Jest to olśniewająca noc: liturgiczna poetyka Exsultetu

Exsultet to śpiew wykonywany po zapaleniu Paschału. To bardzo dawny utwór, ułożony najprawdopodobniej między V a VII w. Śpiewany przez diakona, ma on układ błogosławieństwa podobnego w strukturze do modlitw używanych w liturgii Eucharystii. Pamiętając miłosierne czyny Boga z przeszłości, radosnym sercem wyczekujemy dobra, jakiego Bóg dokona w naszej teraźniejszości.

Exsúltet iam angélica turba cælórum:
exsúltent divína mystéria:
et pro tanti Regis victória tuba ínsonet salutáris…

Weselcie się już, zastępy Aniołów, w niebie:
weselcie się, słudzy Boga.
Niechaj zabrzmią dzwony głoszące zbawienie,
gdy Król tak wielki odnosi zwycięstwo.

Raduj się, ziemio, opromieniona tak niezmiernym blaskiem,
a oświecona jasnością Króla wieków,
poczuj, że wolna jesteś od mroku, co świat okrywa!

Zdobny blaskiem takiej światłości, raduj się, Kościele święty, Matko nasza!
Ta zaś świątynia niechaj zabrzmi potężnym śpiewem całego ludu.

Jest to ta sama noc,
w której niegdyś ojców naszych, synów Izraela, wywiodłeś z Egiptu
i przeprowadziłeś suchą nogą przez Morze Czerwone.
Jest to zatem ta noc,
która światłem ognistego słupa rozproszyła ciemności grzechu,
a teraz ta sama noc uwalnia wszystkich wierzących w Chrystusa na całej ziemi
od zepsucia pogańskiego życia i od mroku grzechów,
do łaski przywraca
i gromadzi w społeczności świętych.

Tej właśnie nocy
Chrystus skruszywszy więzy śmierci, jako zwycięzca wyszedł z otchłani.
Nic by nam przecież nie przyszło z daru życia,
gdybyśmy nie zostali odkupieni.

O, jak przedziwna łaskawość Twej dobroci dla nas!
O, jak niepojęta jest Twoja miłość:
aby wykupić niewolnika, wydałeś swego Syna.

O, zaiste konieczny był grzech Adama,
który został zgładzony śmiercią Chrystusa!
O, szczęśliwa wina,
skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel!

O, zaiste błogosławiona noc,
jedyna, która była godna poznać czas i godzinę zmartwychwstania Chrystusa.
O tej to nocy napisano: a noc jako dzień zajaśnieje,
oraz: noc będzie mi światłem i radością.

Uświęcająca siła tej nocy oddala zbrodnie,
z przewin obmywa,
przywraca niewinność upadłym, a radość smutnym,
rozprasza nienawiść, usposabia do zgody i ugina potęgi.

W tę noc pełną łaski przyjmij, Ojcze Święty, wieczorną ofiarę uwielbienia,
którą Ci składa Kościół święty,
uroczyście ofiarując przez ręce swoich sług tę świecę,
owoc pracy pszczelego roju.

Znamy już wymowę tej woskowej kolumny,
którą na chwałę Boga zapalił jasny płomień.
Chociaż dzieli się on użyczając światła, nie doznaje jednak uszczerbku,
żywi się bowiem strugami wosku,
który dla utworzenia tej cennej pochodni wydała pracowita pszczoła.

O, zaiste błogosławiona noc,
w której się łączy niebo z ziemią,
sprawy boskie ze sprawami ludzkimi.

Prosimy Cię przeto, Panie,
niech ta świeca poświęcona na chwałę Twojego imienia nieustannie płonie,
aby rozproszyć mrok tej nocy.

Przyjęta przez Ciebie jako woń przyjemna,
niechaj się złączy ze światłami nieba.
Niech ta świeca płonie,
gdy wzejdzie słońce nie znające zachodu:
Jezus Chrystus, Twój Syn Zmartwychwstały,
który oświeca ludzkość swoim światłem
i z Tobą żyje i króluje na wieki wieków.

