Zwyczajność w niezwyczajności i niezwyczajność w zwyczajności. Z historii kielicha

Wstęp do serii tekstów o przedmiotach liturgicznych »

„Kielich to naczynie w kształcie czary na nóżce, używane do picia trunków”. Lubię zaglądać do słownika języka polskiego, kiedy zaczynam zastanawiać się głębiej nad jakimś słowem. Słownik jest bardzo konkretny, rozsądny i pozwala wrócić do podstaw. Do znaczeń najprostszych, zwłaszcza w momencie, gdy rzeczy najprostsze straciły swą oczywistość.

Proponuję krótki eksperyment. Wpiszmy w Google słowa kielich mszalny. Następnie kliknijmy na wyszukiwanie grafiki. Co widzimy? Różne kielichy mszalne. Uogólniając, można powiedzieć, że łączy je kilka cech. Mają kolor złoty, są ozdobne i błyszczą.

Na początku tak nie było…

Przenieśmy się teraz do antycznej Jerozolimy. Prowincja Judea, jako część Cesarstwa Rzymskiego, również w dziedzinie architektury przyjmowała rzymskie wpływy. A jako że panujący w tym czasie Herod Wieki był próżny – sztuka na czele z architekturą miała się w mieście całkiem nieźle.

Powyższe dwa zdania są nam potrzebne po to, by w konkretnym kontekście umieścić wieczernik. Wyobraźmy go sobie jako triclinium, czyli pomieszczenie pełniące funkcję jadalni w zwyczajnym starożytnym domu rzymskim. Jedzono tam w pozycji półleżącej, zajmując miejsca na sofach ustawionych z trzech stron stołu. Najstarsze przedstawienia artystyczne ukazują Ostatnią Wieczerzę w ten właśnie sposób, jedno z nich zachowało się na przykład w Ewangeliarzu z Rossano, który powstał między V a VII wiekiem w Bizancjum. W podobny sposób przedstawiano także uczty w rzymskim malarstwie katakumbowym. Zwykła jadalnia, zwykły stół. Nic, absolutnie nic nadzwyczajnego. Codzienność, czyli inaczej powszedniość otoczenia, wnętrza i wyposażenia. Zatem i kielich zwyczajny, bo i wino się piło, zwykle zmieszane z wodą, na co dzień. Z kielichów – po grecku kyliks, a po łacinie calix. W Grecji kyliks był uchatym naczyniem na niskiej nóżce, łaciński calix natomiast, jak wynika z ikonografii i wykopalisk, ucha mógł mieć, bądź nie. 

Wielkie zmiany

W IV wieku, wraz z epoką Konstantyna i ogłoszeniem tolerancji religijnej, pojawiła się także chrześcijańska sztuka sakralna. Konstantyn Wieki dostrzegł w nowej religii (jak twierdzi część historyków) potencjał natury zupełnie niereligijnej, lecz raczej politycznej. W ten sposób dokonało się włączenie Kościoła w struktury państwowe, a to spowodowało konieczność nadania mu ram instytucjonalnych. Zaczęła powstawać hierarchia kościelna jako instytucja państwowa, budowle, szaty, sztuka dekoracyjna… A wraz z tym wszystkim pojawili się także teoretycy, starający się ująć w słowa to, co w Kościele słuszne, to, czego należy używać, jak to robić i dlaczego.

Powyższe pytania, jeśli chodzi o kielichy używane w czasie Eucharystii, dotyczyły w znacznej mierze materiału, z jakiego je wykonywano. Pewne jest, że w pierwszych wiekach chrześcijaństwa znaczna część kielichów była ceramiczna, a uważa się także, że zdarzały się kielichy z drewna. Oczywiście popularnym tworzywem było szkło, a również metale, jak miedź i brąz, a sporadycznie na początku, z każdym wiekiem zaś coraz częściej – srebro i złoto. Można też było spotkać kielichy kamienne – wykonane z kryształu górskiego lub ciemnego onyksu.

Nastał jednak wiek VIII, wraz z miłościwie panującym Karolem Wielkim. Synody tego czasu rozsądnie zakazały stosowania drewna, szkła i rogu. Szkło bowiem się tłucze, a źle zabezpieczone drewno i róg mogą wchłaniać zawartość naczynia.

