O Oriens – antyfona na 21 grudnia

Tęsknić za Wschodem, to tęsknić za życiem. Chrześcijanie nigdy nie wyczekiwali zachodu, nawet gdy ciemności tego świata przynosiły tak wiele cierpienia. Pragnienie Wschodu jest pragnieniem obudzenia się w Nowym Dniu, w Mieście Nowym, jako Nowy Człowiek.

To pragnienie obudzenia się do życia w prawdzie, w sprawiedliwości, w pokoju. Wyczekiwać Wschodu, to wyczekiwać życia w pełni.

Ojcowie Kościoła medytując nad tajemnicą wcielenia, widzieli w narodzeniu Chrystusa wypełnienie starotestamentalnych proroctw. Dla Św. Ambrożego misterium Bożego narodzenia zostało już „opisane” przez króla Dawida w Psalmie 19:

Tam słońcu namiot postawił.
Które jak oblubieniec wychodzi z weselnej komnaty, raduje się jak olbrzym ruszający do biegu.
U krańca niebios jest jego wschód i aż na drugi kraniec niebios biegnie, a nic nie uchroni się od jego żaru.

Słońce – Jezus Chrystus – jest jak Oblubieniec i jak Olbrzym. Moment wschodu, jest momentem „wyjścia z weselnej komnaty”, bowiem Chrystus – odwiecznie rodzony, w komunii miłości, Syn Ojca – rodzi się także w łonie Dziewicy Maryi. Przyjście zaś Chrystusa na świat jest wyrazem Bożej miłości do każdego człowieka. Jezus pragnie przyjść i zjednoczyć się w komunii miłości również z duszą każdego „siedzącego w ciemnościach”. Jest Oblubieńcem. Wiedział o tym król Dawid, wiedział św. Ambroży, wiedzieli i polscy górale, śpiewając: Cy nie lepiej by tobie, by Tobie siedzieć było w niebie? Wsak Twój Tatuś kochany, kochany nie wyganiał Ciebie. Nikt Chrystusa – Oblubieńca duszy każdego, konkretnego człowieka –  „nie wyganiał”. On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba, aby pozostając Bogiem, stać się człowiekiem i dać nam udział w doskonałej miłości – życiu Trójcy Świętej.

Przyjście Jezusa jest radosnym przyjściem, nie tylko dla nas wyczekujących Wschodu. Także i „Olbrzym” raduje się i w radości „rusza do biegu”. Tak jak my nie możemy się doczekać, krzycząc: „niech wreszcie wstanie Twój dzień!”, tak i Słowo wyrywa się, aby już móc zamieszkać pośród nas. Chrystus gorąco pragnie przyjść na świat, wzejść jako nasze Słońce, by sobą ogrzewać, by rozpraszać wszelkie ciemności, w których żyjemy.

W nim było życie,
A życie było światłością ludzi,
A światłość w ciemności świeci
I ciemność jej nie ogarnęła.

W tej światłości jest prawdziwe życie, bo „ciemność jej nie ogarnęła”. Wszystko może być pogrążone w mroku, ale żadnego strumienia światła „ciemność nie ogarnęła” i ogarnąć nie może. Jeśli pozwala się Jezusowi narodzić w sobie, to przyjmuje się światło, w którym nie ma żadnej ciemności. Jest tylko obietnica, że to przyjęte w tajemnicy Bożego narodzenia światło, rozpocznie swój bieg od krańca do krańca twojej osoby, twojej historii, twojego życia, „a nic nie uchroni się od jego żaru”. Ono ma moc Cię przemienić i obudzić do nowego życia.

Mateusz Grzelczak OP

O Oriens, splendor lucis aterna,
et sol iustitia:
veni et illumina sedentes
in tenebris et umbra mortis.

O Wschodzie, blasku Światła wiecznego
i Słońce sprawiedliwości,
przyjdź i oświeć siedzących
w mroku i cieniu śmierci.

Rozważanie ukazało się w piśmie braci dominikanów „Teofil”.

Zobacz także