Pragnę liturgii, której centrum jest Chrystus

W ubiegłym roku, podczas Wielkiego Postu, na warszawskich Bielanach w kościele dawnego eremu kamedułów wierni mogli uczestniczyć w cyklu mszy celebrowanych z towarzyszeniem śpiewu gregoriańskiego. Jednym z inicjatorów tego przedsięwzięcia był ks. Wojciech Drozdowicz – proboszcz tamtejszego kościoła i autor znanego programu dla dzieci „Ziarno”. Na prośbę serwisu Liturgia.dominikanie.pl opowiada, w jaki sposób przebiegała realizacja tego projektu.

Bielański kościół– Czy mógłby Ksiądz opowiedzieć coś o bielańskiej parafii?

– Nasza Parafia liczy ok. 50 osób. Jest położona w XVII-wiecznym kompleksie pokamedulskim w Lesie Bielańskim w Warszawie. Kościół przylega do Uniwersytetu Kardynała Wyszyńskiego (dawne ATK, 18 tys. studentów). Na co dzień parafię tworzą również Papieski Fakultet Teologiczny, Prymasowski Instytut Życia Wewnętrznego, Szkoła Organistowska, Akademia Wychowania Fizycznego, Gimnazjum i Liceum Prymasowskie. W niedzielę są tylko dwie Msze Święte. Na główną Mszę o godz. 11.00 przychodzą osoby związane z tym miejscem (miłośnicy Bielan, osiołka Franciszka oraz miejscowego proboszcza). Gdyby nie sytuacja, którą zastałem, odprawiałbym tylko jedną Mszę Świętą. Po Mszy odbywają się zajęcia Szkoły Życia Duchowego, a w Podziemiu Kamedulskim działa kawiarenka. Tu, w niedzielę, odbywają się różnego rodzaju spotkania i wystawy. Wtedy przyjeżdżają tutaj całe rodziny z dziećmi, choć liturgia nie jest dla nich specjalnie kształtowana. Nasz kościół i Podziemie daje możliwość prawdziwego świętowania niedzieli.

– Skąd wziął się pomysł na powrót do dawnej liturgii?

– Jestem już siódmy rok proboszczem tego kościoła. Od około dwóch lat skłaniam się w stronę tradycjonalizmu liturgicznego. Książką, która wywarła najmocniejszy wpływ na kształt naszej liturgii był "Duch liturgii" kardynała Ratzingera. Przywróciliśmy stare szaty liturgiczne, stare nakrycia kielichów (łącznie z bursą), stare kielichy i trybularz. W dzień powszedni odprawiamy (w bocznej kaplicy, gdzie jest stary ołtarz z 1734 r.) Mszę św. "tyłem do ludu" czy lepiej powiedzieć "w stronę krzyża" (liturgia Słowa – przodem). Nikt z tego powodu się nie gorszy. Księża, którzy chcą używać współczesnych szat robią to.

– Proszę opowiedzieć teraz o Waszym projekcie. Czy cieszył się popularnością wśród ludzi, którzy uczestniczyli w tej liturgii? Czy była ona adresowana do jakiejś szczególnej grupy ludzi czy też każdy mógł się tam odnaleźć?

– Przez cały zeszłoroczny Wielki Post niedzielną Mszę odprawialiśmy w języku łacińskim ze śpiewem gregoriańskim (z towarzyszeniem zespołu Bornus Consort) i bez mikrofonów (dla ok. 600 – 700 osób). Ludzie mieli teksty Mszy i część śpiewów. Msza trwała o wiele dłużej niż zwykle (do półtorej godziny). Część rodzin z małymi dziećmi zrezygnowała z takiej liturgii. Część doszła specjalnie na czas Wielkiego Postu. Ogólna liczba chyba się nie zmieniła. Słabością naszego kościoła jest brak ogrzewania – to jest główna przyczyna mniejszej frekwencji. W tym roku wracamy do tak ukształtowanej liturgii i będziemy to robić w przyszłości.

– Co dla Księdza stanowi o wartości takiej właśnie liturgii? Co w niej jest najważniejsze?

– Co jest, dla mnie, najbardziej poruszające w takiej liturgii? W centrum tej liturgii jest niewątpliwie Chrystus, a nie ksiądz. Liturgia: chorał gregoriański, łacina, stare szaty, architektura naszego kościoła tworzą niezwykłe opakowanie Świętego Królestwa Jezusa Chrystusa.

– I na koniec pytanie ogólniejsze, dotyczące już nie tylko chorału, ale w ogóle liturgii. Czy uważa ksiądz, że liturgia może być sposobem na duszpasterstwo? Na ile kapłani mogą sobie pozwolić na "duszpasterzowanie" przy ołtarzu, a na ile powinno się to odbywać poza liturgią?

– Już mam dosyć inteligentnych, kulturalnych, wrażliwych i dowcipnych księży. Pragnę liturgii, której centrum jest Chrystus. To jest najlepsze duszpasterstwo. Czy całkowicie przejść na powyższy układ? Chyba nie – dobre jest łączenie tych dwóch form liturgicznych.

Rozmawiała: Monika Mystkowska

Zobacz także