W późniejszych wiekach zakazy te zostały powtórzone i doprecyzowane. Pontyfikał rzymski zalecił stosowanie złota lub srebra, a prócz szkła i drewna (widocznie nadal zdarzało się jego stosowanie) zakazał również brązu. Można było za to – na co zezwalał mszał – użyć cyny, jednak wnętrze czary musiało być wtedy pozłocone.

A co na to dawni znawcy?

Zachowane dokumenty z dawnych wieków są zdecydowanie najciekawsze. Szczęśliwie część z nich możemy wciąż czytać i poznawać, niemal z pierwszej ręki, sposób myślenia naszych poprzedników. Fascynujące jest odkrywać dawne zwyczaje liturgiczne wraz z ich świadkami! Jednym z nich, moim ulubionym, jest Wilhelm Durandus, biskup Mende, którego jednym z głównych dzieł jest Rationale Divinorum Officiorum. W swym dziele biskup w barwny sposób pisze o świętych obrzędach i o tym co się z nimi łączy, chcąc zapoznać z tym wszystkim swych współbraci w kapłaństwie. Polubiłam Durandusa za jego pasję. I za pewien rodzaj radości z jaką oddaje się pracy – można rzec – pedagogicznej!

Posłuchajmy więc Durandusa i tego, co ma do powiedzenia o kielichu:

„W pierwotnym Kościele, Ofiara składana była w naczyniach z drewna, z użyciem pospolitych okryć. Wówczas kielichy były z drewna, a kapłani ze złota, teraz jest odwrotnie. Ale papież Seweryn postanowił, że ofiarować należy w szkle, jednak ponieważ takie naczynia łatwo się tłukły, papież Urban wraz z Synodem w Reims zadekretował, że powinny być używane naczynia ze złota i srebra, lub w przypadku biedy cyna, która nie śniedzieje, ale nie drewno ani mosiądz. Przeto nie można używać szkła ze względu na ryzyko pęknięcia, ani drewna, ponieważ jest porowate i absorbuje Krew, ani mosiądzu ani brązu, ze względu na niestosowność patyny, [którą się pokrywają].
Zauważcie, iż nazwa „kielich” bierze się ze Starego Testamentu, gdzie Jeremiasz [pisze]: Babilon był w ręku Pana złotym kielichem, upajającym całą ziemię (Jr 51,7), i Dawid: Bo w ręku Pana jest kielich, który się pieni winem (Ps 75, 9)  i w innym miejscu: Podniosę kielich zbawienia i wezwę imienia Pańskiego (Ps 116, 13). I znów w Ewangelii: Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić? (Mt 20,22) i znów: wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im (Mt 26, 27).

Tutaj kończy Durandus przypominanie swym czytelnikom (czyli nam też) ważniejszych cytatów biblijnych i zaczyna zajmować się tym, co, wydaje się, lubi najbardziej – symboliką. Dlatego nie odmawiajmy mu przyjemności wtajemniczenia nas również w tę dziedzinę. Jakże ważną zresztą, bo w końcu to, co napisał jest sumą przemyśleń teoretyków i praktyków liturgii, którzy poprzedzili Durandusa, a także źródłem wiedzy dla wieków następnych:

Złoty kielich oznacza wszystkie skarby mądrości ukryte w Chrystusie (Kol 2,3). Srebrny kielich oznacza oczyszczenie z grzechów. Kielich z cyny oznacza zbieżność grzechu z karą. Cyna jest jakby w połowie drogi między srebrem a ołowiem; Człowieczeństwo Chrystusa, jakkolwiek nie było ołowiem, to znaczy, nie było grzeszne, było podobne do grzesznego ciała. Przeto też nie srebro: chociaż niepodlegający grzechowi, przyjął nasze grzechy, odkąd wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby (Mt 8,16).

