Żywa więź z Bogiem

Sobota II tyg. zw., rok I, lit. słowa: Hbr 9, 1–3.11–14; Mk 3, 20–21

Jezus był źle widziany przez swoją własną rodzinę. W Ewangelii jest kilka fragmentów, które wskazują na taki stosunek do Niego. W Nazarecie, gdzie nie znalazł wielu wierzących, powiedział gorzko: żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie (Łk 4,24). Potem nawet chcieli Go strącić ze skały.

Także Jego bracia zachęcali Go ironicznie: Wyjdź stąd i idź do Judei, aby i uczniowie Twoi ujrzeli czyny, których dokonujesz (J 7,3). Zamysł powstrzymania Go wynikał z polityki klanu rodzinnego. Obawiano się bowiem jakiegoś skandalu. Jeżeli jeszcze powiązać te fragmenty z wątpliwością odnośnie do Jezusa z Nazaretu: Czyż może być co dobrego z Nazaretu? (J 1,46), wypowiedzianą przez Natanaela, o którym Pan Jezus powiedział, że to Izraelita, w którym nie ma podstępu, to rysuje się niezbyt wspaniały obraz samej rodziny Pana Jezusa i Nazaretu w ogóle.

Jezus był sam ze swoją misją od Ojca i podobnie Maryja była pozostawiona sama sobie ze swoją tajemnicą. Cierpienie osamotnienia było jednak jednym ze znaków zupełnie nowego rodzaju więzi, jakie wprowadza Jezus. Powie o tym nieco dalej w tej Ewangelii: kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką (Mk 3,35). Podobnie przy stworzeniu człowieka Bóg ustanawia więź małżeńską, dla której mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem (Rdz 2,24). Warunkiem wejścia w nową więź jest opuszczenie dawnej. Więź, jaką wprowadza Pan Jezus, jest więzią życia w Bogu. Więzią żywą w przeciwieństwie do więzi formalno-religijnej.

Autor Listu do Hebrajczyków przeciwstawia stare przymierze nowemu. Stare widzi jako ziemskie, niezdolne do udzielenia prawdziwego życia. Co najwyżej wyraża ono jedynie odwieczną tęsknotę za życiem. Natomiast Jezus przez swoją śmierć wszedł nie do na tym świecie – uczynionego przybytku, ale wszedł raz na zawsze do Miejsca Świętego, zdobywszy wieczne odkupienie (Hbr 9,11n). Dokonało się to przez całkowite oddanie się Ojcu w posłuszeństwie aż do śmierci. Dzięki temu Jego krew oczyści wasze sumienia z martwych uczynków, abyście służyć mogli Bogu żywemu (Hbr 9,14).

Nie jest to zewnętrzne oczyszczenie na kształt popiołu z krów, którego według Prawa używano do rytualnych oczyszczeń, ale oczyszczenie sumienia, czyli nas samych w samym centrum naszego istnienia, oczyszczenie naszego życia. Dokonać się to może podobnie jak ofiara Jezusowa przez całkowite oddanie się Jemu samemu, w posłuszeństwie wiary. Jest to postawa przeciwna tej, której Jezus doświadczył od swoich krewnych.

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 3, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także