Konferencja w Tyńcu

Z tygodniowej perspektywy chcę coś napisać o tynieckiej konferencji "Sakramentarz Tyniecki - perspektywa liturgiczno-muzyczna", która to konferencja była zresztą ogłaszana na liturgia.pl. To nie jest recenzja, jako jeden z prelegentów jestem zresztą nieobiektywny, ale raczej takie podzielenie się wrażeniami jeszcze na gorąco.

Program jest dostępny tutaj.

Dominujące odczucie: wielka radość z tego, że ta konferencja się odbyła i że było mi dane wziąć w niej udział. Nie mam pojęcia czy były już w Polsce jakieś konferencje i sympozja poświęcone wprost Sakramentarzowi tynieckiemu (przypuszczam, że wątpię, jakby rzekł klasyk), ale na pewno ta była pierwszą w której pierwszoplanowy był aspekt liturgiczny (na równi z muzycznym). Sakramentarz tyniecki to jeden z najstarszych zabytków liturgicznych w Polsce a bardzo mało był dotąd studiowany przez polskich liturgistów, więc z całą pewnością było to nadrabianie oczywistego braku. Brawa i podziękowania dla pomysłodawców konferencji! Konferencja planowana była od roku (tzn. pewnie trochę dłużej niż od roku, ale ja rok temu się o niej dowiedziałem) i jest jakimś cudem, że w tych naszych dziwnych i niespokojnych czasach mogła ona dojść do skutku i nawet dotarli na nią prelegenci z zagranicy, o. Cassian Folsom OSB i o. Juan Pablo Rubio Sadia OSB. Nie dotarł tylko prof. Franz Prassl z Austrii i to była jedyna prelekcja on-line. Poddając się koniecznym sanitarnym obostrzeniom (maseczki, dezynfekcje, dystans), skupialiśmy się cały czas na meritum, czyli na Sakramentarzu tynieckim. Podczas jednej kuluarowej rozmowy z o. Cassianem Folsomem powiedziałem, że robienie takiej naukowej konferencji kiedy wszyscy myślą o koronawirusie przypomina mi pewien obraz przedstawiający św. Grzegorza Wielkiego w zaciszu skryptorium, jak przepisuje dzieła Ojców, a za oknem widać toczoną bitwę. Św. Grzegorz pozornie alienuje się z realnego życia, a tak naprawdę robi coś niezwykle pożytecznego dla świata, który wyłoni się z tamtego chaosu. O. Cassian powiedział, że bardzo mu się to porównanie podoba.

Czasami zdarza się na sympozjach i konferencjach, że prelegenci dostają od organizatorów zamówienia na tematy i przygotowują je trochę jak pracę domową do odrobienia, bez wielkiego entuzjazmu. Tutaj każdy prelegent prezentował owoce tego co sam z pasją przestudiował i zbadał.

Najpierw dr hab. Michał Gronowski OSB panoramicznie zaprezentował 1000-letnie dzieje opactwa w Tyńcu, obficie ilustrując fotografiami, rycinami i skanami dokumentów. Mówiąc o odbudowie opactwa po powrocie benedyktynów (1939) pokazał m.in. zdjęcie ruin dokładnie w miejscu sali w której się znajdowaliśmy.

Potem o. Cassian Folsom po mistrzowsku przedstawił panoramę dziejów sakramentarza jako księgi liturgicznej, dzięki czemu można było osadzić Sakramentarz tyniecki na ogólnej mapie sakramentarzy. Dla mnie oczywiście nie były to treści nowe, ale z wielką radością słuchałem swego „mistrza” i z sentymentem wspomniałem wykład Libri liturgici (Księgi liturgiczne) z I roku mych studiów na Sant’Anselmo jesienią 1994 (to był drugi rok pracy o. Cassiana jako wykładowcy).

