Życie uczniów jest umieraniem

Komentarz do czytań XXIV niedzieli zwykłej roku B

Pan Jezus zabrania swoim uczniom chełpienia się Jego mocą: mądrością i cudami, których dokonał. Po raz kolejny zapowiada, że Jego największym dziełem będzie męka i śmierć. Nie kończy jednak na tym. Napomina swoich uczniów, aby również oni nie chlubili się swoimi sukcesami, ale byli dumni z tego, co jest umieraniem, traceniem życia z miłości.

Zdumiewa dosłowność tej wypowiedzi Mistrza. Tym razem nie używa przypowieści czy alegorii. Mówi wprost o czekającej Go śmierci krzyżowej oraz o umieraniu, które w takiej czy innej formie, jest udziałem każdego z Jego uczniów. 

Tak przejrzyście wyrażonej nauki, jak zaświadcza Ewangelia, uczniowie nie rozumieją. Najprawdopodobniej boją się przyjąć zaproszenie do przyszłości, która tak bardzo będzie zdominowana miłością, że będzie umieraniem.

Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje (…) kto straci swoje życie z powodu Mnie i Ewangelii, ten je zachowa.

Można się domyślać, że Apostoł Jakub słuchał tych słów Chrystusa. I był świadkiem ich wypełnienia się w życiu Jezusa i w swoim życiu. Dlatego jest pewny, że nie wystarczy poznać Boga, Ewangelię, siebie samego i świat. Aby wierzyć i naśladować Jezusa trzeba oddać swoje życie przedwiecznej Miłości, która przemieni je w miłość, która jest umieraniem. Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie.

Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem – pisze Izajasz o Mesjaszu i trochę o sobie samym. Tymi słowami przepowiada to, o czym mówi Jezus: życie Zbawiciela i zjednoczone z nim, życie jego uczniów jest umieraniem. Dosłownie.

Dobrze będzie jeśli i my przejmiemy się dosłownością słów Jezusa. Kiedy bowiem zapowiada, że będzie zabity, a nam trzeba zaprzeć się samych siebie, nie mówi tego, aby w poetycki sposób opisać los człowieczy. W dosłowny sposób określa to, co bardzo wyraziście i konkretnie zrealizuje się w Jego i naszej historii. Mówi o zarzuconych planach na życie, zapomnianych marzeniach, nieprzespanych nocach, bólu głowy, oddanych pieniądzach, współodczuwaniu, łzach i lęku, siwych włosach, niepewności i samotności, i śmierci. Bo jeśli odważymy się kochać, jeśli odważymy się zachować wrażliwość wobec tego, jaki jest świat, jeśli tylko będziemy chcieli być razem z Nim, nasza miłość będzie umieraniem i oddawaniem swojego życia za dobrych i złych.

Jeśli więc twierdzimy, że jesteśmy chrześcijanami i idziemy z naszym Panem drogą krzyżową; jeśli chcemy żyć Ewangelią i rozwijać się duchowo; musimy sobie zadać pytanie: czy rzeczywiście, czy dosłownie kocham, czy tylko miłością nazywam swoje wygodne i bezpieczne życie?

Karol Wielgosz OP

 

Zobacz także