Dominik Dubiel SJ: Majowe w czasach popkultury – nabożeństwo bez przyszłości?

Od wielu już lat, regularnie pojawiają się głosy wieszczące rychłą śmierć tych form pobożności jako niekompatybilnych z istotą chrześcijaństwa, a już na pewno nieprzystających do mentalności ludzi XXI wieku, zwłaszcza młodych. Czy słusznie?

Intro

To mogło być jakieś cztery lub pięć lat temu. W każdym razie ładnych parę lat przed covidem (jak to dowcipnie ujmują niektórzy). Wchodzę do legendarnej krakowskiej Alchemii. Klub, dosłownie, zapchany ludźmi po brzegi; rozpoznaję sporo znajomych twarzy. Jednak tym razem, po zejściu do piwnicy, z dymem papierosów zmieszane były inne dźwięki niż te, które zazwyczaj tam słyszałem. Był to bowiem koncert „Tęgich chłopów” – zespołu tworzonego przez świetnych muzyków, którzy kontynuują tradycje muzyki tanecznej z Kielecczyzny. Już po kilku minutach młoda, hipsterska widownia tańczyła mazurki, polskie walczyki, polki i fokstroty. Widać, że nie był to ich pierwszy kontakt z „ludowizną”.

Jakie znaczenie ma ta opowiastka dla tematu nabożeństw majowych w dzisiejszych czasach? Jak zobaczymy w dalszej części tekstu – nieomal zasadnicze.

Dawno temu w Egipcie

Początków nabożeństw majowych można doszukiwać się w pierwszych wiekach na chrześcijańskim Wschodzie. Już w V wieku w tradycji koptyjskiej istniał wiosenny miesiąc kiahc, w którym szczególnie czczono Maryję. W tym czasie wierni zbierali się codziennie przy figurze Maryi przystrojonej kwiatami i światłem, by śpiewać na cześć Bogurodzicy. W późniejszych wiekach zwyczaj rozpowszechnił się również poza Egiptem, na terenie Ziemi Świętej, Syrii i Azji Mniejszej. Majowy kult Maryi na Zachodzie w pewnym sensie wpisał się w tradycję wywodzącą się ze starożytnych obrzędów ku czci bogiń wiosny i wiosennej roślinności (grecka Chloris i rzymska Flora). Chrześcijanie, widząc w tych kultach pozytywny element zachwytu nad odradzającym się na wiosnę życiem, a jednocześnie odrzucając elementy sprzeczne z wyznawaną przez nich wiarą, związali maj z postacią Matki Bożej – „kwiatu nad kwiatami”.

Z ziemi włoskiej do Polski

Zwyczaj nabożeństw ku czci Maryi rozwinął w XIII wieku król Hiszpanii, poeta i wielki czciciel Najświętszej Panienki: Alfons X zwany Mądrym. W kolejnych wiekach propagatorami oddawania chwały Maryi – szczególnie w maju – byli m.in. dominikanie i franciszkanie. Jednak za twórcę nabożeństwa w formie zbliżonej do tej, którą znamy dzisiaj, uważany jest włoski jezuita pochodzący z Ferrary: o. Alfons Muzzarelli SJ. W 1787 roku wydał broszurkę opisującą owo nabożeństwo maryjne, które sam wprowadził w jezuickim kościele il Gesù w Rzymie. Książeczka szybko stała się bestsellerem, co przyczyniło się do ogromnej popularności nabożeństwa, tak że w 1803 roku, na polecenie papieża Piusa VII, o. Muzzarelli zaprowadził nabożeństwo majowe w Kaplicy Karawitów w Rzymie. W 1805 roku już dwadzieścia rzymskich kościołów obchodziło je publicznie, zaś w 1815 roku Pius VII wydał bullę o nabożeństwie majowym, zatwierdzając je i przywiązując do niego odpusty. Po wydaniu tego dokumentu, nabożeństwo zaczęło rozprzestrzeniać się na całym świecie, w głównej mierze za sprawą współbraci Alfonsa Muzzarellego SJ. Tak oto w XIX wieku rozpowszechniło się na terenach Polski, począwszy od ośrodków jezuickich w Tarnopolu, Lwowie, Krakowie i Nowym Sączu, ale także m.in. wśród księży misjonarzy św. Wincentego a Paulo i karmelitów.

