Ze śmierci do życia

Bóg Abrahama Izaaka i Jakuba jest Bogiem żywych

Przy całej swojej nowości i unikalności Zmartwychwstanie było jakoś dla Jezusowych uczniów rozpoznawalne. Bóg, choć czyni wszystkie rzeczy nowe, pozwala się rozpoznać, objawiał się przecież jako Bóg żyjących za czasów i Starego i Nowego Testamentu.

Dramatyczna przepaść między życiem a śmiercią rozwierała się dla Hebrajczyka nie tyle w sferze biologicznej, to znaczy pomiędzy sercem bijącym a sercem zamarłym. Śmierć zaczynała się dużo wcześniej, w momencie nadejścia choroby, kiedy kończył się czas zdrowia. Przysłowie „«już nie wstanie ten, który się położył»” (Ps 41:9) jest oparte na większości ówczesnych przypadków chorobowych. Świadczą o tym częstokroć psalmy, w których psalmista złożony chorobą zalicza siebie samego w poczet schodzących do Szeolu, już widzi bramy miasta umarłych, sam nad sobą rozpoczyna żałobę i odczuwa samotność właściwą mieszkańcom „Kraju-bez-powrotu”.

Nic więc dziwnego, że uzdrowienie z choroby, która zwykle była śmiertelna, jest widziane jako powrót z krainy śmierci. Uzdrowienie ze „śmiertelnej” choroby jest więc powrotem do światła i radości właściwej krainie żywych.

„Ich życiu obrzydło wszelkie jedzenie i już docierali do bram śmierci
W swoim ucisku wołali do Pana, a On ich uwolnił od trwogi” (Ps 107:18–20).

Grób, studnia, podziemie, zalewające wody, więzienie – są przedsionkami Szeolu i jeśli ktoś z nich został wybawiony, mógł prawdziwie śpiewać Panu o powrocie do życia. Radość ponownego uczestnictwa w krainie żywych zawarta jest w modlitwie króla Ezechiasza, który powstał z choroby:

„Bo nie Szeol Cię wielbi, Śmierć wychwala,
Nie wyczekują schodzący do grobu twojej wierności.
Żywym. Żywym jest wychwalający Ciebie. Jak ja dzisiaj!” (Iz 38:18–19)

 Tak mógł śpiewać razem z nim Józef wydobyty ze studni i wypuszczony z więzienia, Jonasz ocalony przez rybę, Jeremiasz wyciągnięty z cysterny, i tylu innych anonimowych Hebrajczyków.

Choć Księga Hioba zgodnie z mądrościową tradycją Bliskiego Wschodu zwiastowała każdemu ten sam kres w Szeolu (Hi 7:7–10), jednocześnie przeczuwała, że jest coś innego w śmierci ludzi prawych. Naturalna śmierć sprawiedliwych nie jest zejściem do krainy mroku i samotności, oni raczej „gromadzą się ze swoim klanem” (np. Abraham w Rdz 25:8) i są włączeni we wspólnotę bliskich ludzi, która ich oczekiwała. Przejście ze śmierci do życia jest obecne również w licznych historiach, w których niepłodna kobieta o „martwym”, zamkniętym, łonie staje się zdolna do dania życia. Cud Elizeusza, który wskrzesił  syna Szunemitki (2Krl 4:34–35), jest właściwie kontynuacją pierwszego cudu, jakim były wcześniej narodziny tego chłopca. Dlatego też wobec śmierci swego dziecka słusznie skarży się kobieta: „Czy ja prosiłam pana mojego o syna? Czyż nie powiedziałam: Nie oszukuj mnie?” (2Krl 4:28).

Pierwszy spośród umarłych

To, do czego dziś bardzo trudno nam indywidualistom dojść, to fakt, że tożsamość w Biblii jest oparta nie tyle na osobniczych doznaniach, co przede wszystkim na miejscu we wspólnocie. Bez tego nie pojmiemy, jak Zmartwychwstanie Chrystusa może cokolwiek mówić o losie innych ludzi. W starożytności sfera publiczna nie była oddzielona od prywatnej i vice versa. Zwyczajne było, iż nieprzyjaciel króla był nieprzyjacielem państwa, język przymierzy politycznych czerpał z obrazów relacji osobistych i mówił o „miłości”, „wierności”, relacjach ojciec–syn. Zwycięstwo wojsk Izraela było zwycięstwem Dawida, Dawida żałoba była żałobą Izraela. Los Głowy rodziny, klanu czy państwa miał bezpośredni wpływ na całą społeczność. Częste rozważania, czy dany biblijny tekst mówi o jednostce, czy też o jakimś zbiorowym podmiocie, w wielu przypadkach są nierozstrzygalne, ponieważ takiego ostrego rozróżnienia po prostu mentalność biblijna nie wprowadza. Kiedy Izajasz pisze o Słudze Jahwe, pisze zarówno o konkretnej postaci, jak i o narodzie[1]: ma on być odcięty od świata żyjących i przydzieli mu się grób, wreszcie Prorok wspomina o jego śmierci (Iz 59:3). Sługa Jahwe ma jednak przejść do życia: „zobaczy swoje potomstwo” (Iz 59:10)!

