O „Znakach Tajemnicy” bardzo osobiście

Ostatnio w wydawnictwie WAM ukazała się książka „Znaki Tajemnicy. Sakramenty w teorii i praktyce Kościoła”, praca zbiorowa pod redakcją ks. Krzysztofa Porosły i ks. Roberta Woźniaka. Mój wpis nie jest recenzją tej pozycji, zwłaszcza że dołożyłem do tej pracy swoją małą cegiełkę pisząc na zamówienie Krzysztofa rozdział o chrzcie (s. 245-304).

Chcę napisać coś o kuchni powstawania mego tekstu, wspominając jednocześnie dwie kochane osoby: zmarłego rok temu Zygmunta Łupinę i mego Tatę Andrzeja Zacharę, którego pochowałem 10 sierpnia tego roku.

Na początku grudnia zeszłego roku zamieściłem tu na blogu wpis będący moim świadectwem o zmarłym Zygmuncie Łupinie (1929-2017) i na końcu napisałem o pewnej łasce, którą otrzymałem za jego wstawiennictwem. Pisałem ogólnikowo, ale teraz mogę mówić konkretnie: chodziło mi wtedy właśnie o pisanie rozdziału o chrzcie do „Znaków Tajemnicy” na zamówienie Krzyśka Porosły. Oto odnośny fragment tamtego wpisu:

Jakiś czas temu zgodziłem się wziąć udział w pewnym niełatwym projekcie. Zobowiązałem się do napisania pewnego dłuższego i dość trudnego tekstu, wymagającego czasu i spokojnego namysłu. Tak się złożyło, że z bardzo różnych względów przez długie miesiące nie miałem zupełnie warunków ani na jedno ani na drugie, bez niczyjej winy, po prostu „taki układ”, jak mawiał Filipek z kultowego serialu „Stawiam na Tolka Banana”. Siadałem, zaczynałem pisać, po czym kasowałem, dyskwalifikując to co napisałem i tak od nowa. Nerwówka coraz gorsza. Poczucie jakbym stał przed wielką górą, wiedział że trzeba na nią wejść a zupełnie nie miał na to sił. Czekałem na jakiś luźniejszy, spokojniejszy czas, który nie nadchodził. Nagle, w przeddzień pogrzebu Zygmunta [9 października ub. r.], dostałem wiadomość, że nieprzekraczalny termin nadesłania gotowego tekstu to 30 listopada, a ja „w lesie”. Panika. Potem krótkie westchnienie: „Panie Boże, ratuj”, i zaraz: „Zygmunt, proszę, pomagaj mi. Wiesz co to praca naukowa i pisarska”. Nie wiem jak to się stało, ale wczoraj [czyli 30 listopada] o 15 posłałem gotowy tekst. Owszem, bardzo niedoskonały, mający poważne braki. Ale JEST i samo to już stanowi cud. A po drodze były jeszcze dwie wyjazdowe weekendowe konwiwencje wspólnot, na jednej z nich miałem do wygłoszenia dwie katechezy, jeszcze kilkudniowy wyjazd do Warszawy, i to nie rekreacyjny, plus normalne obowiązki w parafii, niektóre dni w całości zajęte na różne sprawy. Wiem, nie da się takiego cudu wykorzystać w procesie beatyfikacyjnym, ale to nieważne. Ja WIEM, że kochany Zygmunt pomógł mi swoim wstawiennictwem i że za jego przyczyną dostałem łaskę napisania tego tekstu, co wydawało mi się już niemożliwe.

Tak więc proszę, żeby każdy kto przeczyta ten rozdział o chrzcie i uzna, że jest on cokolwiek wart, zmówił modlitwę za śp. Zygmunta Łupinę, a jak ktoś chce coś więcej dowiedzieć się o samym Zygmuncie, niech poszuka o nim w internecie lub przeczyta mój wpis z 1 grudnia 2017.

A co mają „Znaki Tajemnicy” wspólnego z moim ś.p. Tatą? Całą drugą część tekstu („Celebracja”, s. 269-286) napisałem w domu moich Rodziców w Warszawie, od 5 do 10 listopada ub. r. To właśnie miałem na myśli w powyższym cytacie, pisząc „jeszcze kilkudniowy wyjazd do Warszawy, i to nie rekreacyjny„. Mój Tata był wtedy po paskudnym złamaniu barku i wymagał pomocy (teraz już wiadomo, że złamanie to było początkiem końca, bo oznaczało ogólny fizyczny i mentalny regres), a Mama była tuż po operacji zaćmy. Trzeba było pomagać w domu i opiekować się Tatą. Na tylko tyle mogłem się wtedy wyrwać z Lublina, żeby choć na te dni wyręczyć mego brata i bratową w pomocy Rodzicom. Tak w ogóle to mój brat Tadeusz miał największy przywilej i łaskę służyć Tacie w ostatnim okresie jego życia, słusznie więc Pan Bóg tak pokierował, żeby to on był wraz z Mamą przy jego odchodzeniu 5 sierpnia. Mnie przypadły w udziale dwa przyjazdy z Lublina, po zabiegach oczu Mamy, jeden przyjazd dwutygodniowy i drugi krótszy, właśnie ten listopadowy. Zostaje mi to w pamięci jako bardzo piękny czas, jako rodzaj najlepszych rekolekcji, naprawdę czas łaski. Bardzo dużo mógłbym o tym napisać, o tym jak sam Tata pięknie przeżywał swoją sytuację, o wielkiej miłości którą sobie Rodzice okazywali, ale to już zachowuję dla siebie, nie o wszystkim co ważne i piękne trzeba od razu mówić publicznie. Poprzestając na tym co dotyczy „Znaków Tajemnicy”, miałem w tamte dni nieprawdopodobnego „powera” do pisania, tak że mogłem nawet najmniejsze chwile pomiędzy innymi najważniejszymi wtedy sprawami wykorzystać w 100 proc. na pisanie, które niekiedy trzeba było przerwać w połowie zdania, a potem, w kolejnej chwili, mogłem podjąć na nowo jakby nigdy nic, nie gubiąc wątku. Teraz sam widok tej książki nieodparcie przypomina mi Tatę i tamte listopadowe dni. Tak jak za Zygmunta, proszę Czytelników o modlitwę za mego Tatę, choć mam wszelkie podstawy, by być o niego spokojny. Pan wtedy przygotowywał go do przejścia, żeby dopełnić w nim to co rozpoczął na chrzcie.