Dominik Jurczak OP zaprezentował analizę kodykologiczną Sakramentarza tynieckiego. Ja od tej strony w ogóle nie zajmowałem się sakramentarzem, skupiając się wyłącznie na jego treści, więc spostrzeżenia Dominika były bardzo ciekawe. Jego analiza współbrzmiała z moimi wnioskami co do tego że w dzisiejszym rękopisie blok stron 301-358 znajduje się w niewłaściwym miejscu i powinny one znajdować się między stronami 468 a 469 (zob. mój wpis z 1 maja 2017), ale z jego wystąpienia wynikało również że do pewnego zaburzenia mogło dojść także w innym jeszcze miejscu, pośród mszy wotywnych i w różnych potrzebach, co z pewnych względów jest dla mnie wątkiem bardzo intrygującym. Poczekam na pokonferencyjną publikację, żeby sobie to dokładnie na spokojnie przeczytać.

Potem był czas na mnie. Mówiłem o treści liturgicznej Sakramentarza tynieckiego, pokazując w jakich proporcjach ukształtowały ją „klasyczne” sakramentarze rytu rzymskiego, o których przedtem mówił o. Cassian oraz starałem się pokazać związki naszej księgi z innymi sakramentarzami, zwłaszcza tymi z Kolonii, jak Sakramentarz fryburski (sakramentarz wręcz bliźniaczy) i o kilkadziesiąt lat starszy Sakramentarz Gereona (kto wie? może i bezpośrednie źródło dla Tyńca i Fryburga?). Prezentowałem tu owoce mojej paroletniej dłubaniny, której fragmenty pokazywałem na bieżąco we wpisach blogowych od 2015 roku.

Ostatni w ramach sesji przedpołudniowej był dr Paweł Figurski, o którego dwóch bardzo ciekawych publikacjach pisałem już na blogu tutajtutaj, cieszyłem się więc, że mogłem teraz poznać go osobiście. Podczas konferencji dr Figurski prezentował zasadnicze tezy wyrażone w tamtym drugim artykule, co w Tyńcu mogło brzmieć dość „obrazoburczo”, ponieważ wynika z tego, że sakramentarz nie mógł być sporządzony dla Tyńca ani w ogóle dla jakiegokolwiek klasztoru (brak elementów monastycznych). Nie mógł także powstać jako dar dla władców piastowskich (brak wyraźnych elementów liturgii politycznej) ani w ogóle jako dar dla Polski (brak kultu św. Wojciecha), o wiele prawdopodobniejsze jest, że powstał na zamówienie biskupa Kolonii dla kościoła św. Gereona w Kolonii, a do Polski trafił znacznie później, niż to dawniej zakładano. Dr Figurski przedstawił tę tezę z całą śmiałością mimo obecności na sali paru ojców benedyktynów, w tym samego ojca opata, który przewodniczył sesji. Ale, jak już pisałem, atmosfera była merytoryczna i naukowa, więc nikt się nie wzburzył, a podczas kończącej sesję dyskusji teza dra Figurskiego była przedmiotem pokojowej i rzeczowej refleksji.

W dwóch popołudniowych wykładach został podjęty aspekt muzyczny. Prof. Franz Prassl, austriacki muzyk, muzykolog i teolog, miał mówić o Exultet w kontekście Sakramentarza tynieckiego. W rzeczywistości poszerzył perspektywę, i słusznie, pokazując sposoby zaznaczania notacji muzycznej w Sakramentarzu tynieckim także poza Exultet. Wykład prof. Prassla był jedynym wykładem on-line. Natomiast o. prof. Juan Pablo Rubio Sadia OSB, hiszpański teolog, muzyk i muzykolog (wykładowca S. Anselmo), pokazywał panoramicznie obecność notacji muzycznej w kolejnych fazach dziejów sakramentarzy.

Na pulpicie przy stole prezydialnym leżała księga – facsimile Sakramentarza tynieckiego. Każdy mógł sobie podejść i zobaczyć jak wygląda „bohater” konferencji.

Dopełnieniem konferencji były koncerty muzyki sakralnej. W czwartek wieczorem były występy chórów gregoriańskich a w piątek wieczorem występ zespołu Flores Rosarum, założonego i kierowanego przez s. Susi Ferfoglia (która zresztą była jedną z głównych organizatorek całej konferencji) oraz koncert organowy Filipa Presseisena.