Amen.

Exsultet to śpiew wykonywany po zapaleniu Paschału. To bardzo dawny utwór, ułożony najprawdopodobniej między V a VII w. Śpiewany przez diakona[1], ma on układ błogosławieństwa podobnego w strukturze do modlitw używanych w liturgii Eucharystii. Pamiętając miłosierne czyny Boga z przeszłości, radosnym sercem wyczekujemy dobra, jakiego Bóg dokona w naszej teraźniejszości.

Poezja Exsultetu jest nierozdzielnie związana z rytuałem, który wydarza się wokół niego. Lud gromadzi się przed kościołem, już po zachodzie słońca. Jedyne dostępne źródło światła to płonący ogień, cały budynek kościelny otulony jest ciemnością. Na początku Wigilii Paschalnej mamy tylko podstawowe, pierwotne elementy: światło i ciemność, płomień i świeca, wiatr i gwiaździste niebo nad nami. Tymczasem ta zrobiona z wosku świeca zostanie przekształcona poprzez działanie Kościoła: zostanie naznaczona znakiem krzyża, wzbogacona kadzidłem w kształcie pięciu ran Chrystusa. Ta świeca powiedzie ludzi zagubionych w ciemności do przedziwnego światła zbawienia.

Tekst tego hymnu opisuje kosmiczną transformację nie tylko świecy, ale całej materii, przez zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Ten kosmiczny wymiar uwielbienia rozpoczyna się od zastępów aniołów w niebie, a kończy na zgromadzonym ludzie, na Kościele, który istnieje po to, by wielbić. Świeca jest częścią okazji do tej pochwały, bo to ona rozjaśniła ciemności naszej świątyni, pogrążonej w mroku od momentu śmierci Pana w Wielki Piątek. Ale to nie jest tylko zwykła świeca, to nie jest zwyczajna noc.

W trakcie śpiewu Exsultetu często powtarza się refren: „heac est nox” (jest to ta noc). Exsultet zakłada tu jakby zgodność kalendarza. Ta noc jest nocą wszystkich nocy, ta noc olśniewa, jest pełna radości. Tej bowiem nocy Izrael został uratowany od niewoli w Egipcie. Tej nocy lud Izraela wędrował przez pustynię, oświetlony słupem obłoku. I tej właśnie nocy Chrystus powstał z martwych.

Łacina użyta w hymnie opisuje zbawienie, jakie Chrystus zdziałał, używając terminologii pochodzącej z ekonomii. Nasze narodziny byłyby bezwartościowe, gdyby Chrystus nie odkupił ludzkości przez swoją śmierć i zmartwychwstanie. Ale kupno to przekracza granice ekonomii, czystej wymiany, granice do ut des, daję abyś ty mógł dać. Przekracza je, bowiem Ojciec okazał niewymierną miłość, łaskawość bez miary, w akcie wydania Syna jako zapłaty za dług grzechu.

Exsultet domaga się poważnego potraktowania tego długu. Jeśli nie rozpoznamy konsekwencji grzechu i śmierci, czyli tego, o co tak naprawdę chodzi w Zmartwychwstaniu, to nie zrozumiemy, co czyni tę noc tak cudowną. To właśnie czysta szczodrość miłości, która jest jakby przesadna, ponad miarę, hojna miłość, która wcale nie musiała dawać, lecz dała. Wejście tej miłości w nasze życie zmusza nas to nowego spojrzenia na całą historię. Grzech Adama jest teraz szczęśliwą winą (felix culpa), bo „zasłużyła” ona na hojność Odkupiciela, zaiste działającego według jakiejś absurdalnej, szaleńczej ekonomii[2].

Istotnie, sama noc doznała przemiany w tym procesie odkupienia. Po ludzku myśląc, noc jest czasem na strach. To czas ciemności, czas tego, co nieznane, czas inwazji koszmarów. Po Ostatniej Wieczerzy Judasz porzucił towarzystwo Apostołów, by sprzedać Jezusa władzom. W Ewangelii Janowej, po jego wyjściu, autor wspomina porę dnia: jak czytamy w Wulgacie, erat autem nox („a była noc”, zob. J 13,30). Judasz wyszedł w ciemność rozpaczy, do cienia rebelii.

