Wiosna zmysłów – recenzja książki „Miłość i nicość”

Wiosenne preludium nadeszło w tym roku zaskakująco wcześnie w naturze, literaturze i sztuce oraz gdzieś pomiędzy. Dlatego pora dziś na książkę, od której można dostać zawrotu głowy, jak po niedawnych spacerach bez kapelusza, w wyjątkowo gorące dni lutego.

„Miłość i nicość” to zapis rozmowy jaką przeprowadziła Anna Kostrzewska-Bednarkiewicz z Władysławem Stróżewskiem, jednym z najciekawszych filozofów z kręgu krakowskiego, uznawanego w świecie kontynuatora tradycji fenomenologii Romana Ingardena. Profesor jest także wieloletnim przewodniczącym Polskiego Towarzystwa Filozoficznego i redaktorem naczelnym „Kwartalnika Filozoficznego”. Jednak dla wielu swoich uczniów pozostaje przede wszystkim wytrawnym dydaktykiem, którego wykłady do dziś rezonują w skupiającej się wokół niego grupie studentów, przyjaciół, interesujących myślicieli.

Rozmowę przeprowadziła jedna z uczennic Profesora, wyłaniając z niej dwie części: biograficzną oraz poświęconą jego poglądom filozoficznym. Z jednej strony to wielowątkowy wywiad rzeka, ale przywodzi także na myśl staranną kompozycję muzyczną, zapoczątkowaną „Preludium”, z „Intermezzo” pośrodku i oczywiście zakończoną „Finale”. Tak już jest z tą książką, której nurt porywa w obszary pomiędzy naturą i sztuką, racjonalnością i irracjonalnością, miłością i nicością.

Poznajemy tu filozofa z krwi i kości, który nie jest adeptem tej dyscypliny „od drugiej do piątej popołudniu”. Kluczowa jest dla niego, jak sam podkreśla, „szczególna obecność” filozofii, która umożliwia wytworzenie wspólnego etosu i pogłębia relację duchową pomiędzy ludźmi, którzy poświęcają jej życie.

Imponuje rodowód intelektualny Profesora, w którym znalazło się miejsce dla filozofów, teologów, antropologów, historyków idei, artystów. Na łamach „Miłości i nicości” w ślad za lotną, ale nacechowaną dyscypliną myślenia rozmową, wejdziemy do jaskini platońskiej, prześledzimy dowody na istnienie Boga ze św. Tomaszem z Akwinu, zajrzymy do pokoju Nietzschego w Alpach, wraz z Norwidem dotrzemy do zagadnienia piękna, o którym poeta powie, że jest „kształtem miłości”. Taka to interdyscyplinarna przechadzka, która stała się też dla mnie swoistą ucztą zmysłów.

Zmysł smaku

W pierwszej części książki dostajemy wgląd w powojenną kondycję polskiego środowiska intelektualnego. Profesor otwarcie wspomina o ważnych dla niego środowiskach takich jak KUL, UJ, „Znak”, „Tygodnik Powszechny”. Mówi też wprost o trudnych warunkach pracy w zniewalającej i nieracjonalnej dyktaturze komunizmu, kuszącej wątpliwymi kompromisami, które w czasie PRL-u mogły przynieść korzyści materialne, czy też uchronić przed utratą stanowiska. Wspominam ten fragment rozmowy jako jedną z ciekawszych lekcji historii, jakiej mi udzielono, a zarazem kluczowy dla mnie wykład o smaku w nawiązaniu do poezji Herberta:

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
nasza odmowa niezgoda i upór
mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia*

Władysław Stróżewski zdecydowanie opowiada się za bezkompromisowością w sytuacjach wykrzywiania wartości, w czasach pokus, którym poddawać się po prostu nie godzi. To właśnie „zmysł smaku” demaskuje pozory wartości. Powoduje, że w dylematach codzienności, ale też na gruncie sztuki, po prostu się wie, co trzeba zrobić, a jak w żadnym wypadku postępować nie należy. Profesor ubolewa nad tym, że we współczesnej Polsce zatracamy poczucie smaku, co skutkuje brzydotą, niedopatrzeniem, bylejakością na różnych poziomach rzeczywistości:

My, Polacy, nie mamy świadomości, że nie wszystko, co niezakazane, jest dozwolone i że dziedzina smaku jest niezwykle rozległa i ważna. 

Zmysł wzroku

Władysław Stróżewski jest fenomenologiem, który chętnie czerpie z poezji, muzyki, czy malarstwa. Nie tylko metodycznie doszukując się analogii, ale też zachowując w sobie przestrzeń na ciekawość, zachwycenie lub zaskoczenie. Łącząc inspiracje malarskie z filozoficznym dociekaniem, Pani Anna i Profesor fascynująco rozmawiają o tym, jak ważne dla obu obszarów jest spostrzeganie. Chodzi tu o taki sposób patrzenia jak u Nowosielskiego, czy Caravaggia, który wręcz wyrywa patrzącego z rzeczywistości, wyzwala go z niedoli człowieczeństwa. Tak docieramy do zagadnienia wolności, które zdaniem Profesora jest warunkiem zaistnienia sztuki. Jak do wolności ma się twórcza do-wolność i kwestia piękna? Wszystkich zainteresowanych zagadnieniem twórczości odsyłam do rozdziału pod znamiennym i wcale nie tak oczywistym tytułem (choć niekiedy nadużywanym): „Piękno nas zbawi”.

