ś.p. Jacek Czyż (1953-2020) – in memoriam

Wpis okolicznościowy. 24 lipca zmarł po bardzo ciężkiej i długiej chorobie aktor Jacek Czyż, w wieku zaledwie 67 lat. Nie znałem go osobiście, ale kiedy byłem w podstawówce był on jako aktor moim idolem, a ja jego fanem. Teraz zobowiązuje mnie to, żeby się za niego modlić.

Jacek Czyż był przede wszystkim aktorem dubbingowym. Miał mnóstwo ról, najbardziej znany stał się jako Tygrysek z Disneyowskiego „Kubusia Puchatka”. Ale ja najbardziej zapamiętałem go z warszawskiego teatru „Komedia”, gdzie pracował w latach 1977-1982, zaraz po studiach aktorskich. Kiedy byłem w VI klasie (rok szkolny 1978/1979), zapisałem się do szkolnego koła teatralnego i należałem do niego aż do końca VIII klasy. Wiosną 1979 postanowiliśmy całym naszym kołem pójść na coś do któregoś z warszawskich teatrów. Ja byłem za „Zemstą” Fredry w Teatrze Powszechnym, parę koleżanek domagało się pójścia na „Anię z Zielonego Wzgórza” w Popularnym na Szwedzkiej, ale na końcu kierująca naszym kołem bibliotekarka pani Teresa zarządziła pójście do żoliborskiej „Komedii” na premierę prasową musicalu dla dzieci „Krasnoludki, krasnoludki” (libretto Tadeusz Kijonka, muzyka Katarzyna Gärtner, reżyseria Wojciech Pokora). Byłem bardzo rozżalony, że nie idziemy na „Zemstę” do Powszechnego i poszedłem chyba tylko po to, żeby się nie wyłamywać. Ale byłem bardzo pozytywnie zaskoczony, przedstawienie było bardzo zabawne, efektownie zrobione i brawurowo zagrane, z bardzo dobrymi piosenkami. Kiedy w drugiej części Jacek Czyż akompaniując na gitarze śpiewał przezabawny przebój o źwierzątkach „Ojejku, jejku, czyli historia bez morału”, aż się pokładałem ze śmiechu, w refrenach towarzyszyli mu Jerzy Tkaczyk, Sylwester Maciejewski (dziś znany jako Solejuk z „Rancza”) i Andrzej Mirecki, a w zwrotkach robili zabawną choreografię (zwłaszcza Maciejewski). Od tamtego dnia „Komedia” stała się moim ulubionym teatrem i przez jakiś czas starałem się chodzić na wszystkie grane tam spektakle, a na niektóre chodziłem po ileś razy. Jacka Czyża widziałem jeszcze w czterech przedstawieniach: „Gwałtu, co się dzieje” Aleksandra Fredry (jako Jan Kanty Doręba); „Ja się nie boję braci Rojek” (rewia wg tekstów K.I. Gałczyńskiego, Czyż grał w wielu skeczach i epizodach); „Fachowcy czyli po prostu robota” Friedmanna i Kofty (rola konferansjera Tektury) i „Krawcy szczęścia” Tadeusza Kwinty (strażnik miejski). Na „Siódme mniej kradnij” Dario Fo mnie nie wpuszczono, bo byłem za młody, a na „Babę-dziwo” Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej nie zdążyłem pójść, bo została zdjęta z afisza. Oczywiście chodziłem także na te przedstawienia, w których Czyż nie był obsadzany (jeśli dobrze pamiętam, były to: „W czepku urodzona” Zdzisława Skowrońskiego, „Król IV” Stanisława Grochowiaka i „Wdowy” Akosa Kertesza; na „Domowy spektakl” jakiegoś czeskiego autora nie poszedłem, bo zdecydowanie odradziła mi to kasjerka). A swoją drogą, na „Zemstę” do Powszechnego też poszedłem i byłem zachwycony (obsada z Bronisławem Pawlikiem jako Cześnikiem, Władysławem Kowalskim jako Rejentem, Wojciechem Pszoniakiem jako Papkinem i Joanną Żółkowską jako Klarą).

Wracając do Jacka Czyża, naprawdę byłem wtedy jego fanem. To był ktoś kto bardzo imponował mi swoją prezencją, byłem wtedy nastolatkiem, w wieku kiedy chłopak naturalnie szuka wzorców męskości. Chodziły mi wtedy po głowie myśli o aktorstwie i myślałem sobie, że chciałbym stać się podobny do Jacka Czyża. Kiedy byłem z mamą i bratem na „Ja się nie boję braci Rojek”, brat powiedział potem z uznaniem: „Czyż to taki prawdziwy Słowianin”. Dlatego aż mi się serce ścisnęło, kiedy rok temu na YT na kanale hospicjum zobaczyłem filmik z Jackiem Czyżem. Zniszczony chorobami wyglądał starzej niż mój 82-letni tata kiedy 2 lata temu odchodził.

Dwa filmiki z Jackiem Czyżem. Najpierw tamta piosenka o źwierzątkach „Ojejku, jejku…”, w duecie z Marylą Rodowicz w Kabarecie Olgi Lipińskiej (1980). Wprawdzie aranżacja z kabaretu nie dorównuje tej ze spektaklu w „Komedii”, ale już trudno (pod filmikiem jest też mój komentarz sprzed 2 lat):

 

 

I wspomniany ubiegłoroczny filmik z hospicjum:

 

 

Nic nie wiem o tym jak wyglądały u Jacka Czyża sprawy z Panem Bogiem. Z wiadomości w sieci widzę, że pogrzeb będzie świecki. Może ta cała moja dawna młodzieńcza idolatria miała taki właśnie sens, żebym teraz gorliwie się za niego modlił.

Requiem aeternam dona ei, Domine, e lux perpetua luceat ei. Requiescat in pace. Amen.

 

Postscriptum. Niedawno w sieci znalazłem filmik, w którym aktorka Julia Kamińska oprowadza 10-letniego chłopca, który wygrał jakiś konkurs teatralny, po kulisach „Komedii”. Obejrzałem z uśmiechem i pomyślałem, że gdyby mnie wtedy, w VI, VII czy VIII klasie coś takiego się przytrafiło, oszalałbym ze szczęścia. Wtedy przez pewien czas naprawdę myślałem o zostaniu aktorem (dobrze że potem mi przeszło, a Pan Bóg zarządził inaczej). Pomyślałem też, że może poszedłbym na coś jeszcze do „Komedii” przy okazji jakiejś wizyty w Warszawie. Przejrzałem w sieci repertuar i, niestety, naprawdę nie znalazłem dla siebie niczego zachęcającego. Chyba stałem się już starym zgredem, ale moim zdaniem w tamtych czasach repertuar naprawdę był lepszy.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Maciej Zachara MIC

Maciej Zachara MIC na Liturgia.pl

Urodzony w 1966 r. w Warszawie. Marianin. Rocznik święceń 1992. Absolwent Papieskiego Instytutu Liturgicznego na rzymskim "Anselmianum". W latach 2000-2010 wykładał liturgikę w WSD Księży Marianów w Lublinie, gdzie pełnił również posługę ojca duchownego (2005-2017). W latach 2010-2017 wykładał teologię liturgii w Kolegium OO. Dominikanów w Krakowie. Obecnie pracuje duszpastersko w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Bazylianówka w Lublinie. Ponadto jest prezbiterem wspólnoty neokatechumenalnej na lubelskiej Poczekajce, a także odprawia Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego w rektoralnym kościele Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Staszica w Lublinie....