O liturgii która zmienia życie – Scott Hahn

Dziś zapowiadany drugi wpis opowiadający o radykalnym nawróceniu poprzez udział w liturgii. Historia Scotta Hahna (ur. 1957) jest bardzo różna od opowiedzianej ostatnio przeze mnie historii s. Clare Crockett, ale jest nie mniej fascynująca.

Amerykański teolog Scott Hahn z wychowania i – do pewnego momentu – z przekonania był prezbiterianinem, czyli protestantem tradycji kalwińskiej. Nieoczekiwaną rewolucję w jego życiu wprowadził udział w katolickiej Mszy świętej, na którą poszedł w ramach swoich badawczych zainteresowań.

Punktem wyjścia drogi Scotta Hahna było wysłuchanie kazania w pewną niedzielę poprzedzającą Wielkanoc (w kontekście nabożeństwa prezbiteriańskiego nie ma sensu mówić o Niedzieli Palmowej). Kaznodzieja, skądinąd bardzo przez Hahna ceniony, mówił o Janowym opisie śmierci Chrystusa i zatrzymał się przy słowach „Dokonało się” (J 19,30). Zadał pytanie czym właściwie było „to” co się dokonało i… nie udzielił na to pytanie odpowiedzi. Po nabożeństwie zaintrygowany i nieco zbulwersowany Scott Hahn podszedł do pastora i delikatnie go upomniał za to rozbudzenie ciekawości wiernych i pozostawienie pytania bez odpowiedzi, na co pastor odrzekł, że w ogóle nie planował poruszać tego wątku i sam tak naprawdę nie zna odpowiedzi na to pytanie. Po czym zasugerował: „Wejdź w to, Scott. Zbadaj to i wróć z odpowiedzią„. I tak Scott Hahn podjął studium Męki Pańskiej według św. Jana. Badania te zaprowadziły go dalej do studium Ostatniej Wieczerzy oraz Paschy żydowskiej, teologii przymierza i teologii ofiary. Ciągiem dalszym było biblijne studium sakramentów chrztu i Wieczerzy Pańskiej. Scott Hahn, w międzyczasie ordynowany na duchownego prezbiteriańskiego i posłany jako pastor do Fairfax (Virginia), doszedł do przekonania że w praktyce prezbiteriańskiej Wieczerza Pańska zajmuje zbyt skromne miejsce i w swojej parafii wprowadził cotygodniową Wieczerzę Pańską, podczas gdy dotąd była ona sprawowana zaledwie kilka razy do roku. Jednocześnie pracował na uczelni jako wykładowca. Zarówno parafianie jak studenci zaczęli zwracać mu uwagę, że widzą u niego tendencje katolicyzujące. Scotta Hahna bardzo to zaniepokoiło, ponieważ jego opinia o Kościele katolickim była dotąd jak najgorsza. Jednocześnie jednak dokonał rewizji swego nauczania i praktyki duszpasterskiej i musiał stwierdzić, że wszystko co robi i mówi wynika z jego przekonań, które jest gotów obronić i uzasadnić.

Biblijne studium sakramentów zaprowadziło go z kolei do studiowania pism patrystycznych na temat sakramentów i liturgii oraz do badania starożytnych źródeł liturgicznych. W pewnym momencie doszedł do wniosku, że w imię zwykłej badawczej uczciwości musi zobaczyć katolicką Mszę, wobec której skądinąd stopniowo wyzbywał się swoich dotychczasowych uprzedzeń.

Oddam teraz głos jemu samemu. Oto fragment książki Scotta Hahna „Uczta Baranka. Eucharystia – niebo na ziemi” (Święty Paweł, Częstochowa 2013, s. 21-23):

Wślizgnąłem się któregoś razu do katolickiej kaplicy w Milwaukee, gdzie sprawowano Eucharystię, i stanąłem z tyłu, pragnąc zobaczyć, jak wygląda Msza Święta. Wtedy pełniłem jeszcze funkcję pastora, więc występowałem incognito, ubrany po cywilnemu. Przyciągnęła mnie w to miejsce zwykła ciekawość, ale wówczas nie wiedziałem jeszcze, że to był zdrowy objaw. Studiując pisma pierwszych ojców Kościoła, znalazłem mnóstwo odniesień do liturgii, Eucharystii oraz ofiary. Dla tamtych chrześcijan księga Biblii, którą kocham nade wszystko, była niezrozumiała bez wydarzenia określanego przez współczesnych katolików jako Msza Święta.

Pragnąłem zrozumieć pierwszych chrześcijan, lecz nigdy nie uczestniczyłem w liturgii. Postanowiłem więc sprawdzić, na czym to polega. Takie zwyczajne akademickie doświadczenie. Przy czym obiecałem sobie, że na pewno nie będę tam klękał ani brał udziału w całym tym bałwochwalstwie.

