Liturgia i edukacja (część 11): Kultura liturgiczna jako uzdrawiające lekarstwo

W poprzednim odcinku przyglądałem się trzem aspektom pontyfikatu papieża Franciszka odnoszącym się do sfer, w których liturgia może uzdrawiać kulturę: pisałem, że kultura liturgiczna stanowi alternatywę dla paradygmatu technokratycznego, dla plemienności i dla kultury zapominania. Innymi słowy, liturgiczna kultura życia podtrzymuje wysoką rangę materii, wspólnoty i ucieleśnionego podejścia do pamięci.

Modlitwa liturgiczna dostarcza alternatywy dla paradygmatu technokratycznego. Dzieje się tak, ponieważ liturgia jest nasycona rytualnym językiem daru. Weźmy na przykład ofiarowanie darów podczas Mszy św. Nie jest tak, że po prostu zrzucamy materiał na sakrament przed ołtarzem. Nie, dary są raczej uroczyście przynoszone w procesji, traktowane jako coś, co ma być ofiarowane niejako w prezencie. Co więcej, przy chlebie i winie wypowiadane są słowa, które uznają Boga i dziękują Mu za nie.

Liturgia powinna być zarówno powolna, jak i w jakimś sensie niewydajna – nie chodzi w niej bowiem o szybkie, acz estetycznie przyjemne, przekazanie Ewangelii, lecz jest ona raczej uznaniem, że świat nie jest rzeczywistością, którą możemy manipulować i wykorzystywać tak, jak nam się podoba. Rozpoczynamy dzień od jutrzni, uznając, że nawet czas i przestrzeń są darami, które mamy przyjąć. Jest w tej modlitwie nagromadzenie zwrotów, które wydają się wszystkie oznaczać to samo, właśnie dlatego, że żadne pojedyncze słowo, które moglibyśmy wypowiedzieć, nie jest wystarczające w odniesieniu do Boga, który jest źródłem wszelkiego daru.

Wszystko we współczesnym stylu życia Amerykanów unika tej powolności, takie też nastawienie wkrada się również do liturgii. Pewna parafia w South Bend zaplanowała kiedyś niedzielne msze tak, aby ludzie mogli wejść i wyjść z kościoła w ciągu godziny! Chcemy szybkości w internecie, podczas podróży, a nawet w odniesieniu do zakończenia pandemii. Tymczasem kultura liturgiczna jest kulturą powolną, gotową przerywać codzienny pęd pracy, by podziękować Bogu, który dał nam wszystko jako dar.

Modlitwa liturgiczna stanowi również alternatywę dla endemicznego trybalizmu w społeczeństwie. Może się to nie wydawać od razu oczywiste – jeśli chcesz szybko wdać się w bójkę w kręgach kościelnych, porozmawiaj w miejscu publicznym o muzyce liturgicznej! – ale gramatyka liturgii powinna nas wypychać nawet z tej plemienności. Liturgia jest z konieczności wspólnotowa. Niezależnie od tego, czy mówimy o novus ordo, czy o formie nadzwyczajnej, dokonująca się tu ofiara eucharystyczna jest dziełem całego Kościoła. Św. Augustyn w swoim Państwie Bożym mówi o wspólnotowym charakterze tej ofiary: “Oto ofiara chrześcijan: My, będąc wielu, stanowimy jedno ciało w Chrystusie. I jest to także, jak wiedzą wierni, ofiara, którą Kościół nieustannie sprawuje w sakramencie ołtarza, przez którą ukazuje on, że sam jest ofiarowany w ofierze składanej Bogu” (X 6). Ofiara Kościoła polega na wznoszeniu do Boga jednego głosu spośród wielości głosów. W rzeczywistości różnica ma znaczenie: miasto (państwo) nigdy nie składa się tylko z osób o podobnych poglądach, z takich, którzy mają tę samą kulturę. Obecny trybalizm jest antychrześcijański, dogłębnie niekatolicki.

Kultura liturgiczna jest zatem kulturą wspólnotową i ofiarniczą, oddaną wspólnemu życiu w miłości. Mnich uczy się dostrajać swój głos do głosu sąsiada, nie próbuje “pokonać” tego głosu głośnością ani argumentami. Kultura liturgiczna to kultura komunii uzdrawiania. Nasza narodowa dyskusja na temat problemów rasowych może się wiele nauczyć z tej uzdrawiającej komunii.

