Amerykanka u polskich dominikanów

W maju tego roku przyjechałam ze Stanów Zjednoczonych do Krakowa na staż w Dominikańskim Ośrodku Liturgicznym. Poniższy tekst to kilka myśli zainspirowanych moim czasem w Ośrodku, którymi chciałam się podzielić w nadziei, że może kogoś z Was zainteresują.

Uniwersalne Piękno

Podczas mojego pobytu w Ośrodku odkryłam, że swoją misję realizuje prowadząc wiele projektów. Rozległość zaangażowania odzwierciedla wielość sposobów głębszej formacji liturgicznej i odnowy chrześcijańskiego życia, każdy z nich wyrasta jednak z tego samego doświadczenia łaski, modlitwy i poszukiwania, zakorzenionych w tęsknocie za Prawdą i Pięknem.

Dzięki obecności polskich dominikanów w moim rodzinnym Salt Lake City, charakterystyczny polski dominikański „styl” w liturgii nie był mi zupełnie obcy. Dopiero jednak poprzez mój pobyt w Polsce zaczęłam rozumieć źródła liturgicznej działalności braci i zobaczyłam, że owoc tego polskiego doświadczenia ma potencjał, by zainspirować miliony ludzi. Im bardziej poznawałam działalność Ośrodka, tym bardziej pragnęłam rozpropagować jego misję. Wizja ewangelizacji poprzez piękno liturgii bardzo do mnie przemawia i uważam, że takie podejście powinno być priorytetem w animowaniu życia katolickich wspólnot w Polsce i na świecie.

Od dawna wierzę, że potrzeba nam więcej piękna w celebracji, piękna, które ma moc podnosić i leczyć dusze, piękna, które z jakiegoś powodu trudno jednak odnaleźć i wyrazić. Dzięki Bogu są jeszcze ludzie, którzy się nie poddali mimo trudności.

Jedną z najciekawszych cech liturgicznego piękna jest jego powszechny charakter. Msza jest powszechna, gdyż przywołuje ona ponadczasową ofiarę. To niesamowite, że odprawiamy Eucharystię przynależąc do wspólnoty, która przekracza czas i granice. Pobyt w Polsce przypomniał mi, że ta wspólnota nie da się ograniczyć do jednej parafii, diecezji, zgromadzenia zakonnego czy kraju.

Mogłam się modlić w liturgii muzyką, którą już znałam i była mi bliska, mimo że znajdowałam się w Polsce, a nie w Ameryce. W tych modlitewnych chwilach dostrzegałam coś z piękna Eucharystii. Gloria tibi, Domine (chwała Tobie, Panie). Muzyka – zarówno śpiew, jak i ta niesłyszalna muzyka serca – zostaje przemieniona gdy się nią modlimy.

To właśnie liturgia przekracza granice i jednoczy. Tych kilka tygodni pozwoliło mi zobaczyć jej ciche piękno. Zostałam w niej przyjęta i doświadczyłam wielkiego dobra. Jaka to radość wiedzieć, że te ludzkie gesty otwartej wspólnoty są zaledwie małym odbiciem miłości samego Boga!

Środowiska wiary

Środowiska wiary zaczynają się od spotkania. Czasami takie spotkanie jest bardzo proste – skręt w nową ulicę lub moment zaufania przyjacielowi. Wyrastają z tego mocne wspólnoty: raz błyskawicznie, a raz powoli. Każde środowisko wiary ma potencjał, by wspierać duchowy wzrost.

Uderzył mnie sposób moderowania wspólnot wiary, jaki widziałam w Polsce. Jest tu tak wiele miejsc kultu, imponujących swoją architekturą i wypełnionych ludźmi. Nie jest niczym niezwykłym widok zakonnika czy zakonnicy, gdy chodzę po Krakowie. To miasto pełne jest śladów świętych, i jest w nim tyle życia i radości.

Radość ta miała wiele twarzy. Jestem wdzięczna za możliwość poznania ludzi i okazję wsparcia wysiłków wrażliwej i oddanej ekipy Ośrodka, która ciężko pracuje nad zwiększeniem ilości dobrze uformowanych uczestników liturgii. Jestem też wdzięczna za doświadczenie obecności tysięcy wiernych, zgromadzonych by kontemplować i uwielbiać Boga. Jestem wreszcie wdzięczna za możliwość uczestnictwa w celebracji święceń kapłańskich, podczas których Kościół otrzymał siedmiu nowych prezbiterów.

Jednocześnie należy dostrzegać, że każda część Kościoła przeżywa trudności w swoim własnym „regionalnym” kontekście. Poprzez moje doświadczenia i rozmowy mogłam lepiej zidentyfikować siły i potrzebę wzrostu zarówno w Kościele polskim, jak i amerykańskim. Wierni mogą udzielić wsparcia swoim wspólnotom niezależnie od geograficznej odległości tak w czasie dobrobytu, jak i w czasie zmagań.

Środowiska wiary pozostawiają w człowieku niezatarte piętno. Opuszczając taką właśnie wspólnotę, znajduję nadzieję w myśli, że spotkania pełne wiary umacniają wszystkich w nie zaangażowanych. Jestem wdzięczna, że dany mi był wgląd w polski Kościół i że miałam okazję dokonać refleksji nad transcendentną naturą wiary.

Będąc podróżnikiem wspominam słowa z Listu do Hebrajczyków (11, 14.16): „W wierze pomarli oni wszyscy, nie osiągnąwszy tego, co im przyrzeczono (…), uznawszy siebie za gości i pielgrzymów na tej ziemi (…). Ci bowiem, co tak mówią, okazują, że szukają ojczyzny (…). Teraz zaś do lepszej dążą, to jest do niebieskiej”. Poprzez podróże uświadamiamy sobie, że wzrost jest bardziej potrzebny niż wygoda.

Wyjazd z miejsca zamieszkania może przypomnieć nam, że żaden dom nie zastąpi domu, który mamy w Chrystusie. Podczas podróży możemy czerpać inspiracje i uczyć się od ludzi, których spotykamy, a także znaleźć wsparcie w ich modlitwie. Dobrze jest poszerzać naszą perspektywę i pamiętać spotkania, które nas umacniają.

 

Zobacz także