Siostra Clare odwiedzająca chorych

Kolejny wpis z cyklu o siostrze Clare Crockett SHM (1982-2016), zgodnie z jesiennym postanowieniem. W niedawne wspomnienie Matki Bożej z Lourdes obchodziliśmy Światowy Dzień Chorego, więc to dobra okazja, żeby pokazać parę obrazków z posługi młodej Irlandki wśród chorych.

Po ślubach wieczystych w 2010 roku siostra Clare została skierowana do pracy w Walencji, gdzie siostry zajmowały się pomocą kapelanom w dwóch miejscowych szpitalach. Pomoc była bardzo ważna i w wielu sytuacjach była prawdziwym torowaniem drogi kapelanom. Część pacjentów nie chciała początkowo obecności księdza, natomiast dużo łatwiej przyjmowała obecność sióstr.

Obrazek pierwszy: Paco. O tej historii była mowa w filmie All or nothing. Jednym z pacjentów szpitala był ciężko chory na AIDS mężczyzna o imieniu Paco. Miał za sobą kryminalną przeszłość, był w ciężkiej depresji, z nikim nie chciał rozmawiać i nie miał już ochoty żyć. Siostra Clare przychodziła do niego, siadała przy nim i po prostu mówiła mu o różnych rzeczach, które jej przychodziły do głowy: o pogodzie, o Irlandii, opowiadała mu różne historie o swojej rodzinie, Paco stopniowo otwierał się i zaczął z nią rozmawiać. W końcu Clare spytała wprost: „Paco, kiedy ty ostatni raz się spowiadałeś?” Paco na to, że 20 lat temu. Clare: „A nie sądzisz, że już czas byłoby się wyspowiadać i móc przyjąć Eucharystię?” Pomogła mu się przygotować, Paco odbył spowiedź i przyjął Komunię świętą. Był bardzo szczęśliwy i poprosił o codzienną Komunię. Kiedy siostry przychodziły z wizytą, Paco pytał od razu: „Czy przyniosłyście Eucharystię?” (siostry w Walencji były szafarkami Komunii i udzielały Komunii chorym). Za którymś razem Clare zapytała: „Paco, a czemu ty chcesz codziennie przyjmować Komunię?„, na co Paco bez wahania: „Bo ona mi daje życie„. Któregoś razu Clare zapytała: „Paco, a może bym ci załatwiła radioodtwarzacz? Posłuchałbyś sobie muzyki„. Na co Paco: „Nie, bo to by mi przeszkadzało się modlić„. Clare opowiadała o tym śmiejąc się: „Ale z niego dewot się zrobił!„, po czym dodała, że to był najbardziej spektakularny cud Pana Boga, którego była świadkiem w tym szpitalu.

Obrazek drugi: błogosławione pobłądzenie. To i następne świadectwo przekazała siostra Kelai Reno SHM, która była tego naocznym świadkiem. To było u początków posługi sióstr w szpitalach. Któregoś dnia przyszły aby odwiedzić pewną chorą i udzielić jej Komunii świętej. Siostra Clare miała bursę z Najświętszym Sakramentem na piersiach pod szkaplerzem. Nie znały jeszcze dobrze tego szpitala i pobłądziły. Nagle podbiegła do nich zapłakana kobieta, prosząc o pomoc. Powiedziała, że nie prosi o pomoc medyczną, ale właśnie zmarł jej ojciec i ona bardzo chce, żeby ktoś się przy nim pomodlił, zarówno za niego jak i za nią, bo jest tu sama i nie ma nikogo z rodziny. Właśnie pomodliła się, żeby Pan przysłał jej kogoś, wybiegła na korytarz i zobaczyła siostry. Clare jej powiedziała: „Modliła się pani o pomoc i myśli pani teraz, że to my jesteśmy tą pomocą. Ale to sam Pan tu przyszedł, żeby być z panią i z pani ojcem” – odchyliła szkaplerz i pokazała że ma bursę z Najświętszym Sakramentem. Zdumiona kobieta znów rozpłakała się, tym razem z wdzięczności jak została wysłuchana. We trzy uklękły przy łóżku zmarłego ojca tej kobiety i modliły się wobec Najświętszego Sakramentu. Jak to ujęła s. Kelai: „Myślałyśmy, że zgubiłyśmy się, a tymczasem Pan dobrze wiedział dokąd chciał przyjść„. Sama Clare była tym bardzo poruszona. Wielokrotnie dzieliła się tą historią, podkreślając, że jest to znak jak Pan nas szuka i wychodzi nam na spotkanie.

Obrazek trzeci: towarzyszenie odchodzącemu. Któregoś razu s. Clare i s. Kelai znalazły się w szpitalu przy umierającym mężczyźnie. Odwiedzały go od kilku tygodni i tego dnia wyjątkowo przyszły do szpitala po południu, zwykle chodziły przed południem. Była również córka tego człowieka i zaczęły się modlić. Clare mówiła prosto do jego ucha, tak żeby mógł słyszeć. Mówiła słowa, które pomagały mu przygotować się na odejście i stanięcie przed Bogiem. Potem usiadły przy jego łóżku i rozmawiały z jego córką. Ale Clare cały czas trzymała rękę tego mężczyzny w swoich dłoniach. Jak wspomina s. Kelai, ten gest był bardzo dyskretny, córka chyba nawet tego nie zauważyła, ale na niej samej wielkie wrażenie robiła czułość, którą w tym momencie Clare mu okazywała, zupełnie jakby to był jej własny ojciec. Rozmawiały, ale Clare cały czas patrzyła na niego. Nagle powiedziała, że on chyba właśnie zmarł. I faktycznie tak było. Córka była im bardzo wdzięczna, mówiła, że ich obecność była dla niej wielkim umocnieniem i że przez nie sam Bóg był z jej ojcem i z nią. Clare zachowała to wydarzenie głęboko w pamięci i w sercu, medytując nad tym co się wydarzyło (a propos, zob. Łk 2, 19.51), bardzo poruszało ją to, że była z człowiekiem w momencie, gdy dusza opuszczała jego ciało.

Na zdjęciu: s. Clare (z prawej) i s. Kelai przy chorym w szpitalu

 

źródło: https://www.sisterclare.com/en/her-life/memories


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Maciej Zachara MIC

Maciej Zachara MIC na Liturgia.pl

Urodzony w 1966 r. w Warszawie. Marianin. Rocznik święceń 1992. Absolwent Papieskiego Instytutu Liturgicznego na rzymskim "Anselmianum". W latach 2000-2010 wykładał liturgikę w WSD Księży Marianów w Lublinie, gdzie pełnił również posługę ojca duchownego (2005-2017). W latach 2010-2017 wykładał teologię liturgii w Kolegium OO. Dominikanów w Krakowie. Obecnie pracuje duszpastersko w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Bazylianówka w Lublinie. Ponadto jest prezbiterem wspólnoty neokatechumenalnej na lubelskiej Poczekajce, a także odprawia Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego w rektoralnym kościele Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Staszica w Lublinie....