Z kościoła pod kapliczkę

Oprócz formy odprawianej w kościołach, gdzie zasadniczymi elementami nabożeństwa – poza śpiewem litanii loretańskiej – stało się wystawienie Najświętszego Sakramentu i tzw. nauka głoszona przez księdza (często zastępowana różnymi „czytankami”), na polskich wsiach rozwinęła się tradycja odprawiania „majowego” przy przydrożnych kapliczkach. Zwyczaj ten upowszechnił się również w miastach i w środowiskach dworskich. Warto zauważyć, że szczególnie dla biednych mieszkańców wsi, maj był bardzo ciężkim czasem, bo powoli kończyły się zimowe zapasy żywności, a na nowe plony trzeba było jeszcze sporo poczekać. Stąd nabożeństwa były również wyrazem zaufania, że dobra Matka wstawi się za swoimi dziećmi i uchroni je od głodu.

W drugiej połowie XX wieku nabożeństwo zasadniczo pozostało w kościołach, jednak zwyczaj śpiewania majowego przy kapliczkach zaczął zanikać. Podobny los staje się udziałem również innych nabożeństw związanych z pobożnością ludową – na czele z Gorzkimi Żalami. Od wielu już lat, regularnie pojawiają się głosy wieszczące rychłą śmierć tych form pobożności jako niekompatybilnych z istotą chrześcijaństwa, a już na pewno nieprzystających do mentalności ludzi XXI wieku, zwłaszcza młodych. Czy słusznie?

Teologiczno-egzystencjalna aktualność

Należy uczciwie powiedzieć, że przytoczone powyżej zarzuty nie są zupełnie bezpodstawne. W przypadku bogatej pobożności maryjnej można bowiem rzeczywiście niepostrzeżenie przejść od należnej świętym (na czele z Najświętszą Maryją Panną) czci, którą religiolodzy nazwaliby dulia (δουλεία), w pewnym sensie „przezroczystej” i ukierunkowanej w swej istocie na jedynego Pana do czci zwanej latria (λατρεία) należnej samemu Bogu. W wyniku takiego przejścia, słuszna cześć, przemienia się w idolatrię. Jednakże w swej istocie, pobożność maryjna przede wszystkim pomaga kontemplować wielkość i piękno Boga. Dzięki niej, nie rozważamy tych boskich przymiotów jedynie na poziomie abstrakcyjnej metafizyki, ale w konkrecie osoby Bogarodzicy, w której niejako obija się ich blask.

Sama litania loretańska jest prawdziwym skarbcem teologii maryjnej. Na przestrzeni lat dodawano do niej kolejne wezwania. Każde z nich można by kontemplować godzinami i pisać na ich temat traktaty. Jedne z wezwań związane są z orzeczeniami dogmatycznymi Kościoła, inne ukazują Jej rolę w historii zbawienia, jeszcze inne podejmują symbolikę biblijną, kolejne nawiązują do eschatologii (miejsca Maryi w Nowym Jeruzalem i Jej stosunku do pozostałych uczestników zbliżającej się wiecznej uczty w Królestwie Bożym etc.). W 2020 roku Kościół wprowadził trzy nowe wezwania do litanii: „Matko miłosierdzia”, „Matko nadziei” i „Pociecho migrantów”, stanowiące jasną odpowiedź na palące problemy XXI wieku, co mocno ukazuje związek tej modlitwy (a zatem i samej Maryi) z naszą codziennością. Odważę się więc postawić tezę, że od strony teologicznej, nabożeństwo majowe, którego rdzeniem jest litania loretańska, nie tylko nie traci na aktualności, a wręcz przeciwnie – pogłębia się jego związek z rzeczywistością chrześcijan XXI wieku.

