Liturgia i edukacja (część 4): celebracja liturgii w rodzinie

Narodziny nowego dziecka celebrowane są nie tylko w domu, ale także przez chrzest; doświadczenie śmierci ukochanego dziadka czy babci jest kształtowane przez obrzędy pogrzebu. Każdy element życia rodziny może być błogosławiony, oddawany Bogu w ofierze poprzez ofiarę eucharystyczną.

Dotychczas w tej serii udało nam się spojrzeć na przecięcie sfery liturgii i edukacji (wychowania) zarówno w szkole, jak i w parafii. W tym miejscu przejdę do ostatniego środowiska edukacyjnego, które w tym cyklu będziemy rozważać – do rodziny. Współcześnie w podejściu do kwestii rodziny można zobaczyć dwa trendy.

Pierwszym jest przesadnie uromantyczniona wizja kościoła domowego, w której idealnie ubrane, pobożne dzieci wraz z czule kochającymi się rodzicami rozkosznie klękają przed domowym ołtarzykiem. Taki opis rodziny nie bierze pod uwagę trudności życia rodzinnego, podtrzymując romantyczną wizję, która w większości domów mija się z rzeczywistością.

Drugim trendem jest odrzucenie jakiejkolwiek dyskusji na temat rodziny, gdyż – jakoby – jest ona nieistotna z perspektywy Ewangelii. [Według tego podejścia] Chrystusowy dar „miłości aż do końca” usuwa naszą troskę o relacje naturalne. Jasne, mężczyźni i kobiety się pobierają, kobiety rodzą dzieci, tatusiowie się dziećmi opiekują, ale te relacje są mniej fundamentalne dla ludzkiej tożsamości chrześcijanina niż szersza wspólnota Kościoła. Rodzina nuklearna jest tak naprawdę niczym więcej niż wynalazkiem z końca XIX wieku i byłoby lepiej, gdybyśmy ją zostawili za sobą.

Obu tym narracjom brakuje czegoś zasadniczego i to – o ironio! – tego samego. Obie one nie biorą pod uwagę wychowawczej roli, jaką odgrywa rodzina. Rodzina bowiem, przeżywana w przestrzeni między narodzinami a śmiercią, humanizuje ten upływ czasu. Życie nie jest karnetem okolicznościowym z Hallmark’u[1], podobnie jak rodziny. W rodzinach zdarzają się poronienia, bezpłodność, zdrada małżeńska, nuda, wypalenie, a nawet przemoc. Takie jest życie ludzi żyjących w upadłym świecie. Pomijanie tego, skupianie się na uromantycznionej wizji rodziny, jest aktem niesprawiedliwości wobec samego życia. A jednak rodziny istnieją i nawet niedoskonałe rodziny kształtują dzieci, aby żyły od narodzin do śmierci, aby dawały nadzieję nawet w doświadczeniu smutku.

To nie są relacje, które łatwo zastąpić. Dziecko ma matkę i ojca właśnie ze względu na intymność opieki, jaką rodzice mogą zapewnić. Matka, jeśli może, karmi dziecko własną piersią. Ojciec czuwa przy dziecku długie noce. Od rodziców i rodzeństwa dzieci uczą się, na czym polega miłość, na czym polega solidarność. Te relacje mają znaczenie, są nie do zastąpienia ze względu na ich bezpośredniość.

Rodzina może przeżywać to wyjątkowe powołanie, unikając romantyzacji, gdy będzie się kierować modlitwą liturgiczną. Przypomnę, że modlitwa liturgiczna jest uwielbianiem Boga i uświęcaniem człowieka. Rodzina nie jest stworzona tylko po to, by wydawać pieniądze, by konsumować i produkować rzeczy. Rodzina jako Kościół domowy jest raczej powołana do adorowania żywego Boga. Adoracji tej uczy się ona w parafii poprzez udział w liturgii, a następnie wciela w życie w domu. Rodzina, która rozpoczyna posiłki modlitwą, która układa zajęcia całego tygodnia tak, by były skierowane ku niedzielnej liturgii, która doświadcza upływu czasu przez pryzmat roku liturgicznego – taka rodzina kształtuje mężów, żony i dzieci w sztuce wdzięczności.

Liturgia jednak wychowuje też całą rodzinę, pokazując, jak uświęcić każdy wymiar ludzkiego życia: narodziny nowego dziecka celebrowane są nie tylko w domu, ale także przez chrzest; doświadczenie śmierci ukochanego dziadka czy babci jest kształtowane przez obrzędy pogrzebu. Każdy element życia rodziny może być błogosławiony, oddawany Bogu w ofierze poprzez ofiarę eucharystyczną.

Taka rodzina istnieje oczywiście z konieczności w relacji do Kościoła i do bliźniego. Rodzina nie może zamknąć się i skupiać na sobie. Życie rodziny obejmuje przyjaźnie, obejmuje komunię z tymi, którzy nie są krewnymi. Te przyjaźnie nie są jakąś przerwą w sielance rodzinnego bycia razem, ale są raczej logiczną konsekwencją dla ludzi kształtowanych modlitwą domową.

Od domowego ogniska jesteśmy prowadzeni ku sercu świata[2], aby wejść w relację przyjaźni z całą ludzką rodziną. 

Z tego to powodu rodzina nie potrzebuje udziwnionych, udomowionych wersji modlitwy. Rodzina potrzebuje raczej pełnego życia liturgicznego Kościoła, celebracji czułego miłosierdzia Pana ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Rodzina potrzebuje psalmów, potrzebuje najlepszej jakości kościelnej muzyki, potrzebuje różańca, Najświętszego Serca – słowem tego wszystkiego, co wspierało rodziny poprzez wieki chrześcijańskiej historii.

Jeśli nie postawimy poprzeczki tak wysoko, to nadal będziemy mieli uromantycznione rodziny zainteresowane bardziej fałszywym bożkiem domowego szczęścia niż eucharystyczną transformacją samej kultury.

[1] Kartki okolicznościowe firmy Hallmark, dostępne w każdym supermarkecie, mogę służyć jako synonim uproszczonego, naiwno-pastelowego podejścia do złożonych wydarzeń w życiu człowieka.

[2] “From the hearth, we are led to the heart of the world”: gra słów trudna do oddania. “Hearth” to palenisko, ale też symbol domowego ciepła i bezpieczeństwa, “heart” to serce (przyp. tł.).

***

Powyższy artykuł jest częścią serii „Liturgia i edukacja” dra Tima O’Malley’a.

Tłumaczenie tekstu: o. Łukasz Miśko OP


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Timothy P. O’Malley

Timothy P. O’Malley na Liturgia.pl

Dr Timothy P. O'Malley jest związany z Uniwersytetem Notre Dame w South Bend, IN, USA. Oprócz wykładów z teologii piastuje tam funkcję dyrektora Centrum Liturgii oraz dyrektora d.s. nauki w McGrath Institute for Church Life. Doktorat z teologii uzyskał na Boston College, specjalizując się w myśli św. Augustyna i jej wpływie na formację liturgiczną. W swojej pracy badawczej i naukowej skupia się na teologii sakramentów oraz zagadnieniach małżeństwa i rodziny, a także kwestiach duchowości katechezy. Z żoną i dwójką dzieci mieszka w South Bend.