O Rex – antyfona na 22 grudnia

Dzisiejsza antyfona rozpoczyna się od słów „O Królu narodów!”. Już Stary Testament wiele razy używa określenia „Król” jednocześnie dopełniając ten tytuł cechami: sprawiedliwy, łagodny, wierny, wszechmocny.

To ukazuje, jak wielkie było w Narodzie Wybranym oczekiwanie na upragnionego Mesjasza. Tęsknota, wyczekiwanie i napięcie, połączone z uwielbieniem i radością rodziło w sercach pieśń „O Panie, nasz Panie jak przedziwne Twe imię po wszystkiej ziemi!” (Ps 8, 10) A jak my zbliżamy się do tronu naszego Króla? Czy niesiemy w sobie to pragnienie spotkania z Nim „jak oblubienica zdobna w swe klejnoty” (Iz 61, 10), czy wręcz odwrotnie pozbawieni odwagi stoimy u progu, tkwiąc w swym bezkrólewiu, chaosie i bezradności. To co dzisiaj słyszymy to zaproszenie, aby uszanować swoje pragnienia i tęsknoty. Dać im prawo głosu. Tylko w ten sposób – doceniając pragnienie swojego serca – będziemy mogli ujrzeć i dotknąć Jezusa. Prawdziwego i realnego. Będziemy umieli przywitać Go właściwym imieniem.

Powodem dla którego ciężko nam uznać Chrystusa jako Króla, a zarazem uznać siebie za tych, w których jest królestwo Boże, może być nasze przeświadczenie, że to czym jesteśmy i co możemy ofiarować Bogu to nasza słabość i grzeszność, proch ziemi. Ten zły punkt widzenia koryguje w nas św. Paweł mówiąc: „Pierwszy człowiek utworzony z ziemi jest prochem, drugi Człowiek jest z nieba […] I jak zaczęliśmy nosić w sobie obraz człowieka z prochu ziemi, tak zaczniemy nosić w sobie obraz Tego z nieba” (1 Kor 15 47,49). Te słowa diametralnie zmieniają perspektywę względem, której nierzadko oceniamy naszą pozycję jako beznadziejną wobec Boga. Chrystus przychodzi na ten świat stając się Kamieniem węgielnym Kościoła, a my – proch ziemi, choć czasami trudno w to uwierzyć jesteśmy Jego budowlą – Kościołem. Nie zapominajmy nigdy o wszechmocy naszego Króla, który chce abyśmy byli świadomi tego, że tworzymy Kościół tu na ziemi, a naszym przeznaczeniem jest Królestwo Niebieskie. To wymaga od nas zaangażowania, odwagi i dojrzałości. Tylko takich „poddanych” pragnie Bóg.

Słowa w antyfonie „przyjdź i zbaw” uświadamiają nam, że w obraz Bożego Narodzenia wpisany jest Krzyż. Zbyt łatwo zapominamy o tym, że świętujemy narodzenie się naszego Zbawiciela. Tego, który poniesie nasze winy i umrze za nas na krzyżu. Chrystus nie pozwala nam zatrzymać się w Betlejem, ale kieruje nasz wzrok dalej. Prowadzi nas do momentu, kiedy zapytany przez Piłata daje świadectwo o swoim królowaniu. To jest źródło, z którego powinniśmy czerpać radość do świętowania Narodzenia Pańskiego: Jezus Chrystus przychodzi na świat, aby zbawić człowieka i uwolnić go z prochu ziemi dla chwały nieba.

Jezus zadaje pytanie Piłatowi: „Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie?” (J 18, 34). Przeżywając tegoroczny Adwent, warto może postawić sobie to pytanie. Spróbujmy odpowiedzieć w zgodzie z własnym sercem: kim dla mnie jest Chrystus jako Król? Czy identyfikuję się z Nim jako członek wspólnoty Kościoła? Czy naprawdę wierzę w to, że rodzi się, aby mnie zbawić? Jest jeszcze czas na te pytania, choć Betlejem już niedaleko…

Grzegorz Ćwierkiewicz OP

O Rex gentium, et desideratus earum,
lapisque angularis, qui facis utraque unum:
veni et salva hominem,
quem de limo formasti.

O Królu narodów, przez nie upragniony;
Kamieniu węgielny Kościoła,
przyjdź i zbaw człowieka,
którego utworzyłeś z prochu ziemi.

Rozważanie ukazało się w piśmie braci dominikanów „Teofil”.

 

Zobacz także