Ziomale przy ołtarzu

Wielokrotnie już i na różne sposoby o tym pisałem, aczkolwiek nigdy jeszcze w osobnym wpisie: zawsze gdzieś przy okazji, nieco z boku, mogło więc przemknąć niezauważone.

A chodzi o poruszanie się przy ołtarzu. Dotyczy w głównej mierze PT* celebransów i służby liturgicznej, ale zastosować można i do części wiernych, PT laików.

Uważam bowiem, że w kościele, w czasie liturgii, kapłan powinien poruszać się z godnością i bez pośpiechu. Tymczasem 97% PT duchownych przemieszcza się w prezbiterium z szybkością samolotu odrzutowego, lub też kuli z maszynowego karabinu, ewentualnie szczura biegnącego przez jezdnię (widziałem**, wiem). Do tego jeszcze, z owych 97% jakieś 42% stosuje coś, co nazwałem na własny użytek ‘krokiem ziomala’: specyficzne kołysanie się z prawej na lewą, z lewej na prawą, z prawej na lewą, etc. Jeśli dobrze pamiętam ze szkoły, związane jest to z ustawianiem na podłożu części stopy, zamiast całej stopy. Zademonstrować, niestety, na blogu nie potrafię; jeśli kiedyś skończę kurs dla kościelnych fotografów (bo przecież nie będę w kościele filmował bez przygotowania), to może zamieszczę film. Aha, tylko wcześniej muszę się dorobić kamery. (Póki co, to komputer ma chyba znowu zamiar zejść z tego świata, niecały miesiąc po naprawie, więc najpierw powinienem się dorobić porządnego komputera.)

Być może ‘krok ziomala’ bywa użyteczny w pewnych rejonach miasta, zwłaszcza dla chodzących po kolędzie księży, ale przy ołtarzu Pańskim i w Pańskiej świątyni jest, według mnie, nie na miejscu. A ‘krok ziomala’ połączony z prędkością samolotu/kuli/szczura, tym bardziej. Chociaż… Może to teraz normalne, i to ja nie nadążam?

Powinni chyba w seminariach uczyć, jak chodzić: ambulare in conspectu Domini.
 

*PT – to po łacinie; ciekawe, że tak pisano w tzw. poprzedniej epoce w sklepach, np. uprasza się PT klientów…

** Widziałem i samolot, i kulę, i szczura.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.