Złudzenia

Zasadniczo wiem, o co w Wielkim Poście chodzi. Mimo wszystko w tekstach Środy Popielcowej szukam jeszcze raz jakiejś podpowiedzi, a nawet definicji tego czasu. Mam nadzieję, że może w tym roku uda się go jak najlepiej przeżyć i jak najmniej zmarnować.

Pierwszą definicję czytam w kolekcie: okres pokuty. Nic zaskakującego. Pokuta jest łaską opamiętania. Bóg pozwala mi odpokutować mój grzech i zaniedbanie. Nie jest to tylko moja prywatna pokuta, ale dotyczy całego Kościoła. Jak w Niniwie: od największego do najmniejszego (Jon 3,5). Ta powszechność pokuty może być jednak usypiająca, mogę się ukryć w tym tłumie wypełniającym miejskie drogi krzyżowe i surowo rezygnującym ze słodyczy. Tekst kolekty dopowiada treść tego okresu: walka ze złym duchem. To jest zatem czas walki, a nie chowania się po kątach w utartych sposobach pokutowania. Nikt tej walki nie rozegra za mnie. To jest sprawa mojego życia i mojego zbawienia. I tak pryska pierwsze złudzenie o Wielkim Poście: skoro mam walczyć, i to ze złym duchem, lekko i „tak, jak zawsze” nie będzie.

Drugą podpowiedź daje mi Pismo, a konkretnie prorok Izajasz w interpretacji Pawła Apostoła. W drugim czytaniu słyszę przestrogę, bym nie marnował łaski Bożej. Jako argumentu przemawiającego za tak poważnym podejściem do sprawy, Paweł używa słów Izajasza o specjalnym czasie, w którym Bóg mnie wysłuchuje i przychodzi mi na pomoc (49,8). Trudno zrozumieć tę argumentację. Jednak dopowiedzenie Pawła, że to teraz jest ten specjalny czas, wszystko wyjaśnia. Bóg daje mi łaskę na teraz, a nie na „kiedyś tam”. Mogę ją zmarnować, jeśli opóźnię współpracę z Bogiem choćby o jeden dzień. Wielki Post trwa w tej chwili, a nie od jutra. Łaskę nawrócenia otrzymuję na teraz, a nie na jutro rano. I to jest kolejne rozbite złudzenie: nie odłożę sobie „sprawy z Bogiem” na potem. Ona jest teraz, w tę Środę, z popiołem mocno trzymającym się we włosach.

Ostatnia znaleziona definicja to fragment z błogosławieństwa popiołu: czterdziestodniowa pokuta. Bez trudu wymieniam z pamięci większość biblijnych „czterdziestek”. I co z tego? Czy dzięki takiej orientacji w symbolice wiem już, co mam ze sobą zrobić i co przeżyć przez ten Wielki Post? Najbardziej dotyka mnie to, że Izrael czterdzieści lat szedł przez pustynię. To był czas pękania ich złudzeń: że niewola jest lepsza od wolności, że „mieć” jest ważniejsze niż „być”, że „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”. To był czas otrzeźwienia. Nie żyję jeszcze czterdziestu lat, ale dostaję w tym roku czterdzieści dni, by te same złudzenia, które wciąż mnie kuszą, rozpadły się i wreszcie pozwoliły mi wejść do mojej ziemi. Do obiecanej ziemi wolności.

Oprócz tego, co już wiedziałem, teraz rozumiem, że w Wielkim Poście chodzi także, a może przede wszystkim, o rozbicie kłamliwych złudzeń.

 

Zobacz także