Jan 2, 24

Werset tajemniczy i umykający uwadze w perspektywie potęgi sceny Oczyszczenia Świątyni.

Kiedy zaś przebywał w Jerozolimie w czasie Paschy, w dniu świątecznym, wielu uwierzyło w Jego imię, widząc znaki, które czynił. Jezus natomiast nie zawierzał im samego siebie, bo wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co jest w człowieku. (J 2.23 – 25) 

Jezus natomiast nie zawierzał im samego siebie, bo wszystkich znał (BJ)
Jezus natomiast nie zwierzał się im, bo wszystkich znał (BT)
Jezus jednak nie odsłaniał się przed nimi, bo znał wszystkich (tłum. Paulińskie)
Sam zaś Jezus nie zdawał się na nich z powodu tego, że on znał wszystkich (tłum. interlinearne)

Tłumaczenia kluczowego czasownika rozciągają się od „zawierzać siebie”, poprzez „zwierzać się”, „odsłaniać” do „zdawać się na” . Pomimo zniuansowań intencja znaczeniowa jest ciągle ta sama.

Jezus zachowuje swoisty typ niezależności w stosunku do ludzi. Rozmyślać nad tą postawą Jezusa jest niełatwo, bo w ludzkim świecie jest ona nasączona zwykle jakimś rodzajem negatywności. Nie zwierzamy się, bo boimy się, by nas nie wyśmiano, nie upokorzono, nie zraniono. Nie zdajemy się na bliźnich, bo nas zawiedli. Często pysznie mniemamy, że nie potrzebujemy innych, bo damy sobie radę samodzielnie. 

Wszystkie te powody trzeba stanowczo odrzucić, bo kłócą się z niewinnością Jezusa. Tym bardziej, że Jan sam określa powód Jezusowego dystansowania się – „znał wszystkich”. Co jednak stoi za tym „znał wszystkich”?

Może chodzi generalnie o jakąś „przeźroczystość” człowieczeństwa dla Jezusa. Odsłonięte są dla Niego serca świątynnych kramarzy: batoży i wyrzuca handlarzy owiec i krów, przewraca stoły bankierów, a handlarzom gołębiami tylko nakazuje się zabrać. To ze sceny poprzedzającej werset. Po nim jest rozmowa z Nikodemem, Samarytanką. Ci też są dla Jezusa przeźroczyści. Wie o nich o niebo więcej, niż oni sami o sobie wiedzą.

Gdyby (J 2.24) o tym mówił, to (2.25) nie byłby potrzebny. To werset dwudziesty piąty zasadniczo wyraża całkowitą znajomość człowieczeństwa, jaką dysponuje Jezus. W takim razie wypada przyjąć, że werset 24-ty odnosi się do wersetu 23-go.

Może zatem tak. Jezus nie odsłania przed ludźmi wprost swojej tożsamości, nie ogłasza bezpośrednio swego prawdziwego imienia. Muszą do niego dotrzeć poprzez znaki. Właśnie dlatego, że wszystkich zna, że zna człowieka, to wie, że ten jest taki, iż nie uwierzy, albo uwierzy wadliwie, gdy usłyszy samoprezentację – Jestem Synem Boga. Jezus swej najgłębszej tożsamości nie może zakomunikować wprost. Gdyby tak postąpił, to zostałby i słusznie uznany za wariata lub nieopanowanego megalomana. Natomiast Ci, którzy by w Niego uwierzyli, wierzyliby nie tak, jak tego pragnie, wierzyliby ze szkodą dla siebie.

Myślę, że nie o dyskrecję, pokorę Jezusa tu chodzi, ale o dobro człowieka. Tego ostatniego trzeba znać, by wiedzieć, co mu służy, a co szkodzi. Pełna samoprezentacja, do końca czytelny „podpis” Jezusa pod Jego czynami – znakami nie służy człowiekowi.

Jeśli tak jest, to trzeba przemyśleć ogłaszanie prawdy o Synostwie Bożym Jezusa w chrześcijaństwie. Tak łatwo się o niej paple, deklamuje, powtarza bez umiaru, czy trzeba, czy nie trzeba. Na lekcjach katechezy nierzadko przedstawia się ją fałszywie jako przedmiot wiedzy nie wiary. Na studiach teologicznych pojawia się jako treść dogmatu, w którego prawdziwość się wierzy. A przecież pomiędzy uwierzeniem w Jego „imię” na podstawie znaku a wiarą daną prawdziwości sformułowania dogmatycznego jest istotna różnica.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marian Grabowski

Marian Grabowski na Liturgia.pl

Dr hab. fizyki teoretycznej, profesor zwyczajny nauk humanistycznych. Kierownik Zakładu Filozofii Chrześcijańskiej Wydziału Teologicznego UMK w Toruniu. Zajmuje się aksjologią nauki, etyką, antropologią filozoficzną. Autor m.in. książek: "Historia upadku", "Pomazaniec. Przyczynek do chrystologii filozoficznej", "Podziw i zdumienie w matematyce i fizyce".