Teraz noc nie jest już czasem strachu. Noc jest “zaiste błogosławiona”, bo jako jedyna „widziała”[3]Zmartwychwstanie. Ciemność nie jest już czymś, czego mamy się lękać, bo i ona sama została odkupiona przez zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.

A zatem świeca jest symbolem, ba!, samą obecnością Chrystusa, który odkupuje ciemność. Światło rozbłysło w ciemności, rozpraszając cienie świata grzechu i śmierci, a dar życia ofiarowany nam przez tę świecę staje się równocześnie obecnością tej hojnej miłości, tego cudownego zjednoczenia Boga i człowieka w Jezusie Chrystusie. Jak pisze o świecy Romano Guardini:

Przypatrz się, jak świeca osadzona jest w świeczniku. Szeroko i masywnie rozparła się podstawa, z której bezpiecznie wznosi się trzon świecznika, powyżej zaś wystrzela świeca… smukła, w niepokalanej czystości, a przecież ciepło stonowana w swym kolorze: przez jasny swój kształt wyróżniająca się z wszelkiego chaosu. Ponad nią chwieje się płomyk, a przezeń świeca czyste swe ciało przemienia w ciepłe, promienne światło. Czy wobec niej nie budzi się w Tobie jakieś niezmiernie szlachetne uczucie? Spójrz, jak ona stoi niezachwianie w jednym miejscu, wyprostowana na całą wysokość, czysta i dostojna. Zważ, jak wszystko w niej mówi: “Jestem gotowa!”. Jak ona stoi wytrwale tam, gdzie stać jej nakazano, przed Bogiem.[4]

Świeca to obraz całego stworzenia, owoc pracy pszczół i pracy ludzkich rąk. Stworzenia, a zatem i ludzka historia, stają się niejako konsekrowane poprzez błogosławieństwo tej świecy. Słodycz wosku, światło, które tu jest stwarzane, oddane są kompletnie Bogu. Unoszący się ku niebu dym uosabia owo całkowite oddanie, ten dar miłości, jaki Kościół ofiarowuje w odpowiedzi Bogu, który pierwszy ukochał ludzką rodzinę.

A zatem staje się świeca nastaniem uczty weselnej. To, co ludzkie, zostaje związane z tym, co boskie, to, co boskie, jest teraz zjednoczone ze sprawami ludzkimi. Wszystko w tę noc, w tę błogosławioną noc, może być poświęcone Bogu. Dalszy ciąg Wigilii Paschalnej jasno to pokazuje: woda, chleb i wino, ludzkie ciało – wszystko zostaje uświęcone, “konsekrowane” dla Boga[5].

Być może radość tej totalnej konsekracji, tej wcielonej ofiary, to właśnie to, co czyni naszą Wielkanoc z dala od kościoła tak trudnym doświadczeniem. Wielkanoc przecież to nie tylko okazja do pobożnego upamiętniania Zmartwychwstania Pana. Ona jest fundamentem całego życia Kościoła – sakramentalnego systemu, w którym to, co materialne, staje się teraz środkiem naszego odkupienia. Sprawy ludzkie zaślubione sprawom boskim… Nie będzie nas w tym roku na błogosławieństwie paschalnego światła, ale Zmartwychwstanie wydarza się i tak. Stworzenie się przemienia, bo Bóg-człowiek odkupił rodzaj ludzki. Noc nie jest już dla strachu, lecz dla wigilijnego czuwania w Bożej obecności.

