zamiast mówić co się zrobi, trzeba to po prostu zrobić. Tak samo jak my, nauczyciele–mądrale, powtarzamy uczniom: ty nie mów, że się uczysz, tylko się naucz.

Zatem – Katecheta? Obecny! Od dziś nawet w sieci.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Małgorzata Janiec

Małgorzata Janiec na Liturgia.pl

Teolog i dziennikarka. Na świecie obecna od ponad 30 lat. W szkole jako katechetka – 10 razy krócej. Na lekcjach pyta z pytającymi. Szuka z szukającymi. Wierzy z wierzącymi i wierzy w „niewierzących”. Modli się ze wszystkimi i za wszystkich. Do pracy ma pod górkę. A w pracy uczy siebie i innych, że do nieba idzie się zwyczajnie – pod górkę lub nie – po ziemi.