Na aksjomacie jedności losu wspólnoty i jej Głowy bazuje święty Paweł w 15. rozdziale Pierwszego Listu do Koryntian, który jest w całości poświęcony Zmartwychwstaniu. Zmartwychwstanie Chrystusa jest przyjęte jako pierwsza prawda wiary – zmartwychwstanie chrześcijan jest jego konsekwencją. Jaki los Głowy, taki i los chrześcijan. Dlatego dla Pawła był nieodpartym argument: „Jeśli umarli nie zmartwychwstają, to i Chrystus nie zmartwychwstał” (1Kor 15:6).

Zmartwychwstanie miało nastąpić na końcu czasów i jest znakiem ich nadejścia. Dlatego Mateusz, opisując znaki towarzyszące śmierci Pana, pisze o rozdartej zasłonie, pękających skałach i wreszcie zmartwychwstaniu świętych: „Groby się otworzyły i wiele ciał Świętych, którzy umarli, powstało” (Mt 27:52). A jednak chciał koniecznie zaznaczyć pierwszeństwo Chrystusowego Zmartwychwstania i dlatego w kolejnym wersecie zaznaczył: „I wyszedłszy z grobów po Jego Zmartwychwstaniu, weszli oni do Miasta Świętego” (27:53).

Kto i co zmartwychwstaje?

Wbrew pozorom nie jest to dla wszystkich tekstów biblijnych takie oczywiste. Mieszkanie pośmiertne tego, „kto Boga znać nie chce”, jest jakimś przerażającym obcym miejscem (Hi 18). Sprawiedliwi zaś trwają przy tronie Boga w niebie jak Eliasz (2Krl 2:1–12) czy też Henoch (Rdz 5:24). Już w Starym Testamencie ślady wiary w inny pośmiertny los sprawiedliwych są czytelne. Jednakowo umierają mędrcy i głupi, a jednak o tych, co ufność pokładają w sobie, psalmista mówi: „groby są ich domami na wieki” (Ps 49:12). Ten sam autor, pełen wiary w tajemnicę Bożej sprawiedliwości, odważnie wyznaje:

„Lecz Bóg wyzwoli moją duszę z mocy Szeolu, bo mnie zabierze!” (Ps 49:16)

Psalm 73 podobnie zmaga się z zagadką powodzenia grzeszników. Psalmista znajduje odpowiedź, rozważając kres życia: grzesznicy znikną jak mara, natomiast o sobie, pełen uniesienia mówi:

„Lecz ja zawsze będę z Tobą: Tyś ujął moją prawicę; 
Prowadzisz mnie według swojej rady i przyjmujesz mię na koniec do chwały. 
Kogo prócz Ciebie mam w niebie? Gdy jestem z Tobą, nie cieszy mnie ziemia. 
Niszczeje moje ciało i serce, Bóg jest opoką mego serca i mym udziałem na wieki” (Ps 73:23–26). 

Życie wieczne nie jest oczywiście wiecznym trwaniem, ale trwaniem szczęśliwym przy Bogu.

Prorok Daniel przewiduje okres wielkiego ucisku poprzedzający czasy ostateczne. Jednak dokładnie wtedy czas śmierci stać się ma jednocześnie początkiem zbawienia i Zmartwychwstania: „w tym czasie twój naród dostąpi zbawienia!” (Dn 12:1). Daniel kontynuuje swoje widzenie, pisząc:

„Wielu zaś, co posnęli w prochu ziemi, zbudzi się: jedni do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznej odrazie.  Mądrzy będą świecić jak blask sklepienia, a ci, którzy nauczyli wielu sprawiedliwości, jak gwiazdy przez wieki i na zawsze”. (Dn 12:2–3)

Święty Paweł podejmuje tę wizję Zmartwychwstania, w której przyrównuje się istnienie zmartwychwstałych do niezmiennego i ponadświatowego istnienia podobnego ciałom niebieskim. Jego metafora nasienia z jednej strony chce podkreślić ciągłość i niezmienioną tożsamość zmartwychwstałego ciała, z drugiej jednak – jego zasadniczą inność. Kontynuuje tutaj Danielową wizję kojarzącą ciało zmartwychwstałe z ciałem niebieskim.

