Złapany przez dominikanów

Dzisiaj mnie złapali bracia z kolegium w Warszawie na nieznajomości liturgii. A, dokładniej mówiąc, polskiego przekładu liturgicznych modlitw.

Uczyliśmy się użycia koniunktiwu w zdaniach głównych. W podręczniku był fragment modlitwy, odmawianej kiedyś przez kapłana w czasie puryfikacji: aby Ciało i Krew Pańska przylgnęły do jego wnętrzności, adhaereat visceribus meis. Powiedziałem, że zniknęła ta modlitwa z liturgii, bo pewnie była za długa, ale została druga, wciąż odmawiana po cichu przez kapłana. Następnie wyrecytowałem ją, i stwierdziwszy, że liturgia jest po to, aby znać ją na pamięć, a księgi mają być tylko pomocą, napisałem na tablicy: Quod ore sumpsimus, Domine, pura mente capiamus, et de munere temporali fiat nobis remedium sempiternum. Wspólnymi siłami przetłumaczyliśmy, jak najwierniej oryginałowi, a potem bezskutecznie próbowałem sobie przypomnieć, jak brzmi polski przekład w mszale. Poddałem się, powiedziałem, że nie pamiętam, na co usłyszałem: A mówił pan, że liturgię trzeba znać na pamięć… Ech. Dwa tygodnie temu musiałem się przyznać, że nie znam na pamięć Wulgaty, teraz znowu, że nie znam polskiego przekładu mszału rzymskiego… Wstyd.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.