Zająłem miejsce w ławce gdzieś na samym końcu kaplicy. Przede mną klęczeli pobożni wierni, mężczyźni oraz kobiety w różnym wieku. Ich zamyślenie zrobiło na mnie wrażenie, widać było, że się modlą. Wtem rozległ się dzwonek i wszyscy wstali, a przy ołtarzu zjawił się kapłan.

Poczułem się trochę niepewnie, ale pozostałem w pozycji siedzącej. Przez całe lata uczono mnie jako kalwinistę, że Msza to szczyt profanacji, jakiej może dopuścić się człowiek. Wpajano mi, że Eucharystia to rytuał, podczas którego „desakralizuje się Chrystusa”. Tak więc postanowiłem być tylko obserwatorem. I siedziałem tak z otwartą Biblią.

W czasie Mszy coś mnie jednak głęboko zastanowiło. Biblia, którą miałem obok, nie była jedynym egzemplarzem. Oto miałem tę Świętą Księgę przed sobą – w słowach Mszy Świętej! Pierwsze czytanie pochodziło z Księgi Izajasza, potem śpiewano jeden z psalmów, po którym odczytano fragment z listów św. Pawła. To było niesamowite. Miałem ochotę krzyknąć: „Hej, chcecie, żebym wam wyjaśnił, co teraz się dzieje w kontekście Biblii? To cudowne!” Milczałem jednak, pozostając obserwatorem. I siedziałem tak na uboczu, dopóki nie usłyszałem słów konsekracji wypowiadanych przez kapłana: „To jest bowiem Ciało moje… To jest bowiem kielich Krwi mojej”.

I wtedy poczułem, że opuszczają mnie wszystkie wątpliwości. Zobaczyłem kapłana unoszącego białą Hostię i usłyszałem modlitewny szept wyrywający się z głębi mojego serca: Pan mój i Bóg mój. To naprawdę Ty, Panie!

Od tego momentu przypominałem kłębek nerwów. Nie wyobrażałem sobie, że słowa mogą wywrzeć na mnie aż takie wrażenie. A uczucie to jeszcze bardziej się pogłębiło, gdy wierni zaczęli powtarzać: „Baranku Boży (…) Baranku Boży (…) Baranku Boży”, a kapłan po chwili oświadczył „Oto Baranek Boży” i uniósł Hostię.

W przeciągu minuty cztery razy wypowiedziano słowa „Baranek Boży”. Po tak długim studiowaniu Biblii od razu wiedziałem, gdzie się znajduję. To była księga Apokalipsy, gdzie w dwudziestu dwóch rozdziałach aż dwadzieścia osiem razy pada określenie „Baranek” w stosunku do Chrystusa. Uczestniczyłem w zaślubinach, o których wspomina św. Jan w ostatniej księdze Biblii. Znajdowałem się przed tronem Boga w niebie, gdzie czci się Jezusa jako Baranka. Nie czułem się do tego przygotowany, pomimo iż byłem na Mszy świętej„.

Od tego momentu Scott Hahn zaczął codziennie bywać na Mszy i nie miał żadnych wątpliwości, że chce spożywać rzeczywiste Ciało Chrystusa i pić z kielicha Jego Krwi.

Oto kolejny fragment, tym razem z książki „Czwarty kielich. Odkrywanie tajemnicy Ostatniej Wieczerzy i Krzyża” (Esprit, Kraków 2018, s. 159-161):

Pragnąłem komunii z Chrystusem. Pragnąłem pić z Jego kielicha, z Jego Kościołem, nawet jeśli to oznaczało cierpienie i ofiarę. Moja żona Kimberly stanowczo nie chciała, bym przeszedł na katolicyzm. Jako córka prezbiteriańskiego pastora, której bracia także byli pastorami, nie mogła zrozumieć co się ze mną dzieje – i z naszym życiem, które tak starannie razem zaplanowaliśmy. Niektórzy nasi przyjaciele mówili jej, że rozwód w takim wypadku byłby uzasadniony, ale dla niej rozwód był nawet wstrętniejszy niż to, czym według jej (i moich niegdysiejszych) wyobrażeń był katolicyzm.

Najpierw obiecałem jej, że poczekam pięć lat z przyłączeniem się do Kościoła katolickiego. Jednak każdy dzień odczuwałem jak pięć lat i byłem pewien, że nie dam rady znieść go jeszcze więcej niż tysiąc razy. Błagałem ją o zwolnienie mnie z obietnicy, i uczyniła to.

