Czy Wielki Post to naprawdę 40 dni? Rozmawiamy z liturgistą o Popielcu i przygotowaniu do Wielkanocy

Popielec to niewątpliwie ważny dzień w tradycji polskiego Kościoła. Jaka jest jednak jego geneza i skąd w ogóle popiół w liturgii? Porozmawialiśmy o tym z ks. dr. Andrzejem Dudkiem, liturgistą diecezji tarnowskiej.

Dominik Sak (Liturgia.pl): Skąd środa popielcowa wzięła się w kalendarzu liturgicznym?

Ks. dr Andrzej Dudek: Środa popielcowa na pewno nie była od początku w kalendarzu liturgicznym, dlatego, że była to kwestia nieistotna dla liturgii. Ważniejsze były święta wielkanocne i tutaj początkowo ważnym dniem był Wielki Piątek, czyli tajemnica ukrzyżowania i śmierci Chrystusa. Potem dochodzi do tego tajemnica zmartwychwstania, która jest już trochę później celebrowana – to jest kwestia wymagająca osobnego wyjaśnienia.

Pierwsze świadectwa o Popielcu pojawiają się dopiero pod koniec wieku VIII, kiedy mówi się o tzw. procesji popielcowej w Rzymie. Jednak mówienie w tym miejscu o precesji popielcowej jest trochę naciągane, dlatego, że nikt wtedy takiej nazwy nie używał. Chodziło przede wszystkim o to, że rozpoczynał się Wielki Post, czyli tak zwana Quadragesima, okres 40 dni przygotowania do świąt paschalnych. Miało to miejsce podczas procesji, która wyruszała spod kościoła św. Anastazji na Palatynie i zmierzała do kościoła św. Sabiny na Awentynie.

W czasie procesji śpiewało się antyfonę Immutemur habitu, która mówiła o tym, że należy zmienić sposób życia, używać włosienicy i popiołu. Po tej procesji miała miejsce zwyczajna Msza św. Nikt wtedy jeszcze popiołu nie używał w Rzymie. Zatem środa popielcowa jako rozpoczęcie postu, miała wtedy charakter procesji pokutnej. Ludzie musieli wyjść pod górę, żeby się zmęczyć i uświadomić sobie, że czas Wielkiego Postu jest czasem zmagania się ze samym sobą, by odnowić w sobie łaskę Bożą.

Zmiana następuje dopiero w połowie dziesiątego wieku, około 950 r. Pojawia się wtedy pierwszy pontyfikał, tzw. romańsko-germański, który, mówiąc bardzo prosto, próbuje zrobić dramat liturgiczny. Jest to też okres, w którym powstają takie dramaty liturgiczne, obrazujące prostemu ludowi to, co się celebruje. W związku z tym, chcąc nawiązać do antyfony o popiele, która była śpiewana w  liturgii w czasie procesji, postanowiono, że należy wprowadzić popiół do liturgii Popielca, czyli rozpoczęcia czasu Wielkiego Postu. W związku z tym, święci się popiół i tego popiołu udziela się wiernym, używając formuły: „Pamiętaj, że prochem jesteś i w proch się obrócisz!”, nawiązując do Księgi Rodzaju. Są to słowa, które towarzyszą temu obrzędowi przez wiele wieków.

Należy również dodać, że środa popielcowa ma związek z tzw. pokutą publiczną, czy pokutą taryfikowaną. Właśnie w środę popielcową rozpoczynało się tzw. wprowadzenie do obrzędu pokutników. Wprowadzenie to miało miejsce na Awentynie u św. Sabiny na zakończenie Mszy świętej. Ci, którzy podlegali tej publicznej pokucie, byli w sposób uroczysty wyprowadzani przez biskupa z kościoła. Był to obrzęd niejako „Wypędzania Adama i Ewy z raju”. Wierni ubierani byli we włosienicę, czy też wór pokutny, sypało się im popiół na głowę i biskup wyprowadzał ich przez drzwi „rajskie” w kościele. Był to obrzęd, który miał symbolizować również, że od Boga oddalili się właśnie przez grzech, ale Bóg na nich czeka i chce, aby się nawrócili.

Pozostali wierni, którzy byli w kościele, patrzyli na nich nie tyle z politowaniem, czy z pogardą, co patrzyli na nich z taką miłością, która wyrażała, że trzeba się za nich więcej modlić i trzeba starać się o to, aby w życiu nie dostąpić tego samego obrzędu, by nie być tak samo wypędzonym z kościoła i nie wstąpić w Ordo Poenitentiarum, czyli do grupy pokutników. W tak rożnych kontekstach rodzi się środa popielcowa, która rozpoczynała czas 40 dni postu. Przez wieki jej znaczenie jeszcze bardziej się rozwijało, aż po nasze czasy.