Oznacza to oczywiście, że musimy nauczyć się rozkoszować różnorodnością liturgiczną, a nie ją niszczyć. Kultura liturgiczna dostrzega uprzywilejowany dar tej ofiary uwielbienia składanej przez katolików z Gwatemali, Australii, Austrii i Japonii. Składana jest ta jedna, jedyna ofiara, ale w tej ofierze uwielbienia składany jest cały Kościół jako wspólnota (komunia) miłości. Ja w niej jestem. Ty w niej jesteś. Wszyscy jesteśmy ofiarowani w miłości.

A jednak to, że należymy do siebie nawzajem, nie oznacza, że ​​w liturgii możemy robić, cokolwiek nam się tylko podoba. Właśnie o to chodzi. Szkoła katolicka, która pozwala sobie na dowolność w liturgii, zmieniając wszystko ze względu na wyjątkowość swojego własnego środowiska, nie wprowadza ucznia w życie Kościoła – uczeń jest tu raczej wtajemniczony w sprywatyzowany katolicyzm, który nie wyraża liturgicznego stylu całego Ciała Chrystusa.

Wreszcie kultura liturgiczna zapewnia nam pamięć. Liturgia nie polega na ciągłym wprowadzaniu nowinek; jest ona pamiętaniem o zbawczych czynach dokonanych przez Chrystusa w czasie i przestrzeni. Pamiętamy świętych, pamiętamy siebie nawzajem – pamiętamy.

Rodziny, parafie i szkoły odgrywają wyjątkową rolę w pielęgnowaniu tego rodzaju pamięci. Dla Kościoła taka pamięć nie jest tylko kwestią intelektu: jest ona ucieleśniona. Kościół idący w procesji ulicznej z obrazem Matki Bożej z Guadalupe pamięta bardzo dużo: pamiętamy ukazanie się Matki Bożej św. Juanowi Diego, cierpiącemu ludowi, który padł ofiarą przemocy ze strony hiszpańskich zdobywców; pamiętamy o czułości Matki Bożej i Jej Syna Jezusa, który usłyszał wołanie tego ludu; pamiętamy, że Bóg dał nam ten obraz, aby uzdrowić cały Kościół, abyśmy rozpoznali komunię miłości, do której jesteśmy wszyscy powołani; pamiętamy głosy wszystkich tych, którzy współcześnie cierpią. Pamiętamy.

Żadna nowinka, żadna błyskotliwa innowacja nie zastąpi tej spójnej pamięci. Oczywiście Matka Boża z Guadalupe nie jest jedynym wspomnieniem Kościoła. Cały liturgiczny kalendarz świąt i okresów liturgicznych – kalendarz pamiętania o tym, co Chrystus uczynił w historii – jest częścią tego, co znaczy być katolikiem. Szkoły, rodziny i parafie, które wspólnie celebrują liturgię, są skarbnicami pamięci, oferując całemu światu tę “publiczną mądrość”. 

Oczywiście można by jeszcze powiedzieć o wiele więcej na temat tworzenia kultury liturgicznej, która wychowuje całą ludzkość do dobra, prawdy i piękna, ale zadaniem czytelnika tej serii jest teraz wdrożenie tego, co przeczytał(a), we własnej wspólnocie. Na tym właśnie polega dar edukacji!

***

Powyższy artykuł jest częścią serii „Liturgia i edukacja” dra Tima O’Malley’a.

Tłumaczenie tekstu: o. Łukasz Miśko OP

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Timothy P. O’Malley

Timothy P. O’Malley na Liturgia.pl

Dr Timothy P. O'Malley jest związany z Uniwersytetem Notre Dame w South Bend, IN, USA. Oprócz wykładów z teologii piastuje tam funkcję dyrektora Centrum Liturgii oraz dyrektora d.s. nauki w McGrath Institute for Church Life. Doktorat z teologii uzyskał na Boston College, specjalizując się w myśli św. Augustyna i jej wpływie na formację liturgiczną. W swojej pracy badawczej i naukowej skupia się na teologii sakramentów oraz zagadnieniach małżeństwa i rodziny, a także kwestiach duchowości katechezy. Z żoną i dwójką dzieci mieszka w South Bend.