Zmysł słuchu

Sięgając po „Miłość i nicość” w odniesieniu do obu części publikacji projektowałam sobie potencjalne słabe punkty, co niepostrzeżenie weszło mi to w ogólno-czytelniczy nawyk (chyba w ramach mechanizmu obronnego przed rozczarowaniem się lekturą). Cóż, wyznam teraz, że w tym przypadku obawiałam się nadmiaru szczegółów biograficznych i hermetycznego wywodu filozoficznego. Tymczasem Profesor opowiada o swoim życiu w sposób zajmujący, ale oszczędny, snując przy okazji metarefleksję filozoficzną i momentami socjologiczną.

Druga część książki, choć do łatwych nie należy, przynosi też trudne do opisania wytchnienie i przejrzystość, co pozwala na pogłębiane tematów bez uczucia przytłoczenia czy rozproszenia. Zgadzam się z poglądem Zofii Rosińskiej, że przemyślenia Władysława Stróżewskiego powinny zostać usłyszane także poza filozoficznymi seminariami akademickimi i dotrzeć do innych obszarów wiedzy i życia, jako że dotyczą problemów człowieka**. Niniejsza publikacja jest dobrą ku temu sposobnością.

Ta książka powstała nie tylko ze słów. Powstała także z ciszy. Ciszy, która towarzyszy zdziwieniu od zawsze związanemu z filozofią.

Jak tłumaczy Anna Kostrzewska-Bednarkiewicz, cisza towarzyszyła rozmowom z Profesorem i długim odstępom czasu pomiędzy kolejnymi spotkaniami. W moim odczuciu, ta cisza emanuje z książki, a dzięki niej odpowiednio wybrzmiewają podejmowane tematy.

Zdarza się czasem, że po lekturze cisza zostaje dłużej niż ta, która wypełnia salę kinową po dobrym filmie. Moja lektura „Miłości i nicości” już się skończyła, a jednak trwa w ciszy, która (mam nadzieję) więcej ma wspólnego z przedwiośniem niż z zimowym snem.


*Wiersz Potęga smaku z tomu Raport z oblężonego Miasta i inne wiersze, cyt. za: Zbigniew Herbert, Wiersze zebrane, opracowanie edytorskie R. Krynicki, Wydawnictwo a5, Kraków 2008, s. 523-524.

**Zob. Zofia Rosińska, Epistemon i Eudoxus, „Przegląd Filozoficzny” – Nowa Seria R. 28: 2019, Nr 1 (109).

Wydawca: Biblioteka „Więzi”; Format: 16 x 23 cm; Oprawa: twarda z obwolutą; Liczba stron: 224; Rok wydania: 2017; ISBN: 978-83-65424-11-2

O książce

Wywiad rzeka z prof. Władysławem Stróżewskim „Miłość i nicość” ukazuje losy i poglądy jednego z najwybitniejszych żyjących polskich myślicieli. Książka daje czytelnikom niezwykłą możliwość wsłuchania się w żywo toczoną rozmowę filozoficzną, która dopełnia i rozjaśnia poglądy wyłożone przez Profesora w opublikowanych wcześniej dziełach. Obok analizy zagadnień takich jak egzystencjalne poczucie nicości, rola rozumności, relacje między filozofią a teologią znajdziemy tu przemyślenia autora dotyczące wciąż gorących tematów: aborcji, in vitro, gender czy granic wolności twórczej. Wyraźnie zaznacza się przy tym miłość prof. Stróżewskiego do muzyki i poezji, szczególnie do głęboko filozoficznych wierszy Norwida, Leśmiana i Miłosza.

Z kolei wspomnienia Profesora, stanowiące pierwszą część książki, dają czytelnikowi wgląd w charakter życia naukowego w środowisku KUL, UJ oraz krakowskiego miesięcznika „Znak”. Natrafimy tu na żywo nakreślone portrety osób tak ważnych dla polskiego życia umysłowego i kulturalnego, jak Roman Ingarden, Barbara Skarga, Stefan Swieżawski, kard. Stefan Wyszyński, ks. Józef Tischner czy prawosławny teolog Jerzy Klinger.

„Wyzwolenie powinno nastąpić drogą rewolucji, ale – rewolucji wartości. Rewolucja jest sposobem wyzwalania, warto jednak zapytać, co jest jej celem, i nie wolno tu przyjmować drogi na skróty. Wartość powinna zostać przyjęta wolnymi aktami akceptującej świadomości, a nie zostać po prostu arbitralnie nadana”.

„Wydaje mi się, że piękno leży u samych podstaw tego świata, że cały świat istnieje po to, żeby był piękny, po to, by piękno przez ten świat się ujawniło. Że taki był zamysł Boga”.

O autorach

Władysław Stróżewski – ur. w 1933, filozof, profesor zwyczajny Uniwersytetu Jagiellońskiego i innych uczelni. Jest wieloletnim przewodniczącym Polskiego Towarzystwa Filozoficznego oraz redaktorem naczelnym „Kwartalnika Filozoficznego”. Kontynuuje tradycję fenomenologii Romana Ingardena. Do badanych przez niego zagadnień należą: problematyka twórczości, negacja i niebyt, aksjologiczna struktura człowieczeństwa, hermeneutyka boskości, piękna i podstawowych kategorii ontologicznych.

Anna Kostrzewska-Bednarkiewicz – ur. w Białymstoku, studiowała w Krakowie filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zainteresowana sztuką.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Teresa Heyst

Teresa Heyst na Liturgia.pl

Książkę, kawę i wino w dobrym towarzystwie bardzo sobie ceni. Przyjmie każdą ilość czekolady. Jak sądzi, jest otoczona wspaniałymi ludźmi. Za swoich literackich mentorów uważa Samuela Becketta i Stanisława Barańczaka. Nie odnalazłaby się w świecie technologii bez Steve’a Jobsa i Michała Wsiołkowskiego.