Wciąż jednak czuwanie wymaga szczególnego rodzaju cierpliwości. Nasza świeca może być symbolem tej Gwiazdy Porannej, tego Słońca nie znającego zachodu, lecz ona sama wypali się i odejdzie w niepamięć. Ostatnia kropla wosku spadnie z błogosławionej świecy. Również my, ludzie, musimy wciąż umrzeć. Opadnie na nas ciemna zasłona śmierci. Lecz my czekamy cierpliwie na hojność Boga, który daje więcej niż jesteśmy w stanie dostrzec. Jak pisze Jean-Yves Lacoste w swoim filozoficznej narracji Wigilii:

… między Bogiem i nami, świat pozostaje tym, czego nie możemy opuścić, ani uchylić. Należy zatem zrozumieć, że zrzekamy się cierpliwie wszelkiej pretensji do bycia nieodwołalnie panami dzieła i powierzamy je Bogu jako dawcy tego, co nie przemija. Jesteśmy wolni, by się wystawić na przejście Absolutu. Jesteśmy wolni, by mu ofiarować naszą gościnę. Ale z jednej strony ta gościna może być przyjęta bez naszej wiedzy, a z drugiej – historia trzyma nas z dala od odwrócenia eschatologicznego, kiedy Absolut zaofiaruje nam gościnę ostateczną. Trzeba zatem cierpliwie dawać nasz czas[6].

Wigilia liturgiczna, włącznie ze śpiewem Exsultetu, nie jest ucieczką przed kondycją człowieka. Zmartwychwstanie nie znaczy, że nie musimy już cierpliwie czekać przed grobem. Raczej oznacza ono, że ta cierpliwość, to pokorne trwanie, wyczekiwanie w mroku przed grobem – że one są sposobem, w jaki już celebrujemy zbawienie, oczekując hojności i łagodnego światła, jakiego żaden człowiek nie ogarnie.

Konkluzja

Wielkanoc, nawet w czasie COVID-19, będzie obchodzona. Fizycznie nie udamy się do naszych kościołów na liturgię. Większość z nas pozostanie schowana w domach, trochę tak jak uczniowie w Wieczerniku. A jednak inaczej niż oni, my mamy dostępną poetykę Świąt. Kontemplując tę poezję jesteśmy czymś więcej niż estetami, którzy cenią sobie grę słów. My, przez tę kontemplację, przyjmujemy już owoce Zmartwychwstania.

 

[1] A w razie jego nieobecności przez prezbitera lub świeckiego kantora (przyp. tł.).
[2] Łaciński oryginał mówi o tym, że szczęśliwa wina Adama zasłużyła (méruit) na tak wielkiego Zbawiciela: „O felix culpa, quæ talem ac tantum méruit habére Redemptórem!”. Niestety, oficjalne polskie tłumaczenie upraszcza to zdanie: „O, szczęśliwa wina, skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel!”.
[3] Łac.: O vere beáta nox, quæ sola méruit scire tempus et horam, in qua Christus ab ínferis resurréxit! Polskie tłumaczenie Exsultetu ma: jedyna, która byłaś godna poznać czas…
[4] Romano Guardini, Znaki święte, przeł. Józef Birkenmajer, Wrocław 1982, s. 45-46.
[5] Autor używa tu wieloznacznego słowa “to consecrate”, które może oznaczać zarówno poświęcenie czegoś, jak też uświęcenie, a wreszcie konsekrację w wąskim sensie sakramentalnym.
[6] Jean-Yves Lacoste, Expérience et Absolu, Paris: Presses Universitaires de France, 1994, tł. fragmentu: Dominik Jarczewski OP.

Zobacz także

Timothy P. O’Malley

Timothy P. O’Malley na Liturgia.pl

Dr Timothy P. O'Malley jest związany z Uniwersytetem Notre Dame w South Bend, IN, USA. Oprócz wykładów z teologii piastuje tam funkcję dyrektora Centrum Liturgii oraz dyrektora d.s. nauki w McGrath Institute for Church Life. Doktorat z teologii uzyskał na Boston College, specjalizując się w myśli św. Augustyna i jej wpływie na formację liturgiczną. W swojej pracy badawczej i naukowej skupia się na teologii sakramentów oraz zagadnieniach małżeństwa i rodziny, a także kwestiach duchowości katechezy. Z żoną i dwójką dzieci mieszka w South Bend.