ś.p. o. Richard Bourgeois OSB (1946-2002) – in memoriam

W bliskości Dnia Zadusznego chciałem napisać krótkie osobiste wspomnienie o jednym benedyktynie, którego 11. rocznica śmierci przypada akurat w tych dniach, a którego noszę w bardzo życzliwej pamięci. 

W bliskości Dnia Zadusznego chciałem napisać krótkie osobiste wspomnienie o jednym benedyktynie, którego 11. rocznica śmierci przypada akurat w tych dniach, a którego noszę w bardzo życzliwej pamięci. 

Tutaj można przeczytać notkę biograficzną, a tutaj też króciutką notkę z dołączonymi fotografiami u dołu. O. Richard był amerykańskim benedyktynem z opactwa Glastonbury w Hingham (Massachusetts). Kiedy ja studiowałem na Sant'Anselmo w Rzymie o. Richard był pracownikiem sekretariatu uczelni, toteż z nim bezpośrednio załatwiało się wszelkie sprawy administracyjne. 

To właśnie dzięki o. Richardowi moje pierwsze zetknięcie się z uczelnią było pozytywne i odebrałem to nowe dla siebie miejsce jako przyjazne. To było pewne słoneczne wrześniowe popołudnie w 1994 r. W Rzymie byłem zaledwie od paru tygodni i miasto mnie przytłaczało swoim chaosem, po włosku mówiłem ledwie co i z duszą na ramieniu wchodziłem do sekretariatu z dokumentami potrzebnymi do zapisu. O. Richard energicznie wziął papiery i zaczął najpierw czytać wypełniony kwestionariusz: imię, nazwisko, narodowość. Przeczytał "Polish" (wypełniałem po angielsku, po włosku bym jeszcze nie potrafił), na co on od razu: "Polish. Polska – cieść!" i wyciągnął rękę przez kontuar. Kolejna rubryka: duchowny czy świecki, potem jeśli duchowny to czy diecezjalny czy zakonny i w zależności albo nazwa diecezji albo sigla zakonu. W siglach zakonu wpisałem MIC, na co o. Richard od razu głośno przespelował: "M-I-C" i od razu do mnie: "Stockbridge, Massachusetts! Cieść!" i znowu wyciągnął dłoń (istotnie, marianie w Stockbridge, MA prowadzą znane sanktuarium Miłosierdzia Bożego). To był mój pierwszy kontakt z uczelnią. Mniej więcej po miesiącu, kiedy po wykładach wracałem z uczelni, minąłem o. Richarda w pobliżu uczelni na ulicy, uprzejmie mu się ukłoniłem "Buona sera", na co on: "Cieść, Maciek!" – tu mnie zastrzelił fenomenalną pamięcią. O. Richard pracował w sekretariacie jeszcze cztery lata (do 1998) i zawsze studenci mogli we wszystkich sprawach liczyć na jego życzliwość. Kiedyś w naszym polskim gronie postanowiliśmy na koniec roku akademickiego pójść do restauracji na kolację i ktoś rzucił hasło żeby zaprosić o. Richarda. Tak też zrobiliśmy. W 1998 r. o. Richard zostal odwołany do Stanów a jego miejsce w sekretariacie przejął świecki pracownik, o którym nic złego nie można powiedzieć, ale to już nie było to samo. A w ostatnich latach w ogóle się zmieniło na gorsze, widziałem, że sekretariat został przeniesiony do zupełnie innego pomieszczenia i wygląda o wiele bardziej oficjalnie i urzędowo niż za moich czasów. No ale ja tam zaglądam tylko z ciekawości, nie mam już (na szczęście) żadnych spraw do załatwiania.

Father Richard, rest in peace!

Requiescat in pace!


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Maciej Zachara MIC

Maciej Zachara MIC na Liturgia.pl

Urodzony w 1966 r. w Warszawie. Marianin. Rocznik święceń 1992. Absolwent Papieskiego Instytutu Liturgicznego na rzymskim "Anselmianum". W latach 2000-2010 wykładał liturgikę w WSD Księży Marianów w Lublinie, gdzie pełnił również posługę ojca duchownego (2005-2017). W latach 2010-2017 wykładał teologię liturgii w Kolegium OO. Dominikanów w Krakowie. Obecnie pracuje duszpastersko w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Bazylianówka w Lublinie. Ponadto jest prezbiterem wspólnoty neokatechumenalnej na lubelskiej Poczekajce, a także odprawia Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego w rektoralnym kościele Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Staszica w Lublinie....