Chciałem dodać jeszcze zdjęcie mego Taty, nie wiem dokładnie kiedy zrobione, ale mógł to być rok 2016 lub najpóźniej pierwsza połowa 2017:

W ogóle powstawanie mego tekstu o chrzcie przebiegło tak, że kiedy 9 października ub. r. Krzysztof powiadomił mnie o granicznej dacie 30 listopada, miałem wtedy napisany punkt 1.1. „Ekonomia zbawienia” (s. 246-250) i trochę punktu 1.2. o historii liturgii i teologii. Po 9 października zacząłem od ostatniego punktu 3.3. „Egzystencjalny wymiar sakramentu” (s. 295-304), bo to uznałem za stosunkowo najprostsze do napisania a chciałem mieć już coś zrobione, dla dodania sobie samemu odwagi. Potem do końca października napisałem punkty 3.1 i 3.2., czyli „Uświęcające działanie sakramentu” (s. 286-289) i „Owoce sakramentu” (s. 289-295), ale z tym miałem cały czas zagwozdkę czy nie mieszam tych dwu rzeczy ze sobą, więc jeśli ktoś skrytykuje tę część, w ogóle nie będę się bronił. W Warszawie u Rodziców napisałem drugą część „Celebracja”, a potem wróciłem do części 1.2. o rozwoju liturgii i teologii oraz Magisterium (s. 250-269), kasując to co w tej części napisałem wcześniej i zaczynając jeszcze raz. Tę część celowo zostawiłem na koniec, żeby wiedzieć jaki reżim co do objętości mam sobie narzucić, a o historii liturgii chrztu mógłbym rozpisywać się bez końca. I tak limit objętości tekstu miałem znacznie przekroczony. Na pewno w tej części jest przechył w stronę historii liturgii kosztem historii teologii. Na sam koniec została bibliografia. Był wymóg zamieszczenia 40 tytułów, ale potem, w toku późniejszych prac redakcyjnych w wydawnictwie, bibliografia została okrojona. Na tydzień przed datą graniczną posłałem gotowy tekst umówionej wcześniej polonistce, 28 listopada dostałem jej korekty i 30 listopada mogłem posłać Krzysztofowi już całkowicie gotowy tekst, dotrzymując tym samym terminu.

Warto też dodać, że w „Znakach Tajemnicy” znalazło się także miejsce dla tekstów z platformy blogowej Liturgia.pl. Swój tekst o chrzcie pozwoliłem sobie zakończyć obszernymi fragmentami blogowego wpisu Kingi Wenklar „Dzieci na krzyż” z 4 marca 2011 (za wiedzą i zgodą Autorki), zob. tutaj. Uważam że ten tekst Kingi Wenklar jest świetny i często go wykorzystuję podczas spotkań z rodzicami i chrzestnymi przed chrztem. Mnie z kolei kompletnie zaskoczył (i ubawił) Tomek Grabowski, cytując w swoim rozdziale o bierzmowaniu fragment mego wpisu „Sakramentarz z Reichenau czyli o pożytkach z internetu i radia” z 11 stycznia 2015 (zob. tutaj), gdzie istotnie na pożytek wpisu zamieściłem zwięzłe streszczenie rozwoju obrzędu bierzmowania w rycie rzymskim. Bardzo zabawnie wygląda ten tytuł w przypisie w tak szacownej publikacji (s. 324, przypis 46).

Powiem tylko na koniec, że cieszę się z wzięcia udziału w tym projekcie a okoliczności powstawania mego tekstu sprawiają, że patrzę na to jak na przygodę i czas łaski. Niemniej jednak nie uważam za dobre, żeby takie przygody zdarzały się za często, więc rok temu, podczas pisania tego tekstu, powziąłem mocne postanowienie, że będę znacznie ostrożniejszy niż dotąd w przyjmowaniu propozycji i namów co do brania udziału w różnych projektach, choćby i obiektywnie bardzo wartościowych. Paru propozycjom w tym roku już odmówiłem, a jak mawiał ś.p. ks. prof. Józef Bazylak na wykładach z psychologii w seminarium, odpowiedź „nie” też bywa bardzo piękną odpowiedzią.

* * *

Książkę „Znaki Tajemnicy” można zamówić przez internet.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Maciej Zachara MIC

Maciej Zachara MIC na Liturgia.pl

Urodzony w 1966 r. w Warszawie. Marianin. Rocznik święceń 1992. Absolwent Papieskiego Instytutu Liturgicznego na rzymskim "Anselmianum". W latach 2000-2010 wykładał liturgikę w WSD Księży Marianów w Lublinie, gdzie pełnił również posługę ojca duchownego (2005-2017). W latach 2010-2017 wykładał teologię liturgii w Kolegium OO. Dominikanów w Krakowie. Obecnie pracuje duszpastersko w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Bazylianówka w Lublinie. Ponadto jest prezbiterem wspólnoty neokatechumenalnej na lubelskiej Poczekajce, a także odprawia Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego w rektoralnym kościele Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Staszica w Lublinie....