O ratowaniu lasów

Podobno nie wypada przyznawać się do segregowania śmieci, gdyż w ten sposób wyraża się swoje poparcie dla liberalnych ruchów ekologicznych, zielonych etc., którym blisko do lewicy, a w ogóle ekologia to relatywizm moralny etc., etc. Taki pogląd kiedyś słyszałem z ust pewnego gorliwego katolika.

Mimo to przyznam się do kilku rzeczy.

Śmieci segregowałem, dopóki nie odkryłem, że z pojemników wszystkie są ładowane razem na jeden samochód, więc cała segregacja na nic.

Wykorzystuję kartki, zadrukowane po jednej stronie, np. na sprawdzianach – po czystej stronie można przecież pisać. A kiedy każę uczniom czy studentom wyjąć własne kartki, mówię też, że można połówkę oddać sąsiadowi, bo nie będzie dużo pisania, i całe A4 nie jest potrzebne. Często jest to jednak wołanie na pustyni, i widzę zdziwienie w oczach słuchaczy: o co mu chodzi? A ja pamiętam dobrze czasy, kiedy w szkole się zbierało makulaturę, kiedy kupno papieru toaletowego graniczyło z cudem (zawsze mnie do łez rozbawia scena z "Nie lubię poniedziałku", w której pewna pani bardzo chce kupić tenże papier, a nie może, bo musi pilnować dziecka milicjanta). I dziwię się, że teraz tyle jest papieru, chociażby na ulotki, które zapełniają kosze w okolicach stacji metra. Zużywam ‚miesięczne’ kartki z kalendarza, po drugiej, białej stronie wypisuję słówka dla pani, którą uczę greki, albo zapisuję na nich własne tłumaczenia hymnów itp.

Gaszę światło, nie tylko w domu, ale i np. w szkole, kiedy w danej sali czy na korytarzu nikogo nie ma. Ostatnio zwróciłem nawet lekarzowi uwagę, że w przedpokoju zostawił zapalone światło. Wyłączam na noc sprzęty z funkcji czuwania. I dziwię się, że trąbi się o efekcie cieplarnianym i konieczności oszczędzania energii, a jednocześnie tyle wydaje na świąteczną iluminację miasta, czy na światła, które nawet nocą palą się w bankach koło mojego domu. I nie mogę zrozumieć, czemu w korku stoi sznur samochodów, a w każdym tylko jedna osoba.

Zakręcam wodę przy myciu zębów. (Szczerze mówiąc, nigdy nie rozumiałem, na czym polega jej niezakręcanie przy tej czynności. Wodę wlewam do kubka, zakręcam, myję zęby, popłukać mogę wodą z kubka, i już. I tak od dzieciństwa robiłem.)

I uważam, że w ten sposób także realizuje się to, co Pan nakazał pierwszym rodzicom:  "Czyńcie sobie ziemię poddaną".

Bóg kocha również rzeczy. Słońce, gwiazdy, drzewa, wszystkie rzeczy doczesne. (…) Bóg kocha je i kocha je szczególnie. (…) Św. Paweł mówi, że z widzialnego bytu rzeczy można dojrzeć istnienie i rządzenie niewidzialnego Boga, i w głebokich obrazach głosi tajemnicę świata oczekującego odrodzenia i pragnącego go. To są wszystko znaki, znaki na to, że Bóg szanuje rzeczy, że je kocha, bardzo kocha. (R. Guardini, "O Bogu żywym")

[Wpis nr 99. Powinienem pomyśleć o wydaniu książki.]


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.