Do tego czasu znałem już kilku miejscowych duszpasterzy. Pośpieszyłem do jednego z nich i bez zwłoki złożyłem prośbę o przyjęcie. Trwał już Wielki Post. Biskup Fabian Bruskewitz rozważył sytuację. Byłem doktorantem na teologii. Miałem stopień magistra teologii. Intensywnie studiowałem Pismo Święte, ojców Kościoła i Tradycję. Doszedł więc do wniosku, że wiem dosyć, aby podjąć świadomą decyzję, i że jestem gotowy.

Podczas wigilii paschalnej biskup Bruskewitz ofiarował mi sakramentalny „wielki szlem”: udzielił mi chrztu warunkowego (zob. Kodeks prawa kanonicznego, kan. 845 i 869), Komunii Świętej i bierzmowania. A potem ujrzałem wszystko inaczej. Teraz twarde stwierdzenia Jezusa – o odrodzeniu w chrzcie, Jego rzeczywistej obecności i rozgrzeszeniu sakramentalnym – zaczęły głęboko wnikać w moją duszę, umysł i serce.

W Wielkim Poście 1986 roku nie mogłem wiedzieć, że ta wigilia paschalna przyniesie decydujący zwrot w wędrówce nie tylko mojej, lecz także w Kimberly. Chociaż tej nocy rozpaczała, a nawet nazwała ją najgorszą nocą w swoim życiu, ona również zaczęła zauważać, jak dogłębnie biblijne były obrzędy Kościoła katolickiego. Jeśli wliczyć psalmy responsoryjne, w ciągu tej liturgii pojawia się siedemnaście długich czytań z Pisma Świętego. W wigilii paschalnej było więcej Biblii niż Kimberly, córka pastora, kiedykolwiek usłyszała na niedzielnym nabożeństwie.

Za kilka lat ona sama podda się tym obrzędom.

Wielkanoc jest dzisiaj dla mnie (i dla Kimberly) ważniejsza niż jakikolwiek inny dzień w kalendarzu. Jest ważniejsza niż nasze urodziny, a nawet rocznica ślubu. To dzień, w którym zaczęło się dla nas nowe życie – pełnia życia. Tego dnia otrzymaliśmy Boże miłosierdzie w niewyobrażalnej obfitości i Bóg „przeszedł” obok naszego domu, ponieważ zostaliśmy obmyci krwią prawdziwego Baranka„.

Dzisiaj Scott Hahn jest teologiem katolickim i wraz z żoną Kimberly należą do Opus Dei. Mają sześcioro dzieci i osiemnaścioro wnuków. Dwaj synowie są seminarzystami w diecezji Steubenville (Ohio).

Nie będę pisał swoich komentarzy – ta historia mówi sama za siebie.

W poprzednim wpisie pisałem o podobieństwie historii Clare Crockett i Scotta Hahna, ponieważ w obu przypadkach decydujący był ich udział w liturgii. W obu przypadkach odpowiedź na interwencję Chrystusa w ich życiu łączyła się z wielką ofiarą. Clare złożyła ofiarę z wymarzonej kariery aktorskiej, opuściła swoją ojczyznę i musiała od zera uczyć się obcego języka, Scott Hahn złożył ofiarę ze swojej pozycji pastora i wykładowcy, co więcej, musiał zanegować tradycję w której wyrósł. Oboje bardzo dosłownie wypełnili słowo Chrystusa o tym, by dla Niego mieć w nienawiści swoich najbliższych, nadto i siebie samego (Łk 14,25nn). Clare naraziła się na całkowite niezrozumienie ze strony rodziców, sióstr i przyjaciół, Scott Hahn musiał postawić Chrystusa ponad miłością swojej ukochanej żony. Ale oboje otrzymali nieskończenie więcej, a to co ofiarowali Chrystus oddał im oczyszczone i przemienione.

Świadectwa Clare Crockett i Scotta Hahna są niesamowite. Z liturgią naprawdę nie ma żartów, ona może naprawdę przeorać życie!

Tutaj jest strona internetowa Scotta Hahna, są również zdjęcia jego i Kimberly.

 

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Maciej Zachara MIC

Maciej Zachara MIC na Liturgia.pl

Urodzony w 1966 r. w Warszawie. Marianin. Rocznik święceń 1992. Absolwent Papieskiego Instytutu Liturgicznego na rzymskim "Anselmianum". W latach 2000-2010 wykładał liturgikę w WSD Księży Marianów w Lublinie, gdzie pełnił również posługę ojca duchownego (2005-2017). W latach 2010-2017 wykładał teologię liturgii w Kolegium OO. Dominikanów w Krakowie. Obecnie pracuje duszpastersko w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Bazylianówka w Lublinie. Ponadto jest prezbiterem wspólnoty neokatechumenalnej na lubelskiej Poczekajce, a także odprawia Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego w rektoralnym kościele Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Staszica w Lublinie....