Zjadłbym karpia!

Tłumaczenia, robione przez studentów, są albo poprawne, albo błędne. Błędne dzielą się z kolei na takie, które wynikają z niewiedzy bądź głupoty (czego na ogół biedny student sobie nie uświadamia), oraz na takie, które wynikają z poczucia humoru (i wtedy student wie, że tłumaczenie jest niepoprawne, ale wie też, że można się z niego pośmiać).

Julian Tuwim zabawiał się w takie właśnie łacińskie tłumaczenia, jak ostatnie z wymienionych wyżej. Opierał je zazwyczaj na dźwiękowych skojarzeniach z polskim czy francuskim. I tak, caveant consules miało znaczyć: czy państwo konsulowie napiją się kawy? Z kolei carpe diem (niezbyt poprawnie tłumaczone jako „chwytaj dzień”) – to u Tuwima zjadłbym karpia. Per aspera ad astra – ojciec ma nadzieję na medal. Ius civile – czyli po odbyciu służby wojskowej. Moje ulubione to hora canonica – żona księdza kanonika niedomaga.

Dziś w nowicjacie mieliśmy takie właśnie żartobliwe tłumaczenie a là Tuwim. Zapisałem je sobie, jako że pamięć coraz bardziej szwankuje (i wielu już nie pamiętam, a mieliśmy ich sporo w ciągu roku), gdyż warte jest zapamiętania, tak jest cudowne. Oto i ono: mille clypei pendent ex ea – opierając się na skojarzeniach, otrzymujemy: żołnierze z klipsami*) zwisają z niej.

Wróćmy jednak na chwilę do tłumaczeń, wynikających z niewiedzy lub głupoty studenta. Najłatwiej dostrzec to w tłumaczeniach pisemnych, gdzie student nie ma możliwości żartowania z przekładu, jak w czasie zajęć czy odpowiedzi ustnej. Tam także czasami zdarzają się skojarzenia, jakich nie powstydziłby się Tuwim: XL naves – bardzo duże statki; quid times? – która godzina. Tu przynajmniej można się roześmiać, gorzej, kiedy tłumaczenie jest zupełnie idiotyczne, i nic zupełnie nie znaczy – a i takie, niestety, się zdarzają…

Ale pewnie mało kto zrozumiał, o co tu chodzi – a miał być wpis o św. Paulinie, który jednak nie był Walijczykiem. Innym razem. Teraz trzeba się zająć przygotowaniem pożegnalnego bankietu vel rautu.

*) Jam myślał, że chodziło o takie w uszach; po zajęciach mnie uświadomiono, że to miały być takie do papieru.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.