Bardzo ciekawe i inspirujące były też nasze rozmowy kuluarowe z Dominikiem Jurczakiem, Pawłem Figurskim i Łukaszem Celińskim (ksiądz z siedleckiej diecezji, świeżo upieczony doktor liturgii na S. Anselmo, na konferencję przyjechał jako uczestnik), ale nie czuję się upoważniony, by o tym więcej pisać. Z kuluarów może napiszę tylko to, że kiedy po zamknięciu ostatniej sesji konferencji Łukasz Celiński żegnał się z nami, bo nie mógł już zostać na wieczornych liturgiach i koncercie, powiedział zachwycony: „Jak ja się cieszę, że byłem! Super konferencja!” Głos uczestnika to najlepsza recenzja.

Z czym wyjeżdżałem? Najpierw z przekonaniem, że moja dłubanina na coś się przydała. Kiedy wiosną 2015 roku zacząłem swoje badania nad Sakramentarzem tynieckim, właściwie sam nie bardzo wiedziałem po co to robię, to było tak po prostu z ciekawości. Odkąd się dowiedziałem, że mamy w Polsce XI-wieczny sakramentarz (nie pamiętam dokładnie, to było podczas moich rzymskich studiów w 2. połowie lat 90.), zawsze chciałem go poznać z bliska. Raz w życiu widziałem go na własne oczy, to było w Warszawie chyba jesienią 2000 roku, był wtedy wystawiony (w zabezpieczonej gablocie oczywiście) w ramach jakiejś ekspozycji, nawet już nie pamiętam gdzie dokładnie. Pamiętam że patrzyłem na niego pożądliwym wzrokiem, myśląc, że chciałbym go kiedyś przestudiować, co wtedy wydawało się marzeniem ściętej głowy. Jak tylko zorientowałem się, że jest w całości dostępny w internecie, nie mogłem się nim nie zająć, choć ogarniały mnie czasem wątpliwości, czy to dobrze, że zajmuję się czymś co jest jakoś zupełnie obok moich podstawowych obowiązków (bez ich zaniedbywania, oczywiście). Ta konferencja była jakimś podsumowaniem tego etapu, ale też dodała mi wiatru w żagle do dalszych badań. A przygotowując wystąpienie na konferencję widziałem jak otwierają się kolejne wątki do przestudiowania, przede wszystkim w kwestii powiązań całej tej grupy sakramentarzy (tyniecki, fryburski, Gereona) z innymi księgami gregoriańskimi z IX i X wieku. Konferencja była dla mnie impulsem, żeby w miarę czasu i możliwości dalej to drążyć. Teraz zacząłem skrupulatnie studiować Sakramentarz Gereona, z którego pochodzi ponad 90 proc. zawartości Sakramentarza tynieckiego i który może nawet jest jego bezpośrednim źródłem (wspólne są ich różne bardzo charakterystyczne cechy, osobliwości i anomalie). Sakramentarz Gereona jest obszerniejszy (Tyniec i Fryburg w różnych miejscach dokonują ewidentnej redukcji materiału) i pewne nowe ciekawe rzeczy już znalazłem. Ale to już inny temat.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Maciej Zachara MIC

Maciej Zachara MIC na Liturgia.pl

Urodzony w 1966 r. w Warszawie. Marianin. Rocznik święceń 1992. Absolwent Papieskiego Instytutu Liturgicznego na rzymskim "Anselmianum". W latach 2000-2010 wykładał liturgikę w WSD Księży Marianów w Lublinie, gdzie pełnił również posługę ojca duchownego (2005-2017). W latach 2010-2017 wykładał teologię liturgii w Kolegium OO. Dominikanów w Krakowie. Obecnie pracuje duszpastersko w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Bazylianówka w Lublinie. Ponadto jest prezbiterem wspólnoty neokatechumenalnej na lubelskiej Poczekajce, a także odprawia Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego w rektoralnym kościele Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Staszica w Lublinie....