Tak więc skarbce kościelne, muzea rzemiosł artystycznych oraz zakrystie niektórych starych kościołów pełne są kielichów z tych właśnie materiałów. Szczególnie w epoce nowożytnej władcy, możne rody, bogate wdowy, każdy komu tylko pozwalał na to stan trzosa, fundowali jakiś kielich, bądź inny element wyposażenia kościoła. Wiadomo bowiem, że szczególnie wtedy, w trosce o dusze swe grzeszne, każdy chciał mieć swoją kaplicę, w niej ołtarz i księdza, który z odpowiednią regularnością sprawował Mszę świętą w intencji danej osoby czy rodu. Rzecz jasna, nie każdy na taki luksus mógł sobie pozwolić – już sam kielich był poważnym wydatkiem.

Dochodzimy do momentu, w którym nasza XXI-wieczna dusza powinna oburzyć się troszkę na tę społeczną niesprawiedliwość i wyobrazić sobie pierwszych chrześcijan spoglądających ze zdumieniem zza chmurki i myślących, że „miało być tak pięknie, a jest jak zwykle”.

Takie czasy. Zresztą, pewnie można powiedzieć, że jak każde inne…Zostawiając moralność czasów wszelakich bardziej kompetentnym, wróćmy w bardziej przyjazne rejony. Zajmiemy się teraz „sztuką dla sztuki” czyli tym, jak w poszczególnych wiekach wyglądały kielichy i jak się zmieniały. Pozwoli nam to zastanowić się nad tym, jak chcielibyśmy, by wyglądały teraz. 

Dekoracja, czyli jak stary jest ten kielich?

Wiemy już, z czego były wykonywane, więc pora na dekorację, bo właśnie dekoracja pozwoli nam określić czas powstania. Jest to o tyle ciekawe, że oglądając zabytki przy okazji wizyt w muzeach, już nie będziemy mijać gablot z naczyniami liturgicznymi, stwierdzając, że jaki kielich jest, każdy widzi. Przegląd będzie króciutki i na pewno uogólniający, ale mam nadzieję, że pozwoli na zorientowanie się w sytuacji.

By ułatwić życie wszystkim zajmującym się sztuką, ustaliła się konkretna terminologia, pozwalająca na precyzyjny opis poszczególnych dzieł i ich części. Kielich też, jak każde dzieło, historycy sztuki podzielili na części (prawie jak z konstrukcją znanej dzidy bojowej, która składa się z przeddzidzia, śróddzidzia i zadzidzia). Kielich składa się z czary i trzonu. A trzon składa się z nodusa (łac. węzeł) i stopy.  

W epoce romańskiej, trwającej bardzo długo jak na epokę w dziejach, kielichy wykazywały się znaczną różnorodnością. Działo się tak między innymi dlatego, że z upodobaniem używano wtedy przedmiotów antycznych, którym nierzadko dopowiadano odpowiednią historię, np. łączono ów przedmiot z jakimś świętym. Mogła to być na przykład kamienna czara kielicha, którą oprawiano w godny materiał, a takowym było złoto, srebro, emalia, perły i kamienie szlachetne. Takie zabytki nie są bardzo powszechne. Częściej spotykamy kielichy o dość płytkiej czaszy, stosunkowo niskie, wyposażone w owalny nodus. Często czasza oraz stopa zdobione są przedstawieniami figuralnymi – postaciami świętych, bądź scenami z życia Chrystusa.

Wraz z rozpowszechniającym się już od połowy wieku XII gotykiem, również forma kielichów zaczęła przystosowywać się do nowej mody w architekturze. Kielichy stawały się coraz bardziej smukłe. Charakterystyczne stały się spłaszczone sześcioboczne nodusy i szerokie stopy o formie sześciolistnej. Nieco później nodus nabiera kształtu małej gotyckiej ostrołukowej świątynki, a czasza zyskuje koszyk, utworzony z motywów ornamentalnych.

W epoce nowożytnej kielichy stały się jeszcze smuklejsze, co sprawiło, że konieczne okazało się powiększenie stopy, by zachować stabilność naczynia. Czara takiego kielicha jest niewielka i spoczywa w koszyku zdobionym, podobnie jak cały trzon, ornamentem, zwykle takim, jaki w danej epoce stawał się modny. Po tym można dokładnie rozpoznać czas powstania zabytku.