„Są ciała niebieskie i ziemskie, lecz inny jest blask (doxa) ciał niebieskich, inny – ziemskich.  Inny jest blask słońca, i inny blask księżyca, i inny jest blask gwiazd. Jedna gwiazda różni się w blasku od drugiej.  Podobnie rzecz się ma ze zmartwychwstaniem. Zasiewa się zniszczalne – powstaje zaś niezniszczalne;  sieje się niechwalebne – powstaje chwalebne; sieje się słabe – powstaje mocne; zasiewa się ciało zmysłowe (psychikon) – powstaje ciało duchowe (pneumatikon). Jeżeli jest ciało zmysłowe, powstanie też ciało duchowe[2].” (1Kor 15:40–44)

Paweł, żeby nie było wątpliwości, podkreśla różnicę pomiędzy ziemską rzeczywistością a tą Zmartwychwstania:

„Zapewniam was, bracia, że ciało (sarx) i krew nie mogą posiąść królestwa Bożego, i że to, co zniszczalne, nie może mieć dziedzictwa w tym, co niezniszczalne.” (1Kor 15:50) 

Widać jednak, że Paweł stara się zachować i drugi aspekt zmartwychwstałego ciała: to, co ziemskie, nie zostaje zniszczone, zapomniane, nie chodzi tu o jakąś nieciągłość spowodowaną nową creatio ex nihilo i tworzeniem nowego bytu. Nowy blask nieśmiertelności obleka, jak nowa szata, zniszczalne członki (1Kor 15:53).

Podobna dynamikę i dwubiegunowość przedstawia tradycja ewangelii. O ile Mateusz wyraźnie stwierdza, że kobiety objęły nogi Jezusa podczas pierwszego spotkania z Nim (Mt 27:9), o tyle słynny Janowy obraz Noli me tangere! obrazuje kierunek przeciwny: Zmartwychwstały nie pozwala się dotknąć (J 20:17), tak jakby chciał spełnić swoje słowo o tym, że nie należy do tego świata (J 17:14). Jednocześnie jednak czyni Marię swoją siostrą, nazywając swojego Ojca jej Ojcem. W ten sposób wypełnia się misja Jezusa zapowiedziana w Prologu (J 1:12) – Jezus przyszedł, by uczynić tych, którzy Go przyjęli, dziećmi Boga.

Łukasz zaznacza najwyraźniej materialność Jezusowego ciała i tu zdaje się być na biegunie przeciwnym do Pawłowego (zob 1Kor 15:50). Jezus u Jana zakazał Marii się dotknąć, tu apostołów do tego zachęca: „Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała (sarx) ani kości, jak widzicie, że Ja mam” (Łk 28:39). A gdy nadal nie wierzyli, spożył wobec nich rybę.

„Dowód wiary” – pusty grób

Natura Jezusowego ciała nie jest dla ewangelistów problemem teoretycznym, ma potwierdzić tożsamość Jezusa po Zmartwychwstaniu, którego przecież świadkiem nikt nie był. Opowieść Marka jest najbardziej lakoniczna, zwłaszcza jeśli zauważymy, że pierwotna wersja tej ewangelii kończy się ucieczką wystraszonych kobiet z grobu i sam Zmartwychwstały w tej Ewangelii w ogóle się nie pojawia (Mk 16:8)[3]. Dlatego też tak istotna jest tu postać anioła, który pełni właściwą sobie funkcję interpretatora wydarzeń, czy też raczej wcale nieoczywistych „fenomenów” – odsuniętego kamienia i pustego grobu. Anioł mówi:

„Szukacie Ukrzyżowanego? Zmartwychwstał. Nie ma Go tu. Oto miejsce gdzie Go położyli” (Mk 16:6).

Pusty grób nie jest tu oczywiście w żaden sposób dowodem Zmartwychwstania, ale jedynie towarzyszącym mu znakiem. Inaczej u Mateusza, gdzie pusty grób ma pełnić właśnie funkcję dowodu. Dlatego też Mateusz jako jedyny Ewangelista wprowadza obszerny epizod straży pilnującej grobu i późniejszego jej przekupstwa. Z tego też powodu Mateusz przestawia kolejność zdań anioła, który zastał u Marka. U Mateusza bowiem niebieski duch nie stawia wprowadzającego retorycznego pytania, a od razu stwierdza:

„Wiem, że szukacie Ukrzyżowanego. Nie ma Go tu, bowiem zmartwychwstał” (Mt 28:6).