Mówi ksiądz o 40 dniach pokuty. Ja natomiast próbuję się doliczyć i wychodzą mi inne liczby. Jak policzyć te dni Postu, żeby doliczyć się 40?

No nie doliczymy się czterdziestu dni na pewno, bo będzie ich więcej. Nie chodzi tutaj o liczenie dni postnych. Postarajmy się to skonfrontować. Pierwotnie w Rzymie czas Wielkiego Postu – tak to nazwijmy –  trwał dokładnie 40 dni. Z tym, że mówiło się wtedy o Quadragesima, czyli o okresie 40 dni. W okresie tym nie chodziło początkowo tylko i wyłącznie o post. Chodziło o to, że mamy 40 dni przygotowujących nas do Wielkiego Piątku. Zatem w tym okresie ważniejsze były oczywiście te dni, które nas do tego przygotowały. Można powiedzieć, że w tym pierwszym czasie tzw. dni postnych mogło być maksymalnie 34.

Te 34 dni postne biorą się przede wszystkim stąd, że w tradycji Kościoła pierwszych wieków, nie we wszystkie dni można było pościć. Takimi dniami wyłączonymi z postu były choćby niedziele, które były świętowaniem zmartwychwstania Jezusa. Wtedy chrześcijanin nie mógł pościć. W Kościołach wschodnich nie poszczono także w sobotę, ponieważ było to przygotowanie, czyli wigilia, do zmartwychwstania Pana Jezusa. W związku z tym możemy powiedzieć, że czas Wielkiego Postu, kiedy pod koniec pierwszego tysiąclecia wchodzi praktyka poszczenia – bardziej surowego – zostaje wydłużony o czas przedpościa.

Przed Soborem Watykańskim II okres ten był nazywany Siedemdziesiątnicą. Były to jeszcze trzy dodatkowe niedziele przed rozpoczęciem Wielkiego Postu. Chodziło wtedy o to, żeby wyrównać tę ilość czterdziestu dni postnych. Tu kwestia liczenia też jest związana z tym, że w niektórych okresach nie wliczało się choćby nawet Wielkiego Tygodnia do czasu postu – nie był to czas poszczenia. W związku z tym, trzeba było uzupełnić te dni, żeby ich było 40.

Dlaczego Wielki Post zaczyna się na Awentynie?

Dzisiaj de facto możemy powiedzieć, że mamy 44 dni Wielkiego Postu. Jest to związane także z tym, że została zachowana środa popielcowa w naszej liturgii rzymskiej. Papież Paweł VI, kiedy próbowano zreformować rok liturgiczny i okresy liturgiczne, obronił ten okres kilku dni przed pierwszą niedzielą Wielkiego Postu, ze względu na to, że Popielec jest jednak bardzo mocno wpisany w tradycję ludową, i że ludzie potrzebują takiej formy spotkania się z Panem Bogiem i rozpoczęcia „z przytupem” Wielkiego Postu.

Paweł VI zachował ten zwyczaj, chociaż niektórzy liturgiści chcieli go zlikwidować na wzór choćby liturgii ambrozjańskiej, gdzie Wielki Post rozpoczyna się pierwszą niedzielą Wielkiego Postu i tam też popiół udzielany jest właśnie w tym dniu uczestnikom liturgii sprawowanej w Mediolanie, czy też w diecezji mediolańskiej. Natomiast to, że Popielec jest w środę, czyli 4 dni przed pierwszą niedzielą Wielkiego Postu, sprawia, że mamy 44 dni Wielkiego Postu. Nie oznacza to oczywiście, że mamy 44 dni poszczenia – to jest kwestia drugorzędna. Mamy 44 dni przygotowania się do obchodów wielkanocnych, czyli właściwie do Triduum Paschalnego, bo Wieli Post, kończy się w Wielki Czwartek po południu, przed rozpoczęciem Mszy św. Wieczerzy Pańskiej.

Z drugiej strony środa popielcowa to święto ruchome. Skąd taka data więc w tym roku?

Brak stałej daty Popielca zależy przede wszystkim od daty Wielkiej Nocy. To jest właśnie przede wszystkim podstawowa data ruchoma w czasie roku liturgicznego i do tej daty niedzieli Wielkanocnej dostosowuje się wszystkie inne, ważne wydarzenia w roku liturgicznym, które są związane z Wielkanocą, a Popielec rozpoczyna czas przygotowania do Świąt Wielkiej Nocy.