Majowe hipsterem nabożeństw?

Co do zarzutu o przestarzałość formy – możemy wrócić teraz do wspomnienia, które opowiedziałem na początku tego tekstu. Od kilkudziesięciu lat w kulturze można zauważyć zwrot ku przeszłości. Nie jest to jednak zwrot z jakim mieliśmy do czynienia w renesansie czy poniekąd w romantyzmie; nie jest to zwrot, który miałby ambicję budować jakąś nową wielką narrację. Jest to raczej tendencja na wskroś postmodernistyczna, płynąca raczej ze zmęczenia przymusem bycia nowoczesnym i oryginalnym, który to proces, paradoksalnie, doprowadził do swoistej stagnacji kultury. Stąd od jakiegoś czasu coraz częściej można spotkać produkcje lo-fi czy wydawanie muzyki na kasetach magnetofonowych, ale też renesans rdzennej muzyki ludowej – z tradycjami śpiewaczymi i tanecznymi włącznie. Jest w tym pewnie trochę hipsterskiej mody, ale jest też niewątpliwie dużo tęsknoty za tym co proste, szczere, zwyczajne i autentyczne.

Tradycyjne nabożeństwa majowe znakomicie wpisują się w ten nurt. Świadczy o tym fakt, iż w ostatnich latach, choćby w Warszawie i Krakowie zaczęły powstawać grupy, które przywracały tę tradycję, śpiewając majowe przy miejskich kapliczkach. Prosto, a cappella lub – jak w przypadku akcji „Majowe w drodze” – z akompaniamentem liry korbowej (co z kolei nawiązuje do starej tradycji pieśni dziadowskich). W czasach pandemicznych akcja została w całości przeniesiona do Internetu, gdzie artyści z różnych muzycznych światów modlą się u siebie w domu, a słuchacze „Modlitwy w Drodze” włączają się w ich modlitwę dzięki transmisji live na facebookowym profilu MwD. Przykłady podobnych akcji można by mnożyć. Zaryzykuję stwierdzenie, że majowe nie są zatem reliktem przeszłości, który poprzez uciążliwą terapię trzeba utrzymać przy życiu, ale raczej sposobem modlitwy, która znakomicie wpisuje się we współczesną popkulturę.

Outro

Na praktyczną mądrość Kościoła składają się dwa zasadnicze elementy. Z jednej strony – myślenie długofalowe i nieuleganie tymczasowym modom. Z drugiej – zdolność do inkulturacji i wierność Tradycji rozumianej dynamicznie – zachowującej z poprzednich epok wszystko, co prawdziwe i pochodzące z Bożego Ducha, a jednocześnie nieustannie wzbogacającej się o nowe elementy (według tego samego kryterium).

W tradycyjnie odprawianych nabożeństwach majowych zbiegają się obydwa wyżej wymienione czynniki: zakorzenienie w wielowiekowej Tradycji Kościoła katolickiego oraz inkulturacyjne „wstrzelenie się” w popkulturowe trendy współczesności. Nie pozostaje zatem nic innego, jak ucieszyć się tym opatrznościowym momentem w dziejach nabożeństwa i – jeśli warunki sanitarne pozwalają – ruszyć pod najbliższą kapliczkę lub do kościoła, bądź też dołączyć do którejś z wirtualnych wspólnot modlących się majowym w Internecie. Tak czy inaczej, naszej Pani na pewno będzie miło.

Nabożeństwa majowe w czasach popkultury – audycja w Radiu Kraków


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Dominik Dubiel SJ

Dominik Dubiel SJ na Liturgia.pl

(ur. 1991) – jezuita i muzyk. Absolwent jezuickiej Akademii Ignatianum oraz Akademii Muzycznej w Krakowie. Obecnie studiuje teologię na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim. Mieszka w Rzymie.