W XIX wieku niezwykle popularne stało się sięganie do stylów dawnych. Dlatego spotkamy liczne kielichy neogotyckie, neobarokowe, neorokokowe. Czasem trudno je odróżnić od oryginalnych. Bywa, że różnią się tylko tym, że bardziej błyszczą.

Wiek XX, obok kontynuacji produkcji kielichów neostylowych, zaproponował prostotę. Kielichy z pierwszej polowy XX wieku są bardzo różnorodne i patrząc na nie widzi się poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, jaka powinna być nowa sztuka sakralna.

Pytanie to jest ciągle bardzo aktualne. 

Więc co teraz?

Kościół w tej chwili nie proponuje gotowych rozwiązań w kwestii sztuki, pozwala na dużą dowolność, z czego nieczęsto korzystamy. Potwierdza to ogromna ilość produkowanych masowo kielichów o formach wciąż czerpiących z minionych epok. Czyżby brakowało nam pomysłów?

To, co Kościół radzi i do czego zachęca, zawiera się w V rozdziale wprowadzenia do mszału.

Podobnie jak w budowaniu kościołów, tak też w sporządzaniu przedmiotów koniecznych do sprawowania liturgii Kościół dopuszcza sztukę każdego kraju i przyjmuje takie przy­stosowania, które są zgodne z duchem i tradycją poszczególnych narodów, byleby wszystko odpowiadało użytkowemu przeznaczeniu sprzętów liturgicznych[1]. Także w tej dziedzinie troszczyć się należy o zachowanie szlachetnej prostoty, która doskonale się łączy z prawdziwą sztuką.

Prócz tradycyjnych tworzyw, mszał zezwala na stosowanie takich, które w pojęciu współczesnych są szlachetne, trwałe i odpowiednie co celów sakralnych. Złocenie wnętrza kielicha zaleca się w przypadku zastosowania metali ulegających korozji. Tyle mówi mszał. Tak więc tyle możliwości przed nami!

Jak mądrze czerpać z historii?

Przedstawione powyżej dzieje kielicha pozwalają zauważyć jedną ważną rzecz. Odkąd chrześcijanie zaangażowali sztukę do wyrażania prawd wiary i oprawy świętych obrzędów, zawsze starali się robić to najlepiej, jak potrafili. Zależnie od aktualnej mody, obyczajowości, możliwości technicznych i finansowych. Gdy te ostatnie nie pozwalały, bywało, że korzystano z prostej cyny i prostych form.

Warto więc zastanowić się, czym my dysponujemy, co w naszym odczuciu jest wartościowe, na tyle by mogło służyć temu, co uważamy za najważniejsze. I co będzie szczerym wyrazem poczucia piękna naszej epoki, które różni się zarówno od estetyki średniowiecznej, jak i barokowej, czy nawet początku wieku XX.

Nie wiem, czy Czytelnicy zgodzą się ze mną, że zawsze, gdy tylko możemy, stawiamy na dobrą jakość. W każdym aspekcie naszego życia: gdy budujemy dom, urządzamy pokój, kupujemy buty.

Rzesze specjalistów zajmują się projektowaniem dla nas dachówek, drzwi, dywanów, krzeseł, kubków, widelców, ubrań, rzeczonych butów w końcu. Liczy się ich jakość, dba się o oczekiwania użytkowników, o ich gust, aktualne potrzeby i upodobania.

Chętnie odwiedzamy za to stare budowle, podziwiamy zabytki za ich dawność i interesuje nas ich kontekst oraz ludzie którzy żyli w ich otoczeniu. Jednak ich kopie są już pozbawione smaku i autentyczności.

Podobnie, w moim odczuciu, ma się sprawa kielichów i innych elementów wyposażenia kościołów. Kopie, przywołujące dawne dzieje, pozbawiają Kościół autentyczności, sprowadzają go do roli skansenu dawnych zwyczajów. Użycie dawnych naczyń przywołuje żywą historię. Użycie kopii zatraca to życie.

Dlatego, jeśli pytamy, co dalej ze sztuką sakralną, jakimi chcemy widzieć nasze wnętrza kościelne, co pozwoli nam poczuć, że one są nasze i wciąż aktualne – pozwólmy współczesnemu wzornictwu wejść takżedo kościołów. 

Por. KL nr 128.

 

Zobacz także