Zmartwychwstanie zdaje się tu prawie być wnioskiem z obserwacji pustego grobu. Zauważmy, że dlatego też u jednego Mateusza czytamy opowieść o strażach przy grobie i ich przekupstwie, co ma podnieść rangę „dowodu” pustego grobu. U Mateusza samo ciało Jezusowe nie potrzebowało odsuwania kamienia. Zstąpienie Anioła było spektakularne, ale odsuwał on kamień nie po to, by Jezusa wypuścić z grobu, ale raczej dla kobiet, by mogły pusty grób zobaczyć.

Reakcje na pusty grób są różnorakie. Jak referuje Łukasz, Piotr pobiegł do grobu, weryfikując nowinę przyniesioną przez kobiety, ale potem po prostu wrócił do siebie „dziwiąc się temu, co się stało” (Łk 24:12). Ewangelista Jan dołącza umiłowanego ucznia do owego niedzielnego biegu Piotra: jako pierwszy pusty grób widzi Piotr, ale tylko o „umiłowanym uczniu” mówi się, że uwierzył, zaś o wierze Piotra w ogóle się nie wspomina. I Piotrowi bowiem nie została oszczędzona droga wiary, choć miał jakieś indywidualne spotkanie ze Zmartwychwstałym (ogólnie nadmienia je Łk 28:34 i 1Kor 15:5).

Godziny drogi do Emaus z nierozpoznanym Zmartwychwstałym są godzinami spędzonymi na wspólnym słuchaniu Słowa Bożego, nauczaniu i wreszcie łamaniu chleba. Trud wiary w Zmartwychwstałego zdaje się niezmiennie obecny nawet wobec tych, którym dane było Go widzieć. Znaczące jest tu zakończenie Mateuszowej ewangelii. Ostatnie trzy wersety tej księgi cytują słowa wstępującego do nieba Jezusa, który posyła Apostołów, obiecując im jednocześnie swoją stałą obecność (Mt 28:18–20). W ten sposób ostatecznie staje się On na zawsze Emmanuelem – Bogiem z nami, pod którym to imieniem Mateusz zwiastował jego przyjście na początku swojego opowiadania (1:23). Te słowa są konieczne wobec trudu wiary Apostołów, z którym ich Ewangelista pozostawia werset wcześniej.

„Jedenastu zaś uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił.  A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy / Jednocześnie jednak wahali się” (hoi de edistasan) (Mt 28:16–17).

Ostatni czasownik w Ewangelii odnoszący się do Apostołów to słowo ‘wątpić’, ‘wahać się’. Apostołowie widzieli pusty grób i spotkali Zmartwychwstałego. Co więcej, usłuchali Jego słów, gromadząc się na nowo w Galilei, oddają teraz Mu cześć – a jednocześnie noszą wątpliwość w sercu. Niech te słowa będą dla nas nie zgorszeniem, a pocieszeniem. Z wewnętrznym zmaganiem wiary Apostołowie poszli na cały świat i nie przeszkodziło im to w głoszeniu Zmartwychwstałego.

Czasownik distazo pojawia się w całej Biblii tylko dwa razy: tutaj i u Mt 14:31 – tam to właśnie Piotr, krocząc po falach w kierunku Jezusa, „zwątpił”. Pan jednak wypomina mu to dopiero po tym, kiedy wyciągnął rękę i uchwycił swego ucznia, ratując przed utonięciem. Wiara w Zmartwychwstanie dla chrześcijanina zawsze pozostaje kroczeniem po wodzie, ale również zawsze w towarzystwie Jezusa, który jest z nami aż do skończenia świata.


[1] O zmartwychwstaniu narodu w prorockiej wizji opowiada również prorok Ezechiel Ez 37:1–14. Pewne paralele wskazują na związek z Rdz 2:5–7, a więc mamy do czynienia z nowym stworzeniem: suche kości otrzymują tchnienie życia.

 

[2] Zauważmy, że ten przymiotnik nie neguje bynajmniej materialności ciała. Zob.: 1Kor 10:1–4, gdzie Paweł mówi o „duchowych” mięsie, napoju, skale. Znaczy to przynajmniej tyle, że nie są to „zwykłe” materialne przedmioty.

[3] Najstarsze rękopisy zostawiają tu pustą przestrzeń, mamy więc pewność, że nie brak nam jakichś kolejnych kart. Kanoniczne zakończenie jest jednym z trzech nam znanych i zdaje się być kombinacją opowiadań Mateusza i Marka.

 

 

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.