Już na Soborze Watykańskim II konstytucja o świętej liturgii mówiła, że należałoby się zastanowić, czy nie można wprowadzić stałej daty Wielkanocy, aby co roku był to ten sam dzień, tak jak jest to ze świętami Bożego Narodzenia. Tyle, że jest kwestia uzyskania zgody kościołów wszystkich obrządków na świecie, wschodnich i zachodnich, aby obchodzić w tym samym dniu święta wielkanocne, nie jest ona łatwa. Papież Franciszek również podjął kilka lat temu ten temat. Zapewne długo nam jeszcze trzeba będzie czekać, żeby się coś w tej kwestii zmieniło, bo pojawia się tutaj kwestia liczenia Wielkanocy po pierwszej wiosennej pełni księżyca, która wtedy przypada i od tego właściwie oblicza się te wszystkie dni ruchome, czyli też początek Wielkiego Postu.

Wyjaśnił już ksiądz kontekst historyczny pojawienia się popiołu w obrzędzie. Chciałem jednak zapytać jeszcze o symbolikę samego popiołu w obrzędzie środy popielcowej.

Symbolika popiołu nawiązywała przede wszystkim to zdania z Księgi Rodzaju – „Pamiętaj, że prochem jesteś i w proch się obrócisz!”. Czyli chodziło przede wszystkim o to, że należy pamiętać o końcu swojego życia i o początku, o tym, że od Boga pochodzimy i do Boga wracamy. Czas Wielkiego Postu był przede wszystkim czasem odnawiania się w łasce Bożej. To odnawianie w łasce Bożej polegało też na pokucie za swoje grzechy, za swoje złe postepowanie, ponieważ pokuta jeszcze bardziej mobilizuje człowieka do tego, by przylgnąć mocniej do Boga, aby uwierzyć w to, że jednak potrzebuję odpuszczenia grzechów, że nie jestem całkiem święty i tego nawrócenia nieustannie potrzebuję.

Sobór Watykański II, kiedy zmienił liturgię, to zmienił również słowa, które mogą towarzyszyć posypaniu głów popiołem. Można powiedzieć, że ta zmiana jest znacząca, bo na pierwszym miejscu mamy dzisiaj w mszale słowa: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!”, dopiero na drugim miejscu: „Pamiętaj, że prochem jesteś i w proch się obrócisz!”; to pokazuje jeszcze bardziej cel Wielkiego Postu, że nie jest nim tylko i wyłącznie umartwienie i pokuta, ale właśnie to umartwienie i pokuta mają zmierzać do tego, aby jeszcze bardziej uwierzyć Chrystusowi, jeszcze bardziej wierzyć w Ewangelię, przejąć się tą Ewangelią i żyć nią na co dzień.

Niestety możemy zauważyć, że obrzęd posypania popiołem jest bardzo często traktowany w sposób magiczny, czy przesądny. Staje się często obrzędem ważnym i istotnym dla wielu ludzi. Co zresztą było bardzo widać przed pandemią przez poprzednie lata. Mimo że nie jest to święto obowiązkowe, bo w zasadzie nie jest to święto w ogóle, tylko zwyczajny dzień w liturgii Kościoła – charakterystyczny, wyjątkowy, to jednak bardzo wielu ludzi uczestniczyło w liturgii i przyjmowało popiół na swoją głowę, co tylko pokazuje, że człowiek ma taką wewnętrzną potrzebę zewnętrznych znaków, które mają przypomnieć właśnie o potrzebie nawrócenia.

Takim przejawem zbytniego przywiązania do gestu było nawet to, że jeżeli pewne osoby nie mogły uczestniczyć w Mszy św. w Popielec, to inne osoby przynosiły im, na przykład w chusteczce, popiół i sypały im ten popiół na głowę. Na pewno nie jest to grzech, ale nie o to chodzi w tym obrzędzie.

Tutaj warto zwrócić też uwagę na kolejną zmianę, którą wprowadził Sobór Watykański II. Przed soborem posypanie głów popiołem było obrzędem samoistnym, który odprawiany był przed rozpoczęciem Mszy św. Możemy powiedzieć, że zastępował wtedy akt pokuty, czyli modlitwy kapłana u stopni ołtarza i modlitwy ludu wiernego, który asystował czy patrzył na to, co ksiądz wykonuje. Po Soborze Watykańskim II obrzęd ten został wprowadzony do Mszy św.

Środa Popielcowa – początek pokuty

Dzisiaj w czasie Mszy św. w Popielec opuszcza się akt pokuty, ponieważ przyjęcie popiołu jest wyrazem pokuty i przygotowania do liturgii eucharystycznej. Obrzęd ten ma jednak miejsce dopiero po homilii. Jest to celowy zabieg: chodzi przede wszystkim o to, aby kapłan lub ewentualnie diakon, który może prowadzić liturgię słowa bez Mszy św. – bo wtedy też można popiołu ludziom udzielić, mógł wyjaśnić znaczenie tego obrzędu i znacznie czasu postu, w który się wstępuje, aby w sposób świadomy przyjąć popiół i nie traktować go jako sakrament, ale jako znak pobożności, który ma mobilizować do wewnętrznej przemiany, do wewnętrznej pobożności, przybliżania się do Boga jeszcze bardziej. Znamienne jest też to, że po Vaticanum II nie odmawia się modlitwy nad popiołem, nie uświęca się popiołu, ale jest prośba do Boga, aby uświęcił ludzi, którzy ten popiół przyjmą, żeby jeszcze bardziej otworzyli się na Bożą łaskę.

Rodzi się we mnie pytanie, czy takie ciągłe akcentowanie pokuty poprzez popiół nie jest ciągłym brnięciem w dawne modele ekspiacyjne?

Na pewno – dlatego, że jest to też wygodniejsze. Jest to zewnętrzna praktyka postu. Pewne rzeczy zewnętrzne są łatwiejsze niż wewnętrzna przemiana, która więcej człowieka kosztuje i jest bardziej wymagająca. Dostosować swoje życie na stałe czy na jakiś okres do wymagań Ewangelii jest bardzo trudne, a odprawienie praktyki pokutnej, czy umartwienie zewnętrzne, odmówienie sobie słodyczy, smartfonu, internetu czy jakiejś innej przyjemności na czas Wielkiego Postu, mimo że też kosztuje, to i tak jest łatwiejsze, niż taka autentyczna i wewnętrzna przemiana, niż nawet zatrzymanie się nad Bożym Słowem i posłuchanie czego Pan Bóg tak naprawdę ode mnie pragnie.

Miał ksiądz okazję studiować w Rzymie, ale też duszpasterzować poza granicą kraju. Czy wszędzie obrzęd wygląda tak samo?

Takim najbardziej charakterystycznym zróżnicowaniem, które można było zobaczyć w Rzymie na liturgii papieskiej, było to, że jest różny sposób nakładania popiołu na głowę. W polskiej tradycji mamy sypanie popiołu na głowę wprost, natomiast przede wszystkim w kościele amerykańskim wlewa się wodę święconą do popiołu i robi się swoiste „błotko”, czy płynny popiół i tym popiołem naznacza się znak krzyża na czole wierzących, którzy przystępują do obrzędu. Nikt tego znaku nie ściera podczas Mszy św., a nawet niektórzy cały dzień chodzą z tym znakiem.

Podobny obrzęd wykonywany jest też w kościołach wschodnich w Azji, gdzie również istnieje silna tradycja tatuaży, czyli na przykład tatuowania krzyża, choćby na czole, więc to nie jest nic obcego, nic nadzwyczajnego dla tamtych kultur. W naszej kulturze gdyby ksiądz zaczął malować znak krzyża na czole, mogłoby to być uznane za coś dziwnego, bo nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni i myślę też, że nie warto tak eksperymentować, zwłaszcza w czasie pandemii.

Jak już o pandemii mowa, Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, w związku z trwającą właśnie pandemią, uprościła w tym roku obrzęd. Czy takie posunięcie nie zmienia jego wymowy?

Chodzi przede wszystkim o to, że jest właśnie czas pandemii. Kościół może więc pewne elementy zmienić, dostosować do wymagań jakie są, w których żyjemy i funkcjonujemy w obecnym czasie. Zatem słowa „Pamiętaj, że prochem jesteś i w proch się obrócisz!”, lub „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!” zostały zachowane w obrzędzie. Jedynie ograniczony został bezpośredni kontakt z wiernymi.

Jak wiadomo transmisja koronawirusa jest większa jeżeli się mówi, dlatego też aby ją ograniczyć w czasie obrzędu, jest zalecenie, że kapłan tylko jeden raz, na początku wypowiada tę formułę, czyli poświęca popiół – tylko raz, by wierni ją usłyszeli. Później nakłada w ciszy popiół na głowę, oczywiście zakładając maseczkę na twarz, żeby przeciwdziałać koronawirusowi. Nie ma takiego wymogu, że kapłan powinien ubrać rękawiczki, ale powinno to wynikać z troski o zdrowie ludzi, którzy są na Mszy św., a także o to, aby jak największa liczba osób mogła przystąpić do tego obrzędu, mimo że nie jest on konieczny do zbawienia nikomu, czyli też do dobrego przeżycia Wielkiego Postu.

Kodeks Prawa Kanonicznego (kanony 1251-1252) przypomina, że w ten dzień obowiązuje nas wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych i post ścisły. Co to konkretnie oznacza i kogo obowiązuje ten „post”?

Jest to zreferowanie tego, co już papież Paweł VI mówił w 1966 r.  w Konstytucji Apostolskiej Poenitemini. Była to konstytucja o duchu pokuty, do którego każdy wierzący jest wezwany.  W tym dokumencie papież Paweł VI mówi, że w okresie Wielkiego Postu wszystkie piątki i środa popielcowa zachowują charakter pokutny. Nie chodzi o charakter postny, ale właśnie pokutny. Musimy pamiętać, że czas Wielkiego Postu nie jest tylko takim zwyczajnym okresem, ale jest to czas na podjęcie pokuty i umartwienia w duchu wynagrodzenia Panu Bogu za zło popełnione, za nasze grzechy – to jest konieczne i potrzebne do rozwoju duchowego. W wielu krajach Konferencje Episkopatów mogą zrezygnować z charakteru pokutnego piątków w ciągu roku, natomiast w Wielkim Poście nie mogą, ponieważ wierny jest zobowiązany do ducha pokuty, umartwienia.

Mamy tzw. ducha pokuty, który wyraża się przez wstrzemięźliwość i przez post. Wstrzemięźliwość to abstynencja, czyli powstrzymywanie się od pokarmów mięsnych. W Polsce obowiązuje we wszystkie piątki i oczywiście w środę popielcową. Natomiast dodatkowo mamy zachowany zwyczaj, że w ciągu roku są tylko dwa dni postu ścisłego, takiego autentycznego umartwienia, które ma być odczuwalne. Jest to umartwienie związane z Wielkim Piątkiem i ze środą popielcową, czyli rozpoczęciem Wielkiego Postu, które przygotowuje nas do przeżycia tajemnicy paschalnej i końcem tych przygotowań.

Są to takie wskazania, o których mówił jasno Paweł VI, i o których mówi kodeks. Osoby, które skończyły 14 lat, aż do śmierci powinny powstrzymać się od jedzenia posiłków mięsnych w te dni i w każdy piątek w roku. Natomiast ścisły post obowiązuje tych, którzy osiągnęli pełnoletność i nie rozpoczęli 60. roku życia. To jest takie wymaganie, które jest też wyjściem na przeciw różnym okresom życia. Ciekawe jest to, ze kodeks nie mówi tutaj o konkretnym wieku dorosłości, który się osiąga. Paweł VI mówił, że są to osoby, które ukończyły 21. rok życia – dopiero wtedy zobowiązane są do postu ścisłego.

W Polsce wiemy, że do postu ścisłego zobowiązane są osoby, które ukończyły 18. rok życia, bo ten wiek uznawany jest za wejscie w dorosłość – w innych państwach te tradycje są różne. Paweł VI mówił o tym w Poenitemini: post polega na tym, że można spożyć jeden posiłek do syta w ciągu tego dnia, choć nie zabrania się spożycia czegoś lekkiego rano czy wieczorem. W Polsce mamy tradycję, która jest zachowana przez Konferencję Episkopatu Polski. Mamy jeden posiłek do syta i dwa razy lekko. Jest to zatem zinterpretowanie konstytucji Pawła VI i tego należy się trzymać.

Pamiętać należy też o tym, że nie chodzi o to, aby nas utrapić, ale po to, aby człowiek podejmujący post uświadomił sobie, że konieczne jest wyrzeczenie, bo przez wyrzeczenia człowiek jest w stanie jeszcze bardziej przybliżyć się do Boga, jeszcze bardziej odkrywa jego obecność w życiu. Tutaj warto pamiętać, że niezachowanie tego postu i wstrzemięźliwości w Popielec jest pod grzechem ciężkim. Pokazuje to wagę tych dni, by w sposób bardziej świadomy i odpowiedzialny podjąć pokutę w duchu wynagrodzenia, a nie tylko w duchu respektowania przykazania, czy tez zalecenia, bo jest to przykazanie wynikające wprost z przykazań kościelnych.

***

Ks. dr Andrzej Dudek – prezbiter diecezji tarnowskiej, liturgista, wykładowca. Studia magisterskie z Teologii ukończył na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II, sekcja w Tarnowie. Następnie doktoryzował się na Papieskim Instytucie Liturgicznym Świętego Anzelma w Rzymie. Obecnie wykłada na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II oraz jest dyrektorem wydawnictwa Biblos.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także