Dar Komunii: liturgiczna poetyka hymnu Ubi Caritas

Doroczny obchód Triduum Paschalnego naznaczony jest kontemplacją kluczowych elementów chrześcijaństwa – tego, co jest „piękniejsze, większe, bardziej pociągające i jednocześnie najbardziej potrzebne” (Papież Franciszek). Misterium Paschalne, czyli Boża miłość objawiona i aktywnie obecna w życiu, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, jest przecież teologicznym raison d’etre (racją bycia) Kościoła.

Kościół nie jest jakimś zgromadzeniem obywateli o podobnych poglądach, schodzących się razem z racji na wspólne wartości i opinie o polityce, sztuce, czy nawet o życiu rodzinnym. Nie zbieramy się pod jednym dachem, bo po prostu lubimy spędzać czas jako grupa. Kościół jest raczej komunią wierzących, którą umożliwia zbawienie dane nam w Chrystusie. Kościół jest Oblubienicą Chrystusa, powołaną do istnienia przez jej ukrzyżowanego – i zmartwychwstałego! – Oblubieńca. To Chrystus jest tym, który zwołuje, ba, uwodzi rodzinę ludzką, a my na to zaproszenie odpowiadamy.

W zwykłym roku odpowiadamy na Jego zaproszenie przez udział w liturgiach Triduum. Jesteśmy obecni w czwartkową noc wyśpiewując raz jeszcze pochwalną ofiarę w „Chwała na wysokości”, kontemplując dar Ostatniej Wieczerzy, patrząc na umywanie stóp, pozostając na nocną adorację Najświętszego Sakramentu. Przybywamy też w Wielki Piątek, zwracając oczy na zbawienie dokonane przez Cierpiącego Sługę. Przez drzewo krzyża zanosimy modlitwę za całą ludzką rodzinę i adorujemy krzyż pocałunkiem naszych ust. Jednoczymy się w pełnym nadziei żalu spożywając Ciało Chrystusa. Potem siedzimy w ciszy Wielkiej Soboty, gdy Chrystus zstąpił w kompletną ciemność piekieł. I wreszcie zbieramy się wieczorem w ciemności, by dołączyć do Marii Magdaleny przy grobie naszego Pana. To właśnie w tym sakramentalnym życiu Kościoła zmartwychwstanie ukazuje się hic et nunc (tu i teraz), poprzez chrzest, bierzmowanie i pierwszą komunię neofitów.

Ale to nie jest zwykły rok. Święte obrzędy wprawdzie będą celebrowane, ale w obecności zaledwie garstki wiernych. Większość z nas będzie zebrana w domach, w postawie „wigilii” czyli czujności nie tylko wobec Zmartwychwstania Pana, ale także wobec zagrożenia zdrowia i życia naszych ukochanych. Może nigdy wcześniej dla naszego pokolenia nie była tak namacalna kruchość ludzkiego życia, ból umierania i to cierpienie, które Chrystus wziął na siebie jako ukrzyżowany Bóg-człowiek.

Niemniej jednak Triduum będzie świętowane – będzie obchodzone w parafiach, w katedrach i w domowym kościele naszych mieszkań na całym świecie. Chrystus to Oblubieniec, powstały z martwych, i nasze mniej uroczyste celebracje liturgiczne w roku pandemii COVID-19 nie zmieniają tego faktu. Chrystus Pan zmartwychwstał. Prawdziwie zmartwychwstał, nawet jeśli nie ma nas w kościele.

Jednocześnie warto przypatrzeć się liturgii Triduum, gdyż daje ona szansę rozsmakowania się jeszcze bardziej w darze odkupienia, jaki daje nam Pan. Może w te święte dni nie będzie nas w naszych wspólnotach, może nie będziemy w przestrzeni sakralnej naszych parafii, ale liturgiczne śpiewy Wielkiego Czwartku, Piątku i Wigilii Paschalnej wciąż ukazują nam tajemnicę naszego zbawienia. Czerpiąc z poetyki tych śpiewów i hymnów nie tylko odkryjemy na nowo kluczowe elementy Triduum, ale będziemy pociągnięci, aby wcielić piękno naszego Święta w życie.

Poetyka, liturgia i zbawienie

Często traktuje się poezję jako zbędną, niekonieczną dla życia człowieka. Jest ona czymś dodatkowym, przesadnym, jest jakąś przeszkodą dla bezpośredniej komunikacji, tak pożądanej z punktu widzenia wydajności. Nawet liderzy Kościoła łatwo wpadają w taki typ myślenia. Programy duszpasterskie ocenia się pozytywnie za bezpośredniość języka, jak też za jakość i ilość podpunktów opisujących procedurę wdrażania[2].

Tymczasem jednak, jak przekonuje Karl Rahner w swoim eseju „Kapłan i poeta”, by mówić o rzeczach fundamentalnych musimy posłużyć się poetyką inną niż w bezpośredniej konwersacji. Mowa poetycka nie jest dla człowieka nieistotna; to ona właśnie pozwala mu zamieszkać w świecie wypełnionym znaczeniem. Pisze:

Rozkwit, noc, gwiazda i dzień, korzeń i źródło, wiatr i śmiech, róża, krew i ziemia, mały chłopiec, dym, słowo, pocałunek, błyskawica, oddech, cisza: te i tysiące innych słów poważnych myślicieli i poetów są słowami pierwotnymi. Są one głębsze i prawdziwsze niż wytarte słowne monety codziennej wymiany intelektualnej, które często nazywa się “jasnymi ideami”, bo nawyk zwalnia nas z myślenia o czymkolwiek, gdy ich używamy[3].

Takie słowa zakorzenione są w fundamentalnym doświadczeniu tego, co to znaczy być człowiekiem. Wschodzące słońce może oczywiście być odbierane jako tylko początek kolejnego dnia pracy, kolejna okazja do uczestnictwa w porządku ekonomicznym świata, jedna z wielu. Ale może też być zrozumiane jako adwent – przybycie do nas – nadziei, jako światło, które rozprasza ciemności nocy. Takie podejście jest już językiem tego, co poetyckie, co źródłowe, co pierwotne. Poprzednie odczytanie byłoby dyskursem wieku zanurzonego w technologii i wydajności.

Pamiętać jednak należy, że mowa poetycka nie jest jedynie kontemplacją jakiejś prawdy, która bez niej byłaby nieobecna. Jak przekonuje Rahner, poezja uobecnia owo pierwotne znaczenie, w niej ono przyjmuje ciało poprzez słowo:

(…) To pierwotne słowo jest właściwie ukazaniem samej rzeczy. Nie jest ono tylko znakiem czegoś, czego relacja ze słuchaczem nie ulega zmianie pod jego wpływem; nie mówi tylko „o” relacji omawianego przedmiotu do słuchacza; raczej ono przybliża oznaczaną rzeczywistość do nas, niejako czyni ją „obecną”, sprawia ją i kładzie przed nami. Oczywiście sposób tego uobecniania może być bardzo różny, zależny od rodzaju samej rzeczywistości ewokowanej przez słowo i od mocy ewokującego danego słowa. Niemniej jednak kiedykolwiek takie pierwotne słowo jest wypowiadane, coś się dzieje: nadejście samej tej rzeczy do słuchacza.

Dlatego właśnie postawa osoby słuchającej wobec wiersza jest postawą wyczekiwania, jakby eschatologiczną pozą oczekiwania na przybycie tego, co wiersz objawia czytelnikowi czy słuchaczowi. Kto słucha pieśni 15 z „Raju” Dantego, nie tylko myśli o smakowitych harmoniach niebiańskich jako o nieco abstrakcyjnej kategorii „rajskiej muzyki”. Nie, słuchacz taki – przez proklamację poematu – staje się obecny (choć w sposób zapośredniczony) w miejscu świętych harmonii nieba i brzemiennej ciszy wizji uszczęśliwiającej:

Benigna volontade in che si liqua
sempre l’amor che drittamente spira,
come cupidità fa ne la iniqua,
silenzio puose a quella dolce lira,
e fece quieter la sante corde
che la destra cel cielo allenta e tira. 

Ta miłosierna wola, w którą spływa
miłość wieczystych ukochań jutrzenki,
jak przez niegodną żądza płynie chciwa,
wnet uciszyła one słodkie dźwięki
lutni niebiańskiej, z której pieśń wybucha
lub cichnie na znak Przenajświętszej Ręki[4].

Przez to przeżycie czytelnik lub słuchacz zaproszony jest do zmiany swego odniesienia do rzeczywistości. Cisza nie ma już być rozumiana wyłącznie jako nieobecność, ale jako nadmiar obecności, jako przedsmak samej wizji uszczęśliwiającej.

Rahnerowskie ujęcie poezji wyjaśnia, dlaczego liturgia tak często mówi w kluczu poetyckim, zamiast po prostu oznajmiać prawdy o zbawieniu czy wyliczać doktryny związane z takim lub innym świętem. Śpiewy te mają naturę performatywną, i to nie tylko dlatego, że śpiewa się je publicznie. Chodzi o to, że w ich proklamacyjnym obwieszczaniu dają uczestnikowi moc, by wszedł on całkowicie w zbawcze wydarzenia. Dlatego też uczestnik musi się również stać wykonawcą.

Weźmy na przykład śpiew „Chwała na wysokości Bogu” wykonywany na początku liturgii Wielkiego Czwartku. Celebrans skuszony dydaktyzmem (a jest takich wielu) mógłby łatwo zastąpić ten hymn żywiołowego uwielbienia prostym stwierdzeniem: Bóg godzien jest naszej chwały, a zatem należy najwyższemu Bogu tę chwałę oddać. Ale nie w ten sposób funkcjonuje „Gloria”. To właśnie w naddatku uwielbienia, w języku doksologii, który i tak nie może całkowicie uchwycić Boga, Boża chwała staje się obecna. Powtarzamy się kilkakrotnie w tym łacińskim hymnie: „Laudamus te, benedicimus te, adoramus te, glorificamus te, gratias agimus tibi propter magnam gloriam tuam, Domine Deus, Rex caelestis, Deus Pater omnipotens” (Chwalimy Cię, błogosławimy Cię, wielbimy Cię, wysławiamy Cię, dzięki Ci składamy, bo wielka jest chwała Twoja, Panie Boże, Królu nieba, Boże Ojcze wszechmogący).

Chwała, błogosławieństwo, uwielbienie, wysławianie, dziękczynienie – ofiarujemy Bogu to wszystko, nawet jeśli są to synonimy. Nasze wyliczanie czynności wobec Boga w tym hymnie pochwalnym nie jest jedynie repetycją jednoznaczności, ale wielogłosem określeń. Wstępowanie w obecność Trójjedynego Boga jest samo w sobie zadaniem poetyckim, a „Chwała na wysokości” to właśnie zadanie wypełnia. Z tego też powodu należy unikać banalnych aranżacji tego hymnu, wyjaławiających poetykę tekstu. “Chwała” nie jest przecież jakimś muzycznym przerywnikiem w poważnym procesie pouczania ludu o Jezusie Chrystusie – ten śpiew jest raczej tym, co umożliwia wstąpienie w Jego Boską chwałę.

Uwaga przywiązywana do języka i warstwy muzycznej utworów liturgicznych nie jest zatem zaledwie przyjemniejszą formą zajmowania się teologią. Nie, ta poezja wykorzystana w liturgii staje się dla nas środkiem, poprzez który wchodzimy w wydarzenia naszego odkupienia, w obecność Trójjedynego Boga.

W czasie tego Triduum, gdy nie możemy uczestniczyć w liturgii w naszych kościołach, te właśnie śpiewy mogą stać się integralną częścią celebracji naszej liturgii domowej.

Dar Komunii – liturgiczna poetyka hymnu „Ubi Caritas”

W Wielki Czwartek po homilii celebrans umywa stopy dwunastu członków liturgicznego zgromadzenia. Po tym obrzędzie, podczas procesji z darami, zalecany jest śpiew starego łacińskiego hymnu „Ubi Caritas”[5]. Tu jego oryginalny tekst:

Ubi caritas et amor,
Deus ibi est.

Congregavit nos in unum Christi amor.
Exsultemus, et in ipso jucundemur.
Timeamus, et amemus Deum vivum.
Et ex corde diligamus nos sincero.

Simul ergo cum in unum congregamur:
Ne nos mente dividamur, caveamus.
Cessent iurgia maligna, cessent lites.
Et in medio nostri sit Christus Deus.

Simul quoque cum beatis videamus,
Glorianter vultum tuum, Christe Deus:
Gaudium quod est immensum, atque probum,
Saecula per infinita saeculorum. Amen.

Gdzie miłość wzajemna i dobroć,
tam znajdziesz Boga żywego.

W jedno nas tu zgromadziła miłość Chrystusa,
weselmy się w Nim i radujmy!
Z pokorą szczerą miłujmy Boga,
z czystego serca miłujmy się nawzajem.

Skoro się wszyscy tu gromadzimy,
strzeżmy się tego, co nas rozdziela.
Niech ustaną wszystkie gniewy i spory,
a pośrodku nas niech będzie Chrystus.

Obyśmy oglądali Twoje oblicze, Chryste, Boże,
razem ze świętymi w chwale Twego Królestwa.
To będzie naszą radością czystą i bez granic,
przez nieskończone wieki wieków. Amen.

Ten liturgiczny hymn rozgrywa się pomiędzy poetyką obecności a nieobecności. Stwierdza on z głębokim przekonaniem, że tam gdzie jest miłość, tam jest Bóg. Tam gdzie jest Bóg, tam też jest miłość. Jednakże ten rodzaj obecności domaga się ludzkiej odpowiedzi nie w postaci poufałości, lecz raczej w postaci nabożeństwa pełnego zadziwienia, pełnego pokornej i drżącej radości przed obliczem Boga. Widzieliśmy, jak kapłan umywa stopy wiernym, a teraz ten hymn objawia znaczenie tego gestu. To dla nas okazja do uświadomienia sobie, że to miłości Chrystusa – miłość do końca, ofiara krzyżowa – stworzyła Kościół. Nasza jedność w komunii jest możliwa, bo to Bóg nas pierwszy ukochał.

Obecność ta nie lekceważy jednak ciemności, jaka mogła ogarnąć zgromadzonych, tego ciągłego przyciągania do ludzkiej grzeszności. W zgromadzonym Kościele może istnieć podział, różnica zdań, nienawiść, agresja – ta ciemność, którą Chrystus jako światłość świata przyszedł rozproszyć. Gdy wspólnota wierzących polega wyłącznie na sobie, na swoich własnych zaletach (a przez to często również na swoich wadach), oddaje ona cześć nie żyjącemu Bogu, ale bożkom danej epoki. A zatem obmycie stóp nie jest tylko jakimś przyjemnym aktem rozpoznania obrazu i podobieństwa Boga w każdym człowieku. Jest ono raczej szansą na uleczenie, na wybawienie. Członkowie zgromadzenia wiernych muszą na nowo nauczyć się patrzeć na siebie nawzajem w prawdziwszy, uczciwszy sposób.

Dzieło spoglądania z miłością na twarz bliźniego, tego, który wraz ze mną został uświęcony krwią Baranka, jest już samo w sobie przygotowaniem do tego, jak będziemy patrzeć w przyszłości. Błogosławieni, tj. wspólnota świętych w niebie, to wszak ci, którzy radują się najpełniej oglądaniem twarzy Chrystusa-Boga. Doświadczają wypełnienia radością tego bezkresu, który jest najwyższym powołaniem człowieka włączonego przez chrzest w Chrystusa.

W tym sensie obmycie stóp ma głębsze znaczenie niż tylko odegranie czegoś, co Jezus kiedyś zrobił w jakimś wieczerniku. Jest ono uobecnieniem, jak sam hymn pokazuje, tej Chrystusowej miłości, która jest samym początkiem i powodem istnienia Kościoła. Oznacza to, że nawet jeśli nie jesteśmy obecni na Mszy Wielkiego Czwartku, to i tak z konieczności pozostajemy obecni dla siebie nawzajem. Przecież być chrześcijaninem, należeć do świętego Kościoła katolickiego, to być nierozerwalnie połączonym z naszym bliźnim. Jesteśmy związani więzią miłości, więzią caritas uprzednią wobec nas samych.

Zadaniem Wielkiego Czwartku jest zatem nie tylko pamięć o Ostatniej Wieczerzy, ale również – przede wszystkim – dostrojenie nas do całkowitej, wydającej siebie miłości Chrystusa, która jest obecna w Kościele. Gdy stajemy się wyćwiczeni w tej miłości, w tym spojrzeniu, wtedy też stopniowo uświadamiamy sobie ikoniczną obecność Chrystusa pośród nas.

 

Powyższy artykuł jest pierwszą z trzech części tekstu, jaki dla naszego serwisu napisał Timothy O’Malley, dyrektor Centrum Liturgii na Uniwersytecie Notre Dame (USA). Jego wprowadzenie w poetykę liturgiczną Triduum Paschalnego, publikowane równocześnie na Liturgia.pl i Church Life Journal (internetowe czasopismo poświęcone sprawom teologii, filozofii i kultury), to początek współpracy między naszymi środowiskami teologów liturgii. Dr O’Malley planował przyjechać do Polski w maju na serię wykładów organizowanych przez Dominikański Ośrodek Liturgiczny (wizyta odwołana z racji pandemii), a jego książka „Liturgia i nowa ewangelizacja” będzie wydana jako kolejna pozycja w naszej serii Źródło i Szczyt.

[1] Cytat w zdaniu wstępnym pochodzi z: Papież Franciszek, Evangelii Gaudium, 35.
[2] Autor pisze z perspektywy Kościoła amerykańskiego, gdzie rzeczywiście pewne standardy wydajności ze świata korporacji często zdominowały język duszpasterski diecezji i parafii.
[3] Karl Rahner, „Priest and Poet” w: Theological Investigations, tom 3, New York: Crossroad, 1982, s. 298 (tł. ŁM).
[4] Dante Alighieri, „Boska komedia”, cz. 3: Raj, 15:1-16, przeł. Alina Świderska, Kęty 2001.
[5] Więcej o historii tego hymnu pisze Stanisław Nowak OP w naszym serwisie: www.liturgia.pl/ubi-caritas-et-amor

Zobacz także

Timothy P. O’Malley

Timothy P. O’Malley na Liturgia.pl

Dr Timothy P. O'Malley jest związany z Uniwersytetem Notre Dame w South Bend, IN, USA. Oprócz wykładów z teologii piastuje tam funkcję dyrektora Centrum Liturgii oraz dyrektora d.s. nauki w McGrath Institute for Church Life. Doktorat z teologii uzyskał na Boston College, specjalizując się w myśli św. Augustyna i jej wpływie na formację liturgiczną. W swojej pracy badawczej i naukowej skupia się na teologii sakramentów oraz zagadnieniach małżeństwa i rodziny, a także kwestiach duchowości katechezy. Z żoną i dwójką